niedziela, 1 kwietnia 2018

“You can’t buy love, but you can pay heavily for it”

- April, kotku, musisz mi to wybaczyć.
Nie przerwała splatania włosów, spojrzała tylko na Mallory'ego w lustrze, przed którym stała. W ustach czuła gorzki smak, na głowie miała bałagan, a na policzkach ślady rozmazanego makijażu.
Dla nich zawsze była April, nigdy Blaire. Wolała tak. April to była zupełnie inna dziewczyna - ta, która była sugar baby, która sypiała z Mallorym przez ostatni rok, ta, którą właśnie zraniono. Kiedy tylko wyjdzie z tego apartamentu, w którym było duszno, zbyt duszno, dusiła się, uwięziona gdzieś pomiędzy chęcią powrotu do domu i wtuleniem się w Mallory'ego i błaganiem go o kolejny miesiąc.
- Wiem - wykrztusiła tylko po chwili ciszy, którą źle znosiła.
- Moja żona za wiele się domyśla, muszę jej poświęcić czas, zaczyna się zastanawiać...
Reszta wypowiedzi utonęła w szumie wody, kiedy dziewczyna przerzuciła warkocz na plecy i zaczęła myć twarz, z taką energią, jakby miało to zmyć poczucie winy, a nie sine smugi tuszu do rzęs. Kiedy wreszcie podniosła głowę, jej policzki i oczy były zaczerwienione, ale przestała wyglądać jak panda. Mallory wciąż ją obserwował, nadal w łóżku, w którym miał ją jeszcze przed godziną. Po wszystkim oznajmił jej, że muszą z tym skończyć. Podał wszystkie rozsądne argumenty, a i tak doprowadził Blaire do łez. To nie było tak, że go kochała. Nie, nawet April nigdy się nie zakochiwała. Przywiązanie - to tak. Mallory był łatwy, prosty, wygodny. Bezpieczny.
Wróciła do pokoju, by się ubrać. Zebrała poszczególne części swojego stroju z krzesła, siadając na łóżku, by wciągnąć na stopy skarpetki. Drgnęła niespokojnie, czując usta dotykające jej ramienia.  Nie zaprotestowała, a on nie zrobił nic więcej, jakby tylko to miało ją pocieszyć.
W milczeniu ubrała się do końca i stała chwilę, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Podniosła z ziemi plecak, po czym zarzuciła go na jedno ramię i po raz pierwszy spojrzała mężczyźnie w oczy. Wstał i ujął ją za ramiona, gdy stanęła przy drzwiach. Pocałował ją w policzek, przytulił.
- Przepraszam.
- Do zobaczenia - odparła tylko, otwierając drzwi i wychodząc, bez najmniejszego spojrzenia w tył.
Dopiero na zewnątrz potarła policzek, zastanawiając się, kto do cholery jasnej pozwolił jej się przywiązywać do ludzi, którzy mają żony, może nawet dzieci, ale i tak na boku utrzymują zagubione dziewczęta, szukające odrobiny ciepła, całkiem jak ona.
Powrót do domu był jak oddech, którego dawno potrzebowała. Ojciec nawet coś ugotował, zostawiając dla niej kartkę na lodówce, z informacją o posiłku i dodatkowych godzinach na uczelni, jakie miał tego dnia. Nie próbowała się już nawet na niego wściekać za bałagan. Wyprowadziła na szybki spacer Juniper i Amber, po czym nakarmiła je, cały czas żaląc się na okropny męski ród. Psy nie wyglądały na szczególnie tym przejęte. Nie potowarzyszyły jej nawet do łóżka, w którym zaległa, gapiąc się w sufit, nie do końca wiedząc, co teraz ze sobą począć. Wieczory zazwyczaj spędzała u Mallory'ego albo ze znajomymi. Rzadko bywała sama. Wydawało jej się, że potrzebuje samotności, ale kiedy ta przyszła, Blaire nagle uświadomiła sobie, że wcale jej nie chce. 
***
Dwieście procent. To mogłyby być pieniądze, których w tej chwili poszukiwała, od kiedy straciła Mallory'ego. Na samą myśl o mężczyźnie spochmurniała, nie skupiając się na moment na dyskusji pomiędzy Falkiem a Mattem. Powiadomiła ich o ewentualnym nowym zleceniu, jak miała w zwyczaju. Oczekiwanie na werdykt było dłuższe niż zwykle. Tetris, jak lubili mówić o podziemiach pod katedrą był chroniony. Nie przez ludzi, przynajmniej nie zawsze. Teren utrudniał dojście, niektóre tunele zostały zatopione, inne groziły zawaleniem, a w jeszcze innych ściany zdawały się być tak wąsko ustawione, że przeciskanie się między nimi było gwarancją na atak klaustrofobii.
- Bierzemy to! - spojrzała nagle w górę na Falka, który patrzył na nią z iskierkami podniecenia w oczach.
Wzruszyła ramionami, nie mogąc jednak nie odpowiedzieć uśmiechem.
Dotarli do Nory odrobinę później, niż byliby tu zazwyczaj, ale mężczyzny, z którym widziała się Blaire poprzednio jeszcze nie było. Powiadomili Nel, znajomą barmankę, by pokierowała odpowiednio ewentualny interes miesiąca, po czym, zajęli kanapę na lewo od drzwi, wciśniętą w kąt, ale bliską zapasowych drzwi.
Dziewczyna usadowiła się wygodnie i zapaliła, pozwalając papierosowemu dymowi ukoić na moment jej nerwy. Uśmiechnęła się promiennie do Falka, gdy ten rzucił na nią okiem. Uśmiech zszedł z jej twarzy, zastąpiony figlarnym błyskiem w oczach, gdy do ich stolika zbliżyła się znana Blaire figura.
Skinęła mężczyźnie głową, wskazując mu miejsce. Przekrzywiła głowę, pozwalając wykazać się Falkowi.
- Jeśli mamy zająć się twoim zleceniem, potrzebujemy informacji. Po pierwsze, o tobie i dlaczego chcesz leźć tam, gdzie chcesz. Nie możemy ryzykować wsypania nas, stary - Falk założył ręce na piersi.
- Chciałbym najpierw wiedzieć, czy na pewno rozmawiam z tym, z kim powinienem - miał przyjemny dla ucha głos.
Blaire roześmiała się krótko, kiedy Falk parsknął tylko w odpowiedzi.
- Blaire i Falk, czyli dla ciebie prawdopodobnie Szczury. Nie wiem pod jaką nazwą zostałeś do nas skierowany - odparła.

Murphy?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy