- Czemu jeszcze nie jesteś na stołówce? - zapytał brunet znudzonym tonem, następnie biorąc z szafki chłopca jego pudełko na drugie śniadania. Cole spojrzał na niego tylko i zatrzasnął szafkę.
- Carol zapytała, czy mógłbym dać korki z historii jakiemuś gościowi - napomknął blondyn, gdy ruszyli w stronę wspomnianej stołówki.
- Stary, to nasza nauczycielka, przestań mówić do niej po imieniu - jęknął brunet, zdegustowany. - To dziwne - dokończył, a Cole wzruszył ramionami.
- Nie mówiłbym do niej po imieniu, gdyby nie fakt, że zna mojego ojca od zawsze i nawet robiła mi kiedyś za niańkę. Byłoby dziwnie, gdybym mówił do niej "panno Harrison" po tym jak robiła mi kanapki z dżemem i masłem orzechowym - powiedział chłopak dobitnie, jakby nie tłumaczył tego siódmy raz. Jake potargał jego włosy.
- Znam już te wyjaśnienia na pamięć. Po prostu chodź - powiedział chłopak, najpewniej myśląc o stołówkowej pizzy. Cole czuł jego poczucie głodu z tyłu głowy. Lecz, nagle zderzył się z kimś ramieniem, na tyle mocno, by lekki chłopiec poleciał na podłogę. Atmosfera momentalnie się zmieniła, Cole'a przepełniły uczucia zdegustowania, odrazy, złości. Wiedział z kim się zderzył, jeszcze zanim podniósł głowę. Nie patrząc chłopcom z drużyny futbolowej w oczy, otrzepał się i wstał, starając się nie wdawać w jakąkolwiek interakcję. Oczywiście, nic nie poszło tak jakby chciał.
Cole poczuł, jak ktoś ciągnie za jego plecak i odwrócił się, starając się wyglądać obojętnie.
- Czemu nie przeprosisz, pedale? - został zapytany przez Paula, największego osiłka drużyny. Chłopak wyglądał jakby mógł taranować drzwi swoimi ramionami. Cole przysiągłby, że poczuł jak jego krew zaczyna się gotować pod wpływem adrenaliny. Poza swoim strachem, czuł także strach Jake'a, nieważne jakby starał się to zagłuszyć.
- Bo to ty na mnie wpadłeś, nie ja na ciebie. I masz mnie tak nie nazywać - odpowiedział, z dłońmi zwiniętymi w pięści, wyprostowany blondyn. Sportowcy zaczęli się szyderczo podśmiewać. Najgłupszy z nich, Bruce, podszedł do Cole'a, który już przeklinał wszelkie bóstwa, za istnienie tego barana.
- A czym innym miałbyś być, ludzka szmato? - zarechotał osiłek, podbijając sobie samoocenę śmiechami kumpli. To był moment, kiedy Cole zdusił wszystkie te emocje.
- Na pewno nie takim bezwartościowym kawałkiem gówna jak ty - odpowiedział, gotowy na konfrontację. Obserwował jak twarz Bruce'a staje się coraz bardziej czerwona. Zauważył jak sportowiec podnosi rękę. Był gotowy uciekać.
Lecz wtedy poczuł, jakby został wrzucony do lodowatej wody. Przejął go strach tak mocny, że rzeczywistość zawirowała przed jego oczyma. Oddech stanął mu w płucach, czuł już, że się dusi. Kolana się pod nim uginały a oczy wypełniły się łzami. Najgorsze było to, że to nie był jego strach, ani nawet Jake'a, gotowego oberwać, w obronie Cole'a. Podniósł szybko wzrok i złapał spojrzenie jednego z futbolistów. Ian, tak zwany złoty chłopiec ich liceum, patrzył na niego z wytrzeszczonymi oczyma i otwartą buzią. W jego oczach nie było żadnej obrazy, a czyste przerażenie. Tyle Cole zdążył zauważyć, nim tłusta pięść Bruce'a prawie złamała mu nos.
Nawet gdy już był w domu, próbując się uczyć, Cole'owi kręciło się w głowie. Na szczęście jego nos, poza sińcami był cały, Carol zauważyła sytuację, może trochę późno, ale i tak w odpowiedniej chwili, odsyłając sportowców na lekcję i wlepiając im godzinę kary do odrobienia po lekcjach. Cole był jej wdzięczny. Nie nalegała by wysłać Bruce'a do dyrekcji. Sama najpewniej zdawała sobie sprawę, że to właśnie mały blondyn najbardziej by wtedy ucierpiał, znając uwielbienie dyrektora dla dzieciaków zdobywających mu puchary.
Usiadł na łóżku, odkładając podręcznik na bok i wziął telefon w dłoń. Oczywiście jego group chat nadal był wypełniony pełnymi zmartwienia, podziwu i wściekłości wiadomościami od jego przyjaciół. Dostał całą pogadankę, kiedy czekał u pielęgniarki na okład z lodu. Niestety, ominął go przez to lunch.
Cole przygryzł wargę. Poza oczywistym bólem jego nosa, co jakiś czas nachodziły go okropne dreszcze. Momentami wracał do tego uczucia lodowatej wody w jego płucach, tak ogromnego strachu. Był mocno zafrasowany. Nie czuł jeszcze nigdy czyjejś tak potężnej emocji. Nie mógł pojąć skąd ona się wzięła. Opanowała go tuż przed tym jak został uderzony, ale wątpił żeby to było tego powodem. Cole pamięta jak sarkastyczny śmiech Iana mieszał się z wyzwiskami rzucanymi od innych sportowców. Z drugiej strony brunet patrzył prosto na niego a sam nie był w żaden sposób zagrożony. I nie ważne jak mocno Cole się przekonuje, że to nie jego sprawa i go to nie obchodzi, nie może przestać analizować tej anomalii. Może to było to, anomalia? Jego system się zwiesił. Blondyn nie wiedział jak on działa, więc było to jak najbardziej możliwe. Jednak, po dwóch minutach złapał się na przeglądaniu przez przeglądarkę instagrama "złotego" chłopca. Wiedział, że nie ma najlepszego instynktu zachowawczego, ale nie wiedział, że do tego stopnia, by założyć sobie własne konto na instagramie, na które wrzucił pojedyncze selfie, sprzed tego jak jego nos został obity.
Obserwował pięć osób. Jake'a, Josie, Naję, dziewczynę, która podobała się Josie. I Iana.
Cole poczuł, jak ktoś ciągnie za jego plecak i odwrócił się, starając się wyglądać obojętnie.
- Czemu nie przeprosisz, pedale? - został zapytany przez Paula, największego osiłka drużyny. Chłopak wyglądał jakby mógł taranować drzwi swoimi ramionami. Cole przysiągłby, że poczuł jak jego krew zaczyna się gotować pod wpływem adrenaliny. Poza swoim strachem, czuł także strach Jake'a, nieważne jakby starał się to zagłuszyć.
- Bo to ty na mnie wpadłeś, nie ja na ciebie. I masz mnie tak nie nazywać - odpowiedział, z dłońmi zwiniętymi w pięści, wyprostowany blondyn. Sportowcy zaczęli się szyderczo podśmiewać. Najgłupszy z nich, Bruce, podszedł do Cole'a, który już przeklinał wszelkie bóstwa, za istnienie tego barana.
- A czym innym miałbyś być, ludzka szmato? - zarechotał osiłek, podbijając sobie samoocenę śmiechami kumpli. To był moment, kiedy Cole zdusił wszystkie te emocje.
- Na pewno nie takim bezwartościowym kawałkiem gówna jak ty - odpowiedział, gotowy na konfrontację. Obserwował jak twarz Bruce'a staje się coraz bardziej czerwona. Zauważył jak sportowiec podnosi rękę. Był gotowy uciekać.
Lecz wtedy poczuł, jakby został wrzucony do lodowatej wody. Przejął go strach tak mocny, że rzeczywistość zawirowała przed jego oczyma. Oddech stanął mu w płucach, czuł już, że się dusi. Kolana się pod nim uginały a oczy wypełniły się łzami. Najgorsze było to, że to nie był jego strach, ani nawet Jake'a, gotowego oberwać, w obronie Cole'a. Podniósł szybko wzrok i złapał spojrzenie jednego z futbolistów. Ian, tak zwany złoty chłopiec ich liceum, patrzył na niego z wytrzeszczonymi oczyma i otwartą buzią. W jego oczach nie było żadnej obrazy, a czyste przerażenie. Tyle Cole zdążył zauważyć, nim tłusta pięść Bruce'a prawie złamała mu nos.
Nawet gdy już był w domu, próbując się uczyć, Cole'owi kręciło się w głowie. Na szczęście jego nos, poza sińcami był cały, Carol zauważyła sytuację, może trochę późno, ale i tak w odpowiedniej chwili, odsyłając sportowców na lekcję i wlepiając im godzinę kary do odrobienia po lekcjach. Cole był jej wdzięczny. Nie nalegała by wysłać Bruce'a do dyrekcji. Sama najpewniej zdawała sobie sprawę, że to właśnie mały blondyn najbardziej by wtedy ucierpiał, znając uwielbienie dyrektora dla dzieciaków zdobywających mu puchary.
Usiadł na łóżku, odkładając podręcznik na bok i wziął telefon w dłoń. Oczywiście jego group chat nadal był wypełniony pełnymi zmartwienia, podziwu i wściekłości wiadomościami od jego przyjaciół. Dostał całą pogadankę, kiedy czekał u pielęgniarki na okład z lodu. Niestety, ominął go przez to lunch.
Cole przygryzł wargę. Poza oczywistym bólem jego nosa, co jakiś czas nachodziły go okropne dreszcze. Momentami wracał do tego uczucia lodowatej wody w jego płucach, tak ogromnego strachu. Był mocno zafrasowany. Nie czuł jeszcze nigdy czyjejś tak potężnej emocji. Nie mógł pojąć skąd ona się wzięła. Opanowała go tuż przed tym jak został uderzony, ale wątpił żeby to było tego powodem. Cole pamięta jak sarkastyczny śmiech Iana mieszał się z wyzwiskami rzucanymi od innych sportowców. Z drugiej strony brunet patrzył prosto na niego a sam nie był w żaden sposób zagrożony. I nie ważne jak mocno Cole się przekonuje, że to nie jego sprawa i go to nie obchodzi, nie może przestać analizować tej anomalii. Może to było to, anomalia? Jego system się zwiesił. Blondyn nie wiedział jak on działa, więc było to jak najbardziej możliwe. Jednak, po dwóch minutach złapał się na przeglądaniu przez przeglądarkę instagrama "złotego" chłopca. Wiedział, że nie ma najlepszego instynktu zachowawczego, ale nie wiedział, że do tego stopnia, by założyć sobie własne konto na instagramie, na które wrzucił pojedyncze selfie, sprzed tego jak jego nos został obity.
Obserwował pięć osób. Jake'a, Josie, Naję, dziewczynę, która podobała się Josie. I Iana.