- On nie gryzie - powiedział Caspian, przywołując do siebie psa.
- Tylko trochę za bardzo lubi ludzi.
Daniel spojrzał na niego z rozbawieniem, słysząc te słowa.
- Całkiem jak ty.
Caspian pokazał mu język, czochrając psie futro. Zapoznanie z bliźniakami przeszło pomyślnie i już po chwili cała trójka radośnie obgadywała Daniela, w chwili kiedy ten na moment wyszedł z pokoju. Grafik położył się na podłodze, nieszczęśliwy z powodu braku atencji.
- Nie powinienem był was poznawać - jęknął Daniel, opadając na miejsce obok Simona.
- Już za późno - kotołak pokazał mu język, jednocześnie rozkładając się na jego kolanach.
Caspian obserwował ich chwilę, po czym zsunął się na podłogę, by ułożyć się obok psa. Zaległ tam na moment, z twarzą wtuloną w sierść, podczas gdy rozmowa trwała. Jego telefon zawibrował, żyjąc prawdopodobnie ostatkiem baterii. Tym razem była to jednak tylko wiadomość od Connie, z zapytaniem czy wraca do domu i jeśli nie to czy mogą zjeść jego obiad. Na wiadomość o ewentualnym zjedzeniu jego jedzenia Caspian podniósł się do pozycji siedzącej.
- Muszę iść - powiedział nagle, zrywając się też na równe nogi.
- Co? Czemu? - Daniel spojrzał na niego zaskoczony.
- Connie grozi mojemu jedzeniu! To sprawa wyższej wagi!
Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, Caspian wypadł już na zewnątrz, Grafik deptał mu po piętach.
Do mieszkania dotarł w samą porę by odzyskać swój makaron przynajmniej w połowie.
***
- Caspian?
Chłopak odwrócił się gwałtownie, omal nie przewracając wieszaka, do którego przed chwilą dokładał koszule. Było już po zwykłych godzinach szczytu, więc sklep był praktycznie pusty. Koleżanka Casa poszła na przerwę, a szefowa zdążyła już wyjść. Zazwyczaj starały się nie zostawiać go samego, bo miał zwyczaj doprowadzać do katastrofy.
- Daniel! Cześć! - uśmiechnął się promiennie.
- Nie spodziewałem się, że pracujesz akurat tutaj.
Caspian odwrócił się z powrotem do swojego zadania, wracając do wieszania ubrań. Opisane krok po kroku czynności wykonywać mu łatwiej, bo po kilku próbach mógł je robić automatycznie, bez większego skupienia, które przecież uciekało mu zbyt często.
- Muszę jakoś utrzymać mojego psa, no nie? - wymamrotał.
- A na studia jestem odrobinę zbyt... Rozproszony - roześmiał się.
Spojrzał na Daniela ukradkiem i zaczerwienił się przedziwnie, widząc ciepło w jego oczach.
- Kiedy kończysz? - mężczyzna oparł się o nieszczęsny wieszak, który nie śmiał zaprotestować.
-Umm... Za jakieś dwie godziny - szybkie zerknięcie na telefon o ekranie pokrytym siateczką pęknięć.
Czyjeś kroki za jego plecami zwiastowały o nadejście klienta, który spojrzał na nich bez zainteresowania.
- Świetnie. To wrócę po ciebie.
- Okej!
I po tych słowach Daniel zniknął, zostawiając Caspiana z klientem, który okazał się wyjątkowo marudny. A to, że
rozmiar nie taki, a że materiał do kitu a że... Przy kolejnym zgryźliwym zdaniu biedny chłopak stracił umiejętność skupienia się już dłużej na irytujący człowieku przed nim, którego rozjuszyło to jeszcze bardziej i zaczął się zwyczajnie drzeć. Zanim zdołał się popłakać, zjawiła się jego koleżanka, która przejęła lokalną wersję Donalda Trumpa. Reszta zmiany przebiegła bez większych problemów. Daniel zjawił się zgodnie z obietnicą i z rozbawieniem patrzył na podekscytowanego Caspiana.
- Możemy pójść jeść? - jęknął, czepiając się bluzy Daniela jak mały lemur.
- Czy ty zawsze jesteś głodny?
- Oczywiście.
Ostatecznie znaleźli się w najbliższym McDonaldzie, gdzie Caspian zamówił Happy Meala ("SPÓJRZ NA TE MAŁE PLUSZACZKI DANIEL") i z zadowoleniem pochłaniał swoje frytki w przerażającym tempie.
- Jakieś plany na piątek? Oprócz zapychania się jedzeniem - na pytanie Daniela, Caspian podniósł głowę, zatrzymując się z połową frytki w ręku.
Chłopak podniósł palec w górę, próbując przełknąć cokolwiek miał w ustach.
- Nie bardzo. Znaczy, pewnie będę siedział u siebie i oglądał Gravity Falls po raz kolejny - blondyn uśmiechnął się i sięgnął po swój napój, omal nie zwalając swojej tacy że stołu.
- Czasami się zastanawiam czy ty czasem nie masz trzynastu lat i cała nasza znajomość to totalna mistyfikacja - westchnął teatralne Daniel.
- Byłbym bardzo wysokim trzynastolatkiem - zadumał się Caspian, wydymając dolną wargę.
Daniel roześmiał się, ale nie brzmiało to do końca szczerze. Jego zachowanie wydawało się Casowi nieco sztuczne, ale nie miał pojęcia, co miałoby to oznaczać, zresztą, myśl o tym znikła tak szybko jak się pojawiła.
- Więc robisz nic dzisiaj - Daniel przerwał komfortową ciszę.
Caspian poderwał głowę znad swojego telefonu.
- Mhm... Nie mam przyjaciół, nie? Chodźmy już, muszę jeszcze wyprowadzić Grafika.
Daniel skinął tylko głową, sięgając też po tacę kolegi.
Słońce zaszło już dawno i na zewnątrz panował mrok. Caspian uniósł głowę, spoglądając w niebo. Jego oddech zmieniał się w widoczną parę, a zimno szybko sięgnęło odsłoniętych kostek i policzków. Cienka kurtka nie chroniła przed chłodem zbyt dobrze, ale w połączeniu z golfem dawała dosyć ciepła na późną jesień.
- Zimno jest - stwierdził chłopak, wsadzając ręce w kieszenie.
Daniel rzucił mu długie spojrzenie, kręcąc głową.
- Co ty nie powiesz, Kapitanie Oczywistość. Jakbyś zakładał porządne buty byłoby ci ciepłej.
Caspian prychnął, dziobiąc Daniela w bok.
- To mój sposób na podryw. Nie dostrzegasz piękna moich kostek, prostaku - blondyn podniósł nogę niepokojąco wysoko, wymachując nią.
- Nie mogę go dostrzec, bo jak spojrzę to robi mi się zimno - Daniel pchnął Caspiana lekko, co sprawiło, że ten stracił równowagę, lądując w pobliskim klombie.
- Zdrajca!
Jednego nie można Caspianowi odmówić - jego śmiech był zaraźliwy. Może nie najpiękniejszy, bo czasami brzmiał trochę jak delfin albo hamujący pociąg, ale sprawił, że Daniel wkrótce stał pośrodku chodnika, zgięty w pół, zanosząc się śmiechem. Kiedy wreszcie doszli do siebie chłopak został już wciągnięty z krzaków i doprowadzony do porządku.
- Caspian, chciałbyś może... - słowa Daniela urwał obcy głos zza ich pleców.
- Hej, Caspian!
Blondyn odwrócił się na pięcie i na jego twarzy znów pojawił się promienny uśmiech. Po drugiej stronie ulicy stała niepokojąca grupka, z której przynajmniej jeden mężczyzna wyglądał już na wystawionego.
- Cześć! Co robicie, guys?
Wysoki brunet uniósł dłoń, po czym powiedział coś ciszej do reszty grupy i przeszedł przez ulicę, gdy jego znajomi poszli dalej. Z bliska widać było jego nienaturalnie rozszerzone źrenice.
- Rozglądamy się. Pewnie pójdziemy do Pavla, jak zwykle.
Mężczyzna zmierzył Daniela wzrokiem, po czym wrócił spojrzeniem do podekscytowanego jak mały szczeniaczek Caspiana.
- Idziesz z nami, młody?
- Pewnie! Daniel, do zobaczenia!
I po tych słowach już w podskokach podreptał za swoim niepokojący kolegą, zostawiając Daniela samego.
Dalszą część wieczoru była jasna do pewnego momentu. Po odwiedzenia monopolowego, Caspian i jego znajomi rzeczywiście poszli do Pavla, u którego trwała właśnie spora impreza. Już przed małym domkiem słychać było muzykę i ktoś wymiotował na trawnik.
Już po otwarciu drzwi, blondyna uderzył zapach palnej trawki i alkoholu, zmieszanego z wonią dymu papierosów. Towarzystwo było już z lekka nietrzeźwe, wnioskując po ilości pustych butelek na podłodze. Caspian stał przez moment w wejściu, odrobinę onieśmielony, ale widząc, że jego obecność nie obchodzi nikogo, a gospodarza bardziej interesuje flaszka w jego dłoniach, szybko wkręcił się w atmosferę. Piękno Caspiana polegało na jego umiejętności dopasowania się do każdego i w tym momencie miało to skutek stanowczo negatywny. Chłopak znalazł się w rogu kanapy, ściśnięty pomiędzy jednym ze znajomych, a kompletnie naćpaną dziewczyną, która wcisnęła mu w ręce coś co po zaciągnięcia się jak najbardziej nie okazało się papierosem. Po kilku shotach połączonych ze spalonym blantem i połową butelki taniego wina, pamięć Caspiana zaczęła się zacierać. Nie wiedzieć jak, od intensywnej dyskusji o wyższości obrazu nad dźwiękiem w filmie włoskim z równie wystawioną dziewczyną, przeszedł do równie intensywnej make out session w kuchni. Kiedy zęby dziewczyny złapał odsłoniętą skórę na obojczyku (golf związany został niezręcznie na jego biodrach już w połowie imprezy, kiedy Caspian próbował coś udowodnić z wielkim zaangażowaniem), chłopak jakby ocknął się na moment. Odepchnął dziewczynę od siebie - wciąż nie znał jej imienia - zrzucając ją z blatu na podłogę, gdzie już została, mamrocząc coś do samej siebie. Idąc chwiejnie Cas wrócił do serca imprezy, trafiając akurat na początek bójki. O co poszło - tego nie wiedział chyba nikt. Z pijaną odwagą Caspian postanowił stanąć po którejkolwiek stronie. Skończyło się kiedy ktoś rozbił butelkę w tulipana, a na zewnątrz zadźwięczały policyjne syreny. Wraz ze sporą częścią towarzystwa chłopak rzucił się do ucieczki, wychodząc oknem i przeskakując przez płot. Na zewnątrz dołączył do kilku znajomych twarzy i wraz z nimi ruszył w poszukiwaniu dalszych wrażeń, które z pewnością nie były mu już potrzebne. Wszystko to pamiętał już mgliście, a od momentu wkraczania na kolejną imprezę, jego wspomnienia były tylko urywkami. Jak dotarł do domu - sam nie wiedział. Wchodząc, napotkał wrzeszczącą na niego Connie, która mimo wściekłości nie pozwoliła mi nawet próbować wyprowadzać Grafika na spacer, mówiąc, że zrobi to za niego.
Znużony Cas rzuciłby się do łóżka, gdyby nie przemożna chęć wzięcia prysznica. Czuł się brudny i nic dziwnego. Kiedy spojrzał w lustro zobaczył rozciętą wargę, krew z nosa rozmazaną na całej twarzy i siniaki pokrywające nie tylko lewą stronę jego szyi, ale także obojczyk, na którym widział także wyraźny ślad ugryzienia. Kiedy zdejmował z siebie znajdował kolejne niepokojące odkrycia, ale nie poświęcał im wiele uwagi, wciąż całkiem pijany. Sine ślady widniały na jego boku, od środka żeber, aż po kość biodra. Miał też rozciętą czymś dłoń i przedramię, pokryte zadrapaniami. Z trudem Caspian władował się pod prysznic. Już w miarę czysty dotarł do własnego łóżka, ubrany tylko w spodnie od piżamy (włożenie koszulki przekroczyło jego możliwości) i padł jak długi, zawijając się w koc jak w kokon, po czym zasnął.
Daniel?
Don't be mad plzzzz