Kiedy Timmy powrócił na swoje miejsce, roztrzęsiony, na miękkich nogach, Dylan patrzył na niego z półotwartymi ustami.
- O mój borze, wyglądasz tak dobrze - szepnął, podnosząc twarz Timmy'ego za podbródek, kiedy ten pochylił głowę, zawstydzony.
Dylan obserwował go przez moment, po czym jego uwaga wróciła do Alexa. Timmy skurczył się w sobie, nerwowo bawiąc palcami. Pozostał tak do końca wystąpienia.
- Myślisz, że powinienem zagadać?
Na głos Dylana, Timmy poderwał głowę.
-O nie, nie, nie, nie ma mowy - jeknął cicho, chwytając chłopaka za rękę i ciągnąc słabo w stronę wyjścia.
To zdało się Dylana przekonać. Zdecydowanym krokiem skierował się w stronę Alexa i nie chcąc zostać sam, Timmy musiał pójść za nim, ze zwieszoną głową.
- Cześć! Jestem Dylan i chciałem tylko powiedzieć, że uwielbiam to co zrobiłeś Timmy'emu, wygląda teraz tak dobrze - chłopak zatrzymał na moment swoje paplanie, by spojrzeć na Timmy'ego, wciąż wpatrzonego w ziemię i czerwonego niczym młoda marchewka.
- Nie to, że nie wyglądasz dobrze na co dzień - przyciągnął biednego Tima do siebie, całując czubek jego głowy, po czym wrócił do rozgadania, niemal podskakując w miejscu z ekscytacji.
- W każdym razie, wygląda teraz tak dobrze i uwielbiam to co robisz, widziałem większość twoich filmów...
Kiedy Timmy zaryzykował spojrzenie w górę, spostrzegł, że Alex patrzy na Dylana z rozbawieniem w oczach, obserwując jak chłopak kręci się w kółko ze swoją paplaniną.
- Dzięki - mężczyźnie udało się wreszcie wtrącić słowo.
- Uh... Wy też coś nagrywacie? - spytał, wskazując niezręcznie na aparat zawieszony na szyi Dylana.
Ten niemal rozświetlił się na to pytanie.
- Tak! Timmy robi muzykę, covery i własne rzeczy też. Timothy Barton, tu jest jego twitter.
Na wzmiankę o sobie Timmy skurczył się jeszcze bardziej, a zdezorientowany Alex po chwili wahania wyciągnął swój telefon, by zaobserwować, kiedy Dylan uparcie trzymał swój przed jego nosem.
- O, patrz, jesteśmy mutualsami - Alex uśmiechnął się w stronę chłopca, który kiwnął nerwowo głową.
- Um... Ja, ja też cię oglądam - wymamrotał Timmy, wlepiając wzrok w czubki swoich trampek.
- Więc tak, Timmy jest od muzyki, a ja robię filmy. Takie małe metraże, artystyczne rzeczy i normalne vlogi. Lubię się bawić filmem - wyszczerzył się w uśmiechu Dylan.
Alex odnalazł na twitterze także i jego i przez chwilę patrzył z podniesionymi brwiami na ekran telefonu. Dylan roześmiał się ciepło.
- Nie oceniaj mnie po tym co robię na twitterze! Obiecuję, że mój kanał jest bardziej estetyczny.
- Nie mówiąc o instagramie - wtrącił się nieśmiało Timmy.
Kobieta, która wyciągnęła wcześniej Timmy'ego z tłumu, zawołała Alexa.
- Poczekajcie moment - powiedział, odchodząc w jej stronę.
Dylan odwrócił się w stronę Timmy'ego, z promiennym uśmiechem na twarzy. Potrząsnął drobnym chłopcem z ekscytacji.
-Chyba nas lubi, no nie? - szepnął wcale nie tak cicho, jak na szept.
- Mhm... Nie uciekł z krzykiem na widok twojego twittera, to już coś.
Po chwili Alex stanął obok nich, wraz z westikiem na smyczy.
- Chcielibyście może pójść na lunch? - zaproponował.
Timmy przykucnął, by pogłaskać Marleya, kiedy Dylan głośno wyrażał swoją aprobatę dla pomysłu. Sam Timmy nie bardzo miał ochotę na jedzenie, jego żołądek wciąż skręcony był z nerwów. Zanim się jednak zorientował, siedzieli na tarasie jakiejś restauracji, wystawiając twarze do ostatnich tak ciepłych promieni jesiennego słońca. Marley leżał obok nóg Timmy'ego, obdarowany miską wody i dyszał, machając ogonem, kiedy chłopak schylał się pod stół, by go pogłaskać. Pies zajmował go bardziej niż dyskusja pomiędzy Dylanem i Alexem, więc nie pytany nie odzywał się. Wolał zanurzyć dłonie w jasną sierść, ciesząc się aprobatą zwierzaka.
- Jakieś plany na najbliższe wideo?
Dopiero po chwili Timmy zorientował się, że pytanie skierowane było do niego.
- Uh... Chyba... Mamy w planach wypuszczenie jednej z moich autorskich piosenek. Kręciliśmy teledysk już jakiś czas, muszę jeszcze tylko nagrać akustyczną wersję. Ale na razie mam gotowy cover "Dream a little dream of me" - głos Timmy'ego był cichy, lekko drżący z początku, ale nabywający pewności, kiedy mówił o czymś, na czym się znał.
- O! Lubię tę piosenkę - Alex uśmiechnął się w jego stronę, a Dylan pogłaskał jego kolano w geście afekcji.
- Ja też - Timmy po raz pierwszy uśmiechnął się bez przerażenia widocznego na twarzy. Uśmiech jednak szybko z niej spadł.
- Wolałbym jazzową wersję, ale mój głos się do tego nie nadaje - westchnął, opierając głowę na ręku.
Rozmowa trwała dalej i Timmy znowu się wyłączył, grzebiąc bez apetytu w swoim kawałku sernika.
- Dylan, tak w sumie, to chciałbym i ciebie pomalować. Przyjedziecie dzisiaj po południu do mojego pokoju?
Timothy oderwał wzrok od ciasta, wlepiając go w Dylana. Ten jednak unikał jego spojrzenia i zgodził się bez namysłu. Rozstali się po zapłaceniu rachunku i wysłaniu Dylanowi lokalizacji. W momencie kiedy Alex zniknął im z zasięgu wzroku, Dylan odwrócił się do Timmy'ego, z wzrokiem zbitego psa.
- Przeeepraaaszaaam - jęknął, przyciągając chłopca do siebie.
Timmy przez moment miał ochotę go ochrzanić, ale jednocześnie nie miał serca, widząc ile radości sprawia Dylanowi cała sytuacja. Dla tego był w stanie się przemęczyć, nawet jeśli oznaczało to szamoczące się w klatce piersiowej jak ranny ptak serce i uczucie duszności.
- Nic się nie stało. Najwyżej urwę się wcześniej - wymamrotał, wtulając twarz w Dylana.
To będzie długie popołudnie - pomyślał do siebie, wzdychając wewnętrznie.
***
Okazało się, że nie było tak źle. Podczas gdy Alex malował Dylana, Timmy siedział na podłodze razem, głaszcząc psa i słuchając bezmyślnie konwersacji prowadzonej po raz kolejny bez jego udziału. Nie miał zielonego pojęcia o makijażu, kompletnie go to zresztą nie interesowało. Pozwalał się czasem pomalować Dylanowi i lubił widok siebie w makijażu, ale sam nie zamierzał zgłębiać tematu. Dylan opowiadał o swoich studiach, filmówce, która była od zawsze jego marzeniem i okazała się kierunkiem wymagającym, ale idealnym dla niego.
- Robienie portfolio, żeby się w ogóle dostać, było jedną z bardziej stresujących rzeczy w moim życiu - roześmiał się ciepło.
Timmy uśmiechnął się, na wspomnienie tamtych dni.
- Może po nim nie widać, ale Timmy jest w sumie niezłym aktorem, był bohaterem większości moich krótkometrażówek. Od jednej z profesorek dostałem dodatkowe punkty za ładnego chłopca - śmiech Dylana był wyjątkowo zaraźliwy.
Zarumieniony przez komplement, Timmy spojrzał na moment na Alexa, który patrzył na nich obu z uśmiechem na twarzy. Natychmiast wrócił wzrokiem do własnych rąk, chowając je głębiej w rękawach swojej bluzy.
- Byłoby lepiej, gdybyś mi nie kazał skakać do wody. W dodatku wiosną - skomentował niewyraźnie.
- Borze zielony, dlaczego próbowałeś go utopić, Dylan? - Alex zdumiał się teatralnie.
- To się nazywa poświęcenie dla roli! Chciałem uchwycić gen Z, a to wymaga depresyjnych klisz, no nie?
- I memów. I ładnych ubrań. I LGBT.
- Tim, czasem jesteś takim gejem, że sam w ciebie nie wierzę.
THREE BROS, SITTING IN THE ROOM, NO FEET APART, CAUSE THEY ALL GAY
środa, 13 lutego 2019
niedziela, 10 lutego 2019
“The purposeful destruction of information is the essence of intelligent work.”
Przed zaśnięciem Alexander zastanawiał się co obudzi go pierwsze - jego budzik czy nerwowy telefon od Bianki. Najwyraźniej był głupcem, że nie pomyślał o tym, że kobieta po prostu przyjdzie do jego mieszkania, wpuszczając się za pomocą swojego klucza, budząc go prawie o dwie godziny wcześniej niż jego budzik. O ile na początku chciał zlekceważyć jej wtargnięcie i dokończyć sen, to później gdy dokończył swój makijaż i miał jeszcze czas na kawę oraz śniadanie, chciał jej podziękować. Usłyszał piski Marleya, jakby pospieszając mężczyznę. Ostatni raz upewnił się, że jego złoty eyeliner nie jest rozmazany a śliwkowy i atramentowy cień nie opadł nigdzie na policzki i zadowolony wyszedł z sypialni, kiwnięciem głowy dziękując Biance za zaparzenie kawy. Po wsypaniu karmy do miski psiaka wyciągnął płatki owsiane i szybko przygotował dwie porcje owsianki z malinami i jagodami, w ramach odwdzięczenia się kobiecie i zadowolenia swojego brzucha. Podziękowała mu dokładnie takim samym gestem i jedli głównie w ciszy, poza pojedynczymi uwagami dotyczącymi jego grafiku. Po zjedzeniu i upewnieniu się pięć razy, że wszystko jest na miejscu, zapiął smycz przy obroży Marleya, założył sweter w kolorze wina na czarną koszulę i przepuszczając najpierw Biankę w drzwiach, wyszedł z mieszkania, wszystko dokładnie zamykając. Jego torba nie była ciężka, natomiast z niepokojem patrzył na drobną kobietę, która wydawała się mieć problemy ze swoją walizką. Wziął ją więc od niej, położył i zaczepił swój bagaż i uciszył protesty dziewczyny wręczając jej smycz z Marleyem i wyciągając z małego plecaka aparat na mini statywie, którego zazwyczaj używał w publice i wręczył jej. Zdecydowali się już wcześniej na zostawienie auta Bianki pod jego blokiem, w związku z tym, że nie mieli daleko do dworca kolejowego, więc postanowił, że warto wykorzystać ten krótki spacer na rozpoczęcie vloga, którego przecież obiecał widzom. Przyjrzał się temu jak kobieta sprawnie uruchamia nagranie, celując kamerę tylko na niego. Pokręcił głową.
- To będzie niezręczne. Pokaż się w kadrze. Ludzie, którzy lubią cię bardziej ode mnie się ostatnio ciebie domagali - wyjaśnił jej i sam prawie podniósł kąciki ust, widząc jej zadowolony uśmiech. Obróciła ekran z podglądem w swoją stronę i po chwili witali się, machając do kamery.
- Jedziemy na VidCon! - zawołała praktycznie tuż po tym jak chłopak powiedział swoje cześć. Pozwolił głównie jej mówić, wiedząc, że później to on będzie odpowiedzialny za większość materiału. Słuchał bezmyślnie jak opowiadała o ich planach na ten dzień i podekscytowaniu spowodowanym jego drugim występie na tym konwencie, rzucając okazjonalne uśmiechy w obiektyw. Skupił na sobie uwagę tylko na chwilę, prosząc Biankę o zbliżenie na jego makijaż, usatysfakcjonowany tym jak złoto błyszczało się w słońcu. Na dworzec kolejowy dotarli dość wcześnie, mając jeszcze czterdzieści minut do pociągu. Alexander wykorzystał ten czas kupując im herbaty mrożone w Starbucksie i bajgle z awokado. Pociąg był przeciętny, bezprzedziałowy, ale przynajmniej z numerowanymi miejscami. Znaleźli swoje miejsca, witając się cichutko z czarnoskórym, starszym małżeństwem siedzącym naprzeciwko nich, którzy natychmiast wydali się oczarowani pieskiem, którego uwaga bardzo cieszyła. Dziecko, najwyżej trzyletnie, siedzące na kolanach kobiety (jak się później okazało, ich wnuk) natychmiast pokochało psiaka, wyraźnie z wzajemnością. To właśnie Aleksowi przypadło rozmawianie o pogodzie i poinformowanie małżeństwa, że Bianka i on tylko pracują razem po komentarzu o tym jak uroczą parą są. Mimo tego, że zawsze byli przed czasem, okazało się, że pociąg miał jakieś problemy techniczne, skutkując dwudziestominutową przerwą na jednym z przystanków. Co za tym szło, byli na miejscu później niż w planach, nieco w pośpiechu, ruszyli do hotelu. Zostawiając Biance zameldowanie, zabrał psiaka na obowiązkowy spacer. Z ulgą spojrzał na telefon, dostając od kobiety sms z piętrem i numerem ich pokoju. Z jego torby, położonej na jednym z łóżek wyciągnął już przygotowany zestaw, potrzebny mu na pierwszą prelekcję, Biance pozwalając zająć się sprzętem i Marleyem. Powiedzieć, że na miejscu konwentu był chaos, to za mało. Dookoła nich wszyscy biegali, krzycząc do siebie o organizacji, w panice szukając ludzi, propów i techników, prawie płacząc z powodu nagłych kłopotów technicznych. Zostali oddelegowani przez dziewczynę o imieniu Sarah do ich sali konferencyjnej, dając mu tylko piętnaście minut na rozłożenie wszystkiego i podłączenie mu mikrofonu przez dźwiękowców. Całe szczęście, był odporny na nerwy. Wszystko poszło gładko i wkrótce witał się z ludźmi, którzy jakimś cudem wypełnili całą salę (mógłby przysiąc, że ludzie jeszcze chcieli wejść). Miał mówić o dość spektakularnych makijażach oka, najpierw opowiadając o tym, co zrobił dziś u siebie. Potem zasygnalizował Biance, że jest gotowy i obwieścił, że wykona makijaż pokazowy jednej osobie z publiczności. Podekscytowany szmer, który się podniósł usatysfakcjonował go. Zastanawiał się jaką ciekawą twarz kobieta znajdzie w tłumie. Nie zajęło jej to długo, Bianka była jak drapieżny ptak, który od razu wypatruje swoją ofiarę. Spodziewał się najpierw oporu więc prawie zaskoczyło go to jak już po sekundzie ciągnęła "wybrańca" na podwyższenie. Poprosił o oklaski dla ochotnika, które widownia z wielką radością dostarczyła. Dopiero wtedy odwrócił się w stronę wprowadzonej na scenę osoby. Po budowie stwierdził, że był to chłopak, Azjata o dziecięcej twarzy. Byłby nawet zadowolony z wyboru Bianki, gdyby nie to, że chłopak wyglądał jak sarenka w światłach samochodu, trzęsąc się jak osika. Nie miał doświadczenia z takimi zachowaniami - zazwyczaj spotykał zbyt podekscytowane i przyjazne dziewczyny i gejów lub osoby, które tylko witały się z nim i uśmiechały. Nie widział jeszcze osoby, która by się go bała. Podszedł do tego kogoś, próbując wyglądać jak najprzyjaźniej, co było ciężkie, patrząc na to o ile niższy był od niego chłopiec.
- Potrzebujesz wody? Wszystko w porządku? - Zapytał, korzystając jeszcze z hałasu na sali. Odpowiedziały mu tylko małe potrzęsienia i kiwania głowy. Był to całkiem ciekawy widok. Chwycił zwykły mikrofon, inny niż ten bezprzewodowy znajdujący się przy jego buzi (musiał mieć wolne ręce i mówić do publiczności wykonując makijaż, tego nie dałoby się połączyć bez mikrofonu nagłownego) i wręczył chłopcu.
- Dzięki, że przyszedłeś. Jak masz na imię? - Na sali znów zrobiło się ciszej. Wskazał chłopcu przygotowany stołek.
- Tak. Yym, Timmy. Timothy - nadeszła odpowiedź, wywołująca wśród widowni różne reakcje, od śmiechu po rozczulenie.
- Okej Timmy - przywołał na twarz swój wyćwiczony uśmiech, gdy chłopak siadał na zbyt wysokim dla niego stołeczku. - Pierwsze pytanie. Czy lubisz psy? - zadał, wywołując znów podekscytowanie na sali. Timothy pokiwał głową i po chwili Bianka wchodziła na scenę, prowadząc dumnego Marleya.
- Powitajmy naszego gościa specjalnego. Jeśli jeszcze nie wiecie, na imię ma Marley i uwielbia wszystko i wszystkich - przedstawił małego westie, wywołując jeszcze więcej pisków na sali. Bianka posadziła psiaka na kolanach Timmy'ego i wyszła z rozczulonym wyrazem twarzy.
- Timothy - zaczął znów Alex, gdy Marley wyglądał na usatysfakcjonowanego pieszczotami. - Masz bardzo ładne oczy! I kości policzkowe - powiedział i przekrzywił głowę widząc zdziwienie na twarzy gościa. Wystarczyła chwila, by zdecydował się na kolory pasujące młodemu chłopcu. Podszedł bliżej, upewniając się, że nie zasłania widoku kamery, z której nagranie było przesyłane na duży ekran za ich plecami.
- Czy mogę? - upewnił się, czekając aż usłyszał słowa potwierdzenia od Timothy'ego by dotknąć jego twarzy. Zdjął okulary chłopca i dał mu chwilę na przyzwyczajenie się do rozmazanego obrazu. Wziął uwielbianą przez fanów opaskę do włosów z kocimi uszami i odgarnął włosy chłopca, komentując z uznaniem czystą i gładką skórę twarzy gościa. Był pewien, że przez rumieńce Timothy'ego nie będzie musiał używać różu. Twarz to była rutyna - tonik, primer, podkład, korektor, kontur, itd. Najważniejsze było oko - bazą był podobny jak u niego, śliwkowy kolor, który dopełnił granatem na środku powieki i fioletem w załamaniu. Chcąc zobaczyć jak wyglądałaby miedź przy czekoladowych tęczówkach, pociągnął nią po dolnej powiece i w kąciku oka. Makijaż wyglądał nieco zabawnie przy dziecięcej twarzy chłopca, ale całe szczęście nie wyglądał dziwnie. Natomiast jeszcze czegoś Aleksandrowi brakowało, więc zadowolony z efektu postawił na więcej miedzi, nakładając brokat w tym kolorze na środku i górnej, i dolnej powieki. Zrezygnował z jakiejkolwiek kredki czy eyelinera, nie chcąc jeszcze bardziej obciążać delikatnych rysów chłopca. Użył już tylko tuszu do rzęs, podkreślił brwi i nałożył różany błyszczyk na jego usta. Nie mógł użyć żadnego mocnego koloru - byłaby to przesada. W końcu zadowolony z efektu, upewnił się, że chłopak będzie wiedział jak potem ten makijaż zmyć i oznajmiając, że skończył uwolnił Timothy'ego z jego stołka, jeszcze raz mu dziękując, kiedy ten już tuptał nerwowo w stronę swojego miejsca. Odpowiedział też na parę ostatnich pytań i zaczął żegnać się z publicznością. Miał teraz trochę czasu wolnego i nie wiedział jak go wykorzystać.
CÓŻ TERAZ?
- To będzie niezręczne. Pokaż się w kadrze. Ludzie, którzy lubią cię bardziej ode mnie się ostatnio ciebie domagali - wyjaśnił jej i sam prawie podniósł kąciki ust, widząc jej zadowolony uśmiech. Obróciła ekran z podglądem w swoją stronę i po chwili witali się, machając do kamery.
- Jedziemy na VidCon! - zawołała praktycznie tuż po tym jak chłopak powiedział swoje cześć. Pozwolił głównie jej mówić, wiedząc, że później to on będzie odpowiedzialny za większość materiału. Słuchał bezmyślnie jak opowiadała o ich planach na ten dzień i podekscytowaniu spowodowanym jego drugim występie na tym konwencie, rzucając okazjonalne uśmiechy w obiektyw. Skupił na sobie uwagę tylko na chwilę, prosząc Biankę o zbliżenie na jego makijaż, usatysfakcjonowany tym jak złoto błyszczało się w słońcu. Na dworzec kolejowy dotarli dość wcześnie, mając jeszcze czterdzieści minut do pociągu. Alexander wykorzystał ten czas kupując im herbaty mrożone w Starbucksie i bajgle z awokado. Pociąg był przeciętny, bezprzedziałowy, ale przynajmniej z numerowanymi miejscami. Znaleźli swoje miejsca, witając się cichutko z czarnoskórym, starszym małżeństwem siedzącym naprzeciwko nich, którzy natychmiast wydali się oczarowani pieskiem, którego uwaga bardzo cieszyła. Dziecko, najwyżej trzyletnie, siedzące na kolanach kobiety (jak się później okazało, ich wnuk) natychmiast pokochało psiaka, wyraźnie z wzajemnością. To właśnie Aleksowi przypadło rozmawianie o pogodzie i poinformowanie małżeństwa, że Bianka i on tylko pracują razem po komentarzu o tym jak uroczą parą są. Mimo tego, że zawsze byli przed czasem, okazało się, że pociąg miał jakieś problemy techniczne, skutkując dwudziestominutową przerwą na jednym z przystanków. Co za tym szło, byli na miejscu później niż w planach, nieco w pośpiechu, ruszyli do hotelu. Zostawiając Biance zameldowanie, zabrał psiaka na obowiązkowy spacer. Z ulgą spojrzał na telefon, dostając od kobiety sms z piętrem i numerem ich pokoju. Z jego torby, położonej na jednym z łóżek wyciągnął już przygotowany zestaw, potrzebny mu na pierwszą prelekcję, Biance pozwalając zająć się sprzętem i Marleyem. Powiedzieć, że na miejscu konwentu był chaos, to za mało. Dookoła nich wszyscy biegali, krzycząc do siebie o organizacji, w panice szukając ludzi, propów i techników, prawie płacząc z powodu nagłych kłopotów technicznych. Zostali oddelegowani przez dziewczynę o imieniu Sarah do ich sali konferencyjnej, dając mu tylko piętnaście minut na rozłożenie wszystkiego i podłączenie mu mikrofonu przez dźwiękowców. Całe szczęście, był odporny na nerwy. Wszystko poszło gładko i wkrótce witał się z ludźmi, którzy jakimś cudem wypełnili całą salę (mógłby przysiąc, że ludzie jeszcze chcieli wejść). Miał mówić o dość spektakularnych makijażach oka, najpierw opowiadając o tym, co zrobił dziś u siebie. Potem zasygnalizował Biance, że jest gotowy i obwieścił, że wykona makijaż pokazowy jednej osobie z publiczności. Podekscytowany szmer, który się podniósł usatysfakcjonował go. Zastanawiał się jaką ciekawą twarz kobieta znajdzie w tłumie. Nie zajęło jej to długo, Bianka była jak drapieżny ptak, który od razu wypatruje swoją ofiarę. Spodziewał się najpierw oporu więc prawie zaskoczyło go to jak już po sekundzie ciągnęła "wybrańca" na podwyższenie. Poprosił o oklaski dla ochotnika, które widownia z wielką radością dostarczyła. Dopiero wtedy odwrócił się w stronę wprowadzonej na scenę osoby. Po budowie stwierdził, że był to chłopak, Azjata o dziecięcej twarzy. Byłby nawet zadowolony z wyboru Bianki, gdyby nie to, że chłopak wyglądał jak sarenka w światłach samochodu, trzęsąc się jak osika. Nie miał doświadczenia z takimi zachowaniami - zazwyczaj spotykał zbyt podekscytowane i przyjazne dziewczyny i gejów lub osoby, które tylko witały się z nim i uśmiechały. Nie widział jeszcze osoby, która by się go bała. Podszedł do tego kogoś, próbując wyglądać jak najprzyjaźniej, co było ciężkie, patrząc na to o ile niższy był od niego chłopiec.
- Potrzebujesz wody? Wszystko w porządku? - Zapytał, korzystając jeszcze z hałasu na sali. Odpowiedziały mu tylko małe potrzęsienia i kiwania głowy. Był to całkiem ciekawy widok. Chwycił zwykły mikrofon, inny niż ten bezprzewodowy znajdujący się przy jego buzi (musiał mieć wolne ręce i mówić do publiczności wykonując makijaż, tego nie dałoby się połączyć bez mikrofonu nagłownego) i wręczył chłopcu.
- Dzięki, że przyszedłeś. Jak masz na imię? - Na sali znów zrobiło się ciszej. Wskazał chłopcu przygotowany stołek.
- Tak. Yym, Timmy. Timothy - nadeszła odpowiedź, wywołująca wśród widowni różne reakcje, od śmiechu po rozczulenie.
- Okej Timmy - przywołał na twarz swój wyćwiczony uśmiech, gdy chłopak siadał na zbyt wysokim dla niego stołeczku. - Pierwsze pytanie. Czy lubisz psy? - zadał, wywołując znów podekscytowanie na sali. Timothy pokiwał głową i po chwili Bianka wchodziła na scenę, prowadząc dumnego Marleya.
- Powitajmy naszego gościa specjalnego. Jeśli jeszcze nie wiecie, na imię ma Marley i uwielbia wszystko i wszystkich - przedstawił małego westie, wywołując jeszcze więcej pisków na sali. Bianka posadziła psiaka na kolanach Timmy'ego i wyszła z rozczulonym wyrazem twarzy.
- Timothy - zaczął znów Alex, gdy Marley wyglądał na usatysfakcjonowanego pieszczotami. - Masz bardzo ładne oczy! I kości policzkowe - powiedział i przekrzywił głowę widząc zdziwienie na twarzy gościa. Wystarczyła chwila, by zdecydował się na kolory pasujące młodemu chłopcu. Podszedł bliżej, upewniając się, że nie zasłania widoku kamery, z której nagranie było przesyłane na duży ekran za ich plecami.
- Czy mogę? - upewnił się, czekając aż usłyszał słowa potwierdzenia od Timothy'ego by dotknąć jego twarzy. Zdjął okulary chłopca i dał mu chwilę na przyzwyczajenie się do rozmazanego obrazu. Wziął uwielbianą przez fanów opaskę do włosów z kocimi uszami i odgarnął włosy chłopca, komentując z uznaniem czystą i gładką skórę twarzy gościa. Był pewien, że przez rumieńce Timothy'ego nie będzie musiał używać różu. Twarz to była rutyna - tonik, primer, podkład, korektor, kontur, itd. Najważniejsze było oko - bazą był podobny jak u niego, śliwkowy kolor, który dopełnił granatem na środku powieki i fioletem w załamaniu. Chcąc zobaczyć jak wyglądałaby miedź przy czekoladowych tęczówkach, pociągnął nią po dolnej powiece i w kąciku oka. Makijaż wyglądał nieco zabawnie przy dziecięcej twarzy chłopca, ale całe szczęście nie wyglądał dziwnie. Natomiast jeszcze czegoś Aleksandrowi brakowało, więc zadowolony z efektu postawił na więcej miedzi, nakładając brokat w tym kolorze na środku i górnej, i dolnej powieki. Zrezygnował z jakiejkolwiek kredki czy eyelinera, nie chcąc jeszcze bardziej obciążać delikatnych rysów chłopca. Użył już tylko tuszu do rzęs, podkreślił brwi i nałożył różany błyszczyk na jego usta. Nie mógł użyć żadnego mocnego koloru - byłaby to przesada. W końcu zadowolony z efektu, upewnił się, że chłopak będzie wiedział jak potem ten makijaż zmyć i oznajmiając, że skończył uwolnił Timothy'ego z jego stołka, jeszcze raz mu dziękując, kiedy ten już tuptał nerwowo w stronę swojego miejsca. Odpowiedział też na parę ostatnich pytań i zaczął żegnać się z publicznością. Miał teraz trochę czasu wolnego i nie wiedział jak go wykorzystać.
CÓŻ TERAZ?
sobota, 2 lutego 2019
"It is hard to be brave, when you're only a Very Small Animal. "
- Timmy, wstawaj wreszcie, chcę być na miejscu wcześniej.
Dylan rzucił się na materac obok Timothy'ego, który w odpowiedzi zawinął się jedynie bardziej w kołdrę, znikając pod nią całkowicie.
- Zrobię ci gofry, jeśli wstaniesz teraz - Dylan uciekł się do przekupstwa.
Znał Timmy'ego za dobrze i rzeczywiście, po sekundzie z kokonu wynurzył się najpierw czubek głowy, z niemożliwe potarganymi włosami, a potem para zaspanych, ciemnych oczu.
- Z czekoladą? - w głosie chłopaka brzmiała nadzieja.
- Może być i z czekoladą. Wstajesz?
Po potwierdzającym pomruku Dylan podniósł się z łóżka, całując Tima w czoło. Chłopak podniósł się do pozycji siedzącej, wzdychając ciężko i przeciągając jak kot. Przez moment siedział jeszcze, patrząc w przestrzeń, kuszony możliwością powrotu do snu. Gofry wydały mu się jednak bardziej atrakcyjne, poza tym obiecał. Zwlókł się z miejsca, po czym podreptał w stronę kuchni. Objął Dylana, mieszającego ciasto w misce i ziewnął szeroko, wtulając twarz w jego ramię.
- Idź się ogarnij, śpiąca królewno, wyglądasz jakbyś się nigdy nie czesał.
Rozbawiony Dylan trzepnął dłoń Timmy'ego, który spróbował zanużyć palec w surowym cieście. Z obrażoną miną poszedł do łazienki, spoglądając w lustro. Jego włosy rzeczywiście były jednym wielkim bałaganem, stojąc przeciw grawitacji i zdrowemu rozsądkowi. Normalnie raczej by się tym nie przejął, ale dzisiaj musiał wyglądać jak człowiek. Wyprawa na VidCon była pomysłem Dylana i na samą myśl o niej żołądek Timmy'ego przewracał się do góry nogami. Wszystkie materiały z wydarzenia, które widział do tej pory przedstawiały tłumy ludzi, czyli coś absolutnie przerażającego. Sięgając za lustro, Timmy chwycił opakowania swoich stałych leków. Gorycz tabletek w ustach dawała mu dziwny spokój. Ostatnie pudełko z lekiem, którego używał doraźnie Tim wyniósł z łazienki po wzięciu prysznica, by wpakować je do swojego plecaka. Przystanął przed otwartą szafą, medytując nad swoim ubiorem. Ostatecznie wybrał ciemny sweter, prezent od Dylana na ostatnie święta, na tyle duży, by skrywać ciało Timmy'ego w sposób jaki dawał mu największy komfort.
- Śniadanie!
Okrzyk z kuchni popędził go do działania i już po chwili stał przy oknie, wystawiając twarz do słońca, żując gofra.
- Jeśli chcemy zdążyć na czas pierwszego spotkania powinniśmy się pospieszyć.
Timmy skinął głową, wrzucając talerz do zlewu, po czym skierował się po swój plecak, z niedojedzonym gofrem w zębach. Wciągnął na stopy trampki ze Spidermanem.
- Wyglądasz w nich jak pięciolatek - zaśmiał się Dylan, otwierając drzwi.
- I kto to mówi...
Dylan miał na sobie koszulkę z Deadpoolem.
- Pff, Deadpool to nie bohater dla dzieci.
- To wcale nie jest bohater.
Przekomarzając się wsiedli do starego auta Dylana. Dojazd zajął dłużej niż zazwyczaj, że względu na ogromne korki i Timmy omal nie przysnął, z głową opartą o szybę. Na miejscu prawie przywarł do Dylana, czepiając się rozpaczliwie jego ręki, wlepiając spojrzenie w swoje stopy. Chłopak nie kwestionował tego, znali się za długo. Zamiast tego przeprowadzał go przez tłum, zmierzając w stronę pierwszej atrakcji tego dnia. Z czasem Timmy zaczął się rozluźniać, skupiając na rzeczach dookoła niego zamiast na masie ludzi. Wciąż jednak nie puszczał dłoni Dylana, mimo paru rzuconych im nieprzyjemnych spojrzeń. Pomogły też prawdopodobnie wzięte leki, które pomogły mu przeżyć spotkanie z kilkorgiem własnych fanów. Z nieśmiałym uśmiechem pozował do zdjęć i odpowiadał na pytania.
- Czasami zapominam, że jesteśmy sławni - westchnął dramatycznie Dylan, kiedy usiedli w kącie na podłodze, by w spokoju odpocząć.
Timmy tylko dźgnął go łokciem w żebra, przewracając oczami.
- Apropos sławy, to chyba musimy się zebrać, jeśli nie chcesz przegapić swojego idola.
Na te słowa Dylan zerwał się z miejsca, pociągając Timothy'ego w tłum. Zdążyli przed czasem, stając wśród zgromadzonych ludzi, palce Timmy'ego splecione z Dylana.
Kiedy Alexander wszedł na scenę, Timmy zwrócił na niego uwagę, zmuszając się do skupienia, pomimo dyskomfortu. Mężczyzna był jednym z ulubionych youtuberów Dylana i Tim wielokrotnie widział go na ekranie laptopa. To głównie z jego powodu też tu byli. Jedno zerknięcie na chłopaka potwierdziło, że cierpienie Timmy'ego się opłaciło - Dylan wyglądał na przeszczęśliwego i to wystarczyło, by przywołać uśmiech na twarz Tima.
Wszystko szło dobrze dopóki Alexander nie obwieścił, że w ramach swojego występu podejmie się makijażu na osobie z publiczności. Timothy odruchowo skurczył się w sobie, kiedy jakaś kobieta weszła w tłum, oglądając twarze i coraz bardziej zbliżając się w jego stronę. Kiedy stanęła przed nimi, spojrzenie Timmy'ego świdrowało dziury w czubkach jego trampek. Usłyszał komentarz o wspaniałych kościach policzkowych, na który podniósł wzrok, orientując się nagle, że nieznajoma patrzy wprost na niego. Wszystko zwolniło, kiedy Dylan puścił nagle jego dłoń, ściągnął plecak z ramion i pchnął naprzód, z szerokim uśmiechem na twarzy. Kompletnie sparaliżowany Timmy dał się pociągnąć w stronę podwyższenia, słysząc jedynie krew dudniącą mu w uszach, kiedy jego puls przyspieszył gwałtownie i nagle pożałował, że wstał dziś rano z łóżka.
Biedne, przestraszone zwierzątko, proszę go nie zjeść.
Dylan rzucił się na materac obok Timothy'ego, który w odpowiedzi zawinął się jedynie bardziej w kołdrę, znikając pod nią całkowicie.
- Zrobię ci gofry, jeśli wstaniesz teraz - Dylan uciekł się do przekupstwa.
Znał Timmy'ego za dobrze i rzeczywiście, po sekundzie z kokonu wynurzył się najpierw czubek głowy, z niemożliwe potarganymi włosami, a potem para zaspanych, ciemnych oczu.
- Z czekoladą? - w głosie chłopaka brzmiała nadzieja.
- Może być i z czekoladą. Wstajesz?
Po potwierdzającym pomruku Dylan podniósł się z łóżka, całując Tima w czoło. Chłopak podniósł się do pozycji siedzącej, wzdychając ciężko i przeciągając jak kot. Przez moment siedział jeszcze, patrząc w przestrzeń, kuszony możliwością powrotu do snu. Gofry wydały mu się jednak bardziej atrakcyjne, poza tym obiecał. Zwlókł się z miejsca, po czym podreptał w stronę kuchni. Objął Dylana, mieszającego ciasto w misce i ziewnął szeroko, wtulając twarz w jego ramię.
- Idź się ogarnij, śpiąca królewno, wyglądasz jakbyś się nigdy nie czesał.
Rozbawiony Dylan trzepnął dłoń Timmy'ego, który spróbował zanużyć palec w surowym cieście. Z obrażoną miną poszedł do łazienki, spoglądając w lustro. Jego włosy rzeczywiście były jednym wielkim bałaganem, stojąc przeciw grawitacji i zdrowemu rozsądkowi. Normalnie raczej by się tym nie przejął, ale dzisiaj musiał wyglądać jak człowiek. Wyprawa na VidCon była pomysłem Dylana i na samą myśl o niej żołądek Timmy'ego przewracał się do góry nogami. Wszystkie materiały z wydarzenia, które widział do tej pory przedstawiały tłumy ludzi, czyli coś absolutnie przerażającego. Sięgając za lustro, Timmy chwycił opakowania swoich stałych leków. Gorycz tabletek w ustach dawała mu dziwny spokój. Ostatnie pudełko z lekiem, którego używał doraźnie Tim wyniósł z łazienki po wzięciu prysznica, by wpakować je do swojego plecaka. Przystanął przed otwartą szafą, medytując nad swoim ubiorem. Ostatecznie wybrał ciemny sweter, prezent od Dylana na ostatnie święta, na tyle duży, by skrywać ciało Timmy'ego w sposób jaki dawał mu największy komfort.
- Śniadanie!
Okrzyk z kuchni popędził go do działania i już po chwili stał przy oknie, wystawiając twarz do słońca, żując gofra.
- Jeśli chcemy zdążyć na czas pierwszego spotkania powinniśmy się pospieszyć.
Timmy skinął głową, wrzucając talerz do zlewu, po czym skierował się po swój plecak, z niedojedzonym gofrem w zębach. Wciągnął na stopy trampki ze Spidermanem.
- Wyglądasz w nich jak pięciolatek - zaśmiał się Dylan, otwierając drzwi.
- I kto to mówi...
Dylan miał na sobie koszulkę z Deadpoolem.
- Pff, Deadpool to nie bohater dla dzieci.
- To wcale nie jest bohater.
Przekomarzając się wsiedli do starego auta Dylana. Dojazd zajął dłużej niż zazwyczaj, że względu na ogromne korki i Timmy omal nie przysnął, z głową opartą o szybę. Na miejscu prawie przywarł do Dylana, czepiając się rozpaczliwie jego ręki, wlepiając spojrzenie w swoje stopy. Chłopak nie kwestionował tego, znali się za długo. Zamiast tego przeprowadzał go przez tłum, zmierzając w stronę pierwszej atrakcji tego dnia. Z czasem Timmy zaczął się rozluźniać, skupiając na rzeczach dookoła niego zamiast na masie ludzi. Wciąż jednak nie puszczał dłoni Dylana, mimo paru rzuconych im nieprzyjemnych spojrzeń. Pomogły też prawdopodobnie wzięte leki, które pomogły mu przeżyć spotkanie z kilkorgiem własnych fanów. Z nieśmiałym uśmiechem pozował do zdjęć i odpowiadał na pytania.
- Czasami zapominam, że jesteśmy sławni - westchnął dramatycznie Dylan, kiedy usiedli w kącie na podłodze, by w spokoju odpocząć.
Timmy tylko dźgnął go łokciem w żebra, przewracając oczami.
- Apropos sławy, to chyba musimy się zebrać, jeśli nie chcesz przegapić swojego idola.
Na te słowa Dylan zerwał się z miejsca, pociągając Timothy'ego w tłum. Zdążyli przed czasem, stając wśród zgromadzonych ludzi, palce Timmy'ego splecione z Dylana.
Kiedy Alexander wszedł na scenę, Timmy zwrócił na niego uwagę, zmuszając się do skupienia, pomimo dyskomfortu. Mężczyzna był jednym z ulubionych youtuberów Dylana i Tim wielokrotnie widział go na ekranie laptopa. To głównie z jego powodu też tu byli. Jedno zerknięcie na chłopaka potwierdziło, że cierpienie Timmy'ego się opłaciło - Dylan wyglądał na przeszczęśliwego i to wystarczyło, by przywołać uśmiech na twarz Tima.
Wszystko szło dobrze dopóki Alexander nie obwieścił, że w ramach swojego występu podejmie się makijażu na osobie z publiczności. Timothy odruchowo skurczył się w sobie, kiedy jakaś kobieta weszła w tłum, oglądając twarze i coraz bardziej zbliżając się w jego stronę. Kiedy stanęła przed nimi, spojrzenie Timmy'ego świdrowało dziury w czubkach jego trampek. Usłyszał komentarz o wspaniałych kościach policzkowych, na który podniósł wzrok, orientując się nagle, że nieznajoma patrzy wprost na niego. Wszystko zwolniło, kiedy Dylan puścił nagle jego dłoń, ściągnął plecak z ramion i pchnął naprzód, z szerokim uśmiechem na twarzy. Kompletnie sparaliżowany Timmy dał się pociągnąć w stronę podwyższenia, słysząc jedynie krew dudniącą mu w uszach, kiedy jego puls przyspieszył gwałtownie i nagle pożałował, że wstał dziś rano z łóżka.
Biedne, przestraszone zwierzątko, proszę go nie zjeść.
piątek, 1 lutego 2019
"Dear Karma, I really hate you right now, you made your point."
Na samą myśl o tonie Erwina usłyszanym przed chwilą, Levi wzdrygnął się. Nie tylko ton sprawiał, że dreszcz przebiegał mu po skórze. Mężczyzna Erwina nie znosił, nie mogąc rozgryźć jego gry ani znaleźć słabego punktu. Nie podobało mu się ile informacji o nim blondyn ma już w kieszeni, a liczba ta była prawdopodobnie większa niż to co Levi sam mu powiedział. Krzywiąc się, świeżo upieczony śledczy kopnął drzwi prowadzące do laboratorium Hanji. Nie miał szczególnej ochoty na spotkanie z nią, zwłaszcza, że wciąż zależało mu na szybkim powrocie do domu. Miał cichą nadzieję, że kobieta już wyszła, ale niestety zawiódł się.
- Levi!
Omal nie spotkał się z dłonią laborantki w swoich włosach, uciekając w ostatniej chwili. Dobrze znał podejście Hanji do higieny i wolał unikać dotykania jej, zwłaszcza w pracy, kiedy niczym dziwnym byłoby to, że kobieta miała przed chwilą w rękach coś obrzydliwego.
- Łapy przy sobie. Nie jestem tu dla przyjemności.
Na te słowa Hanji zrobiła pokazową minę zbitego psa, zaraz jednak rozchmurzyła się. Jej nastrój zmieniał się jak górska pogoda, najczęściej pozostawał pozytywny, kiedy kobieta skupiała się na swoich badaniach.
- Muszę ci koniecznie pokazać! Spójrz na to, komórki, które tu potraktowałam...
Reszta paplaniny utonęła w tle, gdy Levi pozwolił sobie na chwilę odpoczynku, opierając się biodrem o blat, kiwając jedynie głową w kluczowych momentach. Kusiło go, by pozwolić jej gadać, ale poczucie obowiązku przywołało go do porządku.
- Hanji... Hanji... Hanji, do kurwy nędzy, posłuchaj mnie!
Po kilku próbach zwrócenia na siebie uwagi, Levi potrząsnął kobietą agresywnie. Dopiero wtedy ta spojrzała na niego uważniej i przestała mówić.
- Nie jestem tu, żeby słuchać o twoich odkryciach. Ten dupek, Smith - mówiąc to Levi skrzywił się - przysłał mnie, żeby zapytać cię o nadnaturalnych.
Twarz Hanji rozjaśniła się podekscytowaniem.
- Nadnaturalni? Czy to ma związek z ostatnią sprawą? Doszliście do czegoś?
Zasypany gradem pytań, mężczyzna przetarł twarz dłonią, powstrzymując się siłą woli od uduszenia Hanji na miejscu.
- Tak, Blondie dopatrzył się linii energetycznych i połączył je z usmażonymk narządami. Więc przyszedłem cię spyt...
Kobieta nie dała mu dokończyć, zrywając się z miejsca z taką prędkością, że zrzuciła z blatu zlewką, którą cudem złapał Levi. Hanji dopadła laptopa, waląc w klawiaturę z nieomal świetlną prędkością. Z okrzykiem triumfu odwróciła się nagle do Leviego, wskazując na ekran.
- Elektryczni! Wszystko pasuje! Wiedziałam, że to mi się kiedyś przyda, bo widzisz...
Opowieść Hanji o tym skąd zdobyła informacje zeszła na dalszy plan, kiedy Levi sięgnął po myszkę, najpierw przecierając ją chusteczką dezynfekującą. Klnąc pod nosem wyprostował się i sięgnął po swój telefon, szybko wybierając kontakt Erwina. Nim ten zdążył nawet powiedzieć "halo", Levi już się odzywał.
- Rusz tu dupę, blondie, Hanji coś znalazła I mamy przesrane.
Erwin zjawił się po kilku minutach, stając wraz z Levim przy laptopie. Zalały ich wyjaśnienia Hanji, wyrażone entuzjastycznym tonem, w towarzystwie zamaszystych gestów, które omal nie zniszczyły kolejnego szklanego naczynia. Słuchali ich, Levi z wyraźnym zniecierpliwieniem, poruszając nogą nerwową manierą, a Erwin ze skupieniem wypisanym na niego twarzy.
- Kiedyś ich moce musiały być bezużyteczne, ale teraz, przy obecnym rozwoju technologii, mają tyle możliwości. Z tego co wiem potrafią kontrolować elektryczność, nawet w promieniu kilkunastu kilometrów.
- Świetnie, po prostu kurwa świetnie. Mamy martwą dziewczynę i wszechpotężnego mordercę - żachnął się Levi.
- Mają jakieś słabe punkty? - głos Erwina nawet się nie zachwiał i w takich momentach Levi nienawidził go jeszcze bardziej.
Hanji tymczasem potrząsnęła silnie głową, kontynuując swoje tłumaczenie.
- Nic o czym wiem. Trzeba by odizolować go od źródeł energii, ale teraz byłoby to raczej trudne.
- O ile nie niemożliwe - wtrącił się Levi.
Na chwilę zapadła cisza, przerywana tylko kliknięciami myszy, gdy Erwin przewijał kolejne strony notatek Hanji. Trwała ona na tyle długo, że Levi prawie podskoczył, zaskoczony, gdy drzwi otworzyły się, ukazując najpierw zaspanego Armina i idącego za nim wysokiego blondyna ubranego w fantazyjne rozpiętą koszulę.
- Przepraszam, szefie, ale ten pan mówi, że szuka Leviego.
Arlert na moment spojrzał w oczy mężczyzny, by uciec wzrokiem równie szybko. Erwin wykazał się zwyczajnym opanowaniem, zamykając laptop nim czyjekolwiek niepożądane spojrzenie zdążyło na nim spocząć. Levi tymczasem patrzył na "nieznajomego" z zirytowaniem.
- Farlan, można wiedzieć, czemu...
Nim zdążył dokończyć Farlan wysunął się do przodu, odgarniając włosy z czoła i wyciągając dłoń w stronę Erwina, z pokazowym uśmiechem numer 5.
- Farlan Church, przyjaciel Leviego. Muszę go ukraść, obiecał mi swoje towarzystwo i jak na razie koszmarnie się spóźnia.
Eruwinu senpaaaaiiii~
Będzie ciekawie, bo Farlan lubi manipulować i dominować sytuację równie mocno co Erwin :>
Levi ma pewien gust jeśli chodzi o mężczyzn.
- Levi!
Omal nie spotkał się z dłonią laborantki w swoich włosach, uciekając w ostatniej chwili. Dobrze znał podejście Hanji do higieny i wolał unikać dotykania jej, zwłaszcza w pracy, kiedy niczym dziwnym byłoby to, że kobieta miała przed chwilą w rękach coś obrzydliwego.
- Łapy przy sobie. Nie jestem tu dla przyjemności.
Na te słowa Hanji zrobiła pokazową minę zbitego psa, zaraz jednak rozchmurzyła się. Jej nastrój zmieniał się jak górska pogoda, najczęściej pozostawał pozytywny, kiedy kobieta skupiała się na swoich badaniach.
- Muszę ci koniecznie pokazać! Spójrz na to, komórki, które tu potraktowałam...
Reszta paplaniny utonęła w tle, gdy Levi pozwolił sobie na chwilę odpoczynku, opierając się biodrem o blat, kiwając jedynie głową w kluczowych momentach. Kusiło go, by pozwolić jej gadać, ale poczucie obowiązku przywołało go do porządku.
- Hanji... Hanji... Hanji, do kurwy nędzy, posłuchaj mnie!
Po kilku próbach zwrócenia na siebie uwagi, Levi potrząsnął kobietą agresywnie. Dopiero wtedy ta spojrzała na niego uważniej i przestała mówić.
- Nie jestem tu, żeby słuchać o twoich odkryciach. Ten dupek, Smith - mówiąc to Levi skrzywił się - przysłał mnie, żeby zapytać cię o nadnaturalnych.
Twarz Hanji rozjaśniła się podekscytowaniem.
- Nadnaturalni? Czy to ma związek z ostatnią sprawą? Doszliście do czegoś?
Zasypany gradem pytań, mężczyzna przetarł twarz dłonią, powstrzymując się siłą woli od uduszenia Hanji na miejscu.
- Tak, Blondie dopatrzył się linii energetycznych i połączył je z usmażonymk narządami. Więc przyszedłem cię spyt...
Kobieta nie dała mu dokończyć, zrywając się z miejsca z taką prędkością, że zrzuciła z blatu zlewką, którą cudem złapał Levi. Hanji dopadła laptopa, waląc w klawiaturę z nieomal świetlną prędkością. Z okrzykiem triumfu odwróciła się nagle do Leviego, wskazując na ekran.
- Elektryczni! Wszystko pasuje! Wiedziałam, że to mi się kiedyś przyda, bo widzisz...
Opowieść Hanji o tym skąd zdobyła informacje zeszła na dalszy plan, kiedy Levi sięgnął po myszkę, najpierw przecierając ją chusteczką dezynfekującą. Klnąc pod nosem wyprostował się i sięgnął po swój telefon, szybko wybierając kontakt Erwina. Nim ten zdążył nawet powiedzieć "halo", Levi już się odzywał.
- Rusz tu dupę, blondie, Hanji coś znalazła I mamy przesrane.
Erwin zjawił się po kilku minutach, stając wraz z Levim przy laptopie. Zalały ich wyjaśnienia Hanji, wyrażone entuzjastycznym tonem, w towarzystwie zamaszystych gestów, które omal nie zniszczyły kolejnego szklanego naczynia. Słuchali ich, Levi z wyraźnym zniecierpliwieniem, poruszając nogą nerwową manierą, a Erwin ze skupieniem wypisanym na niego twarzy.
- Kiedyś ich moce musiały być bezużyteczne, ale teraz, przy obecnym rozwoju technologii, mają tyle możliwości. Z tego co wiem potrafią kontrolować elektryczność, nawet w promieniu kilkunastu kilometrów.
- Świetnie, po prostu kurwa świetnie. Mamy martwą dziewczynę i wszechpotężnego mordercę - żachnął się Levi.
- Mają jakieś słabe punkty? - głos Erwina nawet się nie zachwiał i w takich momentach Levi nienawidził go jeszcze bardziej.
Hanji tymczasem potrząsnęła silnie głową, kontynuując swoje tłumaczenie.
- Nic o czym wiem. Trzeba by odizolować go od źródeł energii, ale teraz byłoby to raczej trudne.
- O ile nie niemożliwe - wtrącił się Levi.
Na chwilę zapadła cisza, przerywana tylko kliknięciami myszy, gdy Erwin przewijał kolejne strony notatek Hanji. Trwała ona na tyle długo, że Levi prawie podskoczył, zaskoczony, gdy drzwi otworzyły się, ukazując najpierw zaspanego Armina i idącego za nim wysokiego blondyna ubranego w fantazyjne rozpiętą koszulę.
- Przepraszam, szefie, ale ten pan mówi, że szuka Leviego.
Arlert na moment spojrzał w oczy mężczyzny, by uciec wzrokiem równie szybko. Erwin wykazał się zwyczajnym opanowaniem, zamykając laptop nim czyjekolwiek niepożądane spojrzenie zdążyło na nim spocząć. Levi tymczasem patrzył na "nieznajomego" z zirytowaniem.
- Farlan, można wiedzieć, czemu...
Nim zdążył dokończyć Farlan wysunął się do przodu, odgarniając włosy z czoła i wyciągając dłoń w stronę Erwina, z pokazowym uśmiechem numer 5.
- Farlan Church, przyjaciel Leviego. Muszę go ukraść, obiecał mi swoje towarzystwo i jak na razie koszmarnie się spóźnia.
Eruwinu senpaaaaiiii~
Będzie ciekawie, bo Farlan lubi manipulować i dominować sytuację równie mocno co Erwin :>
Levi ma pewien gust jeśli chodzi o mężczyzn.
"Think, think, think."
Poczucie winy nie było czymś co Connie czuła często, a już na pewno nie w związku ze swoimi głupimi wspólokatorami. Caspian zasłużył sobie na swoje cierpienie, bądź co bądź był już dorosłym człowiekiem, z pełną premedytacją pozwoliła więc Grafikowi trochę poszczekać i "zapomniała", gdzie ostatnio widziała środki przeciwbólowe. Ukłucie sumienia poczuła dopiero otwierając drzwi Danielowi, który wyglądał jak siedem nieszczęść.
- Cześć - westchnęła, wypuszczając go do środka.
- Jest u siebie, zdycha przez kaca.
Kiedy chłopak zniknął w pokoju Caspiana wraz z Grafikiem, potrząsnęła tylko głową. Co to był w ogóle za pomysł, żeby mieć współlokatorów?
Caspian tymczasem leżał na swoim łóżku, w rozkopanej pościeli, próbując opanować rozsadzający ból głowy. W pomieszczeniu panował półmrok, dzięki zasuniętym roletom, tłumiącym światło słońca. Dźwięk otwieranych drzwi sprawił, że blondyn podniósł powieki, by spojrzeć spod rozczochranej masy włosów. Przez moment nie mógł się zorientować, kto przyszedł, pomógł mu dopiero dźwięk głosu.
- Jak się czujesz? - Daniel usiadł obok niego na materacu.
Caspian wymruczał coś niewyraźnie w odpowiedzi, wtulając twarz w dłoń chłopaka, muskającą delikatnie jego policzek. Jej chłód był przyjemny na jego rozpalonej skórze, przymknął więc ponownie oczy, ciesząc się nim chwilę.
- Przepraszam - wymamrotał wreszcie, kiedy Daniel zabrał rękę.
Podniósł się do pozycji siedzącej, przecierając oczy dłonią, drugą wyciągając, by zanużyć ją w psim futrze. Grafik zaskomlał cicho, szturchając nosem swojego opiekuna.
- Nie powinienem był w ogóle z nimi iść, nie wiem co mi strzeliło do głowy.
Popatrzył na Daniela, który był podejrzanie cichy i natychmiast tego pożałował, jego spojrzenie bowiem spłynęlo na oznaczoną skórę szyi i obojczyków Caspiana. Ślad ugryzienia na jednym z nich wciąż rysował się wyraźnie, przypominając o błędzie poprzedniej nocy. Rumieniec wstydu pojawił się na twarzy Casa, rozglądającego się natychmiast za jakimkolwiek górnym fragmentem odzieży. Kiedy przechylił się, by sięgnąć po koszulkę, znalezioną w nogach łóżka, zakręciło mu się w głowie i musiał na moment oprzeć się o Grafika. Otrzeźwił go dotyk długich palców na posiniaczonym boku, delikatny na tyle, że ledwie go poczuł - wciąż jednak zwinął się w sobie, uciekając ciałem, z syknięciem bólu na ustach.
- Boże, Caspian...
- Przepraszam, naprawdę, bardzo, bardzo. Jestem strasznym debilem.
Na te słowa spojrzenie Daniela podniosło się wreszcie.
- Głuptasie, nie jestem na ciebie zły... Dobra, może trochę, bo martwiłem się o ciebie. Wyglądasz jakby potrącił cię samochód.
Caspian wykrzywił się, spoglądając na swoją rozciętą dłoń i podrapane przedramię, po czym wciągnął przez głowę koszulkę. Czuł się jak ostatni dupek i miał przeświadczenie, że to wrażenie szybko mu nie przejdzie.
- Pamiętałbym raczej, gdyby wyjechało we mnie auto. To chyba wina tego, że się biłem. I wyszedłem przez okno. W krzaki.
Zakłopotany własną głupotą, blondyn westchnął cicho, opierając się o Daniela jak worek ziemniaków. Z zadowoleniem przyjął dłoń chłopaka w swoich dłoniach i zastygł, znużony bólem i prawdopodobnym odwodnieniem. Omal nie zasnął, z odrętwienia wyrwał go Daniel, poruszający się powoli.
- Powinienem już iść.
Z żalem Caspian odsunął się, opierając o ścianę za nim.
- Hej, Daniel - zawołał cicho, gdy dłoń przyjaciela spoczęła na klamce. - Przepraszam za bycie dupkiem.
***
Connie zmusiła Caspiana do wzięcia urlopu, uświadamiając mu, że pójście do pracy z fioletową szyją nie byłoby najlepszym pomysłem. Nałożyła też na chłopaka areszt domowy, z czego nabijał się Chris. Caspian przyjął swoją karę ze spokojem i nieśmiałym uśmiechem. Wszystkie obowiązki domowe należące wcześniej do Connie spadły na niego, ale nawet nie próbował się kłócić. Przybił go dopiero brak kontaktu ze strony Daniela. Wiedział, że sobie na to zasłużył, a przyjaciele wytłumaczył mu dobitnie jak obciążająca musiała być dla Daniela cała ta sytuacja. Skutkiem tego Caspian spędzał czas w mieszkaniu, znęcając się nad Chrisem lub na zewnątrz uganiając się po świeżo spadłym śniegu z Grafikiem, całkiem zadowolonym z ilości uwagi. Po tygodniu blondyn mógł nareszcie wrócić do pracy, a sine ślady na jego skórze zbladły znacząco. Wtedy też odezwał się Daniel, zderzając się z miejsca z nieskończonym entuzjazmem Caspiana. Nic z tego jednak nie wynikło - żaden z chłopców nie miał czasu na spotkania. Caspian pracował na dodatkowe pół etatu w sklepie zoologicznym, oprócz swojej stałej pracy w odzieżowym. Z powodu sporych opadów śniegu jeździł też często do matki, pomagając w odśnieżaniu i pracach domowych, kiedy Summer skręciła kostkę na lodzie. Odkąd Caspian skończył liceum atmosfera w domu rodzinnym zdawała się być nieco napięta, mimo tysięcznych tłumaczeń, że chłopakowi studia się nie marzą, że jest zadowolony z tego, co ma obecnie. Jego matka winiła się za niemożność zapewnienia synowi stabilnej przyszłości, jak mawiała. W rozgoryczeniu częściej wspominała ojca swoich dzieciaków, co spotkało się z ich rosnącym zaciekawieniem - kobieta zazwyczaj unikała tematu, ostro ucinając każdą dyskusję z nim zwiazaną. Kiedy jednak Caspian zapytał któregoś dnia "Kochałaś go?", matka w milczeniu rzuciła mu ponure spojrzenie, po czym trzepnęła ścierką i kazała wynosić się z kuchni z tymi ubłoconymi butami. Więcej nie odezwała się na temat ojca i temat znów odszedł w zapomnienie. Caspian poruszył go na krótko, opowiadając o swoim dzieciństwie Danielowi, gdy razem siedzieli w jego pokoju, pijąc gorącą czekoladę.
- Chyba nie chciałbym go poznać. Summer upiera się, że powinniśmy, że to przecież ojciec.
Daniel rzucił mu długie spojrzenie, zanim przesunął swój pionek po planszy.
- Sam nie wiem, chyba myślałbym to co ona. Nie musicie się przecież od razu zaprzyjaźnić - wzruszył ramionami.
- Ale wszystko jest dobrze tak jak jest teraz. Dajemy sobie radę. A poza tym... Nieważne, to głupie...
Caspian speszył się, przewracając w dłoniach kostkę i przygryzając dolną wargę. Daniel westchnął lekko i przysunął się w jego stronę.
- Nie jest głupie, a cię gryzie.
Blondyn potrzasnął głową, rzucając kostką z nagłą agresją.
- No bo... Co jeśli zobaczyłbym w nim siebie? On zrobił mamie krzywdę, a jeśli jestem do niego podobny, to znaczy, że mógłbym zrobić to samo. A ja wcale nie chcę, nie moja wina, że jestem jego synem.
Daniel pociągnął go w swoją stronę i zamknął w ciepłym uścisku, widząc oczywistą frustrację chłopaka.
- Geny to nie wszystko, wcale nie musisz być jak on, nawet jeśli jesteście podobni.
Caspian pociągnął nosem, niepewny czy jest usatysfakcjonowany taką odpowiedzią. Ukrył twarz w koszulce Daniela, przyciągając go do siebie silniej w poszukiwaniu komfortu. Po kilku dobrych minutach, które pozwoliły mu na zebranie się w sobie. Kiedy odsunął się wreszcie, miał już na twarzy zwyczajny promienny uśmiech.
- Mój ruch?
Nie wiem w co oni grają, idk wymyśl coś xD
- Cześć - westchnęła, wypuszczając go do środka.
- Jest u siebie, zdycha przez kaca.
Kiedy chłopak zniknął w pokoju Caspiana wraz z Grafikiem, potrząsnęła tylko głową. Co to był w ogóle za pomysł, żeby mieć współlokatorów?
Caspian tymczasem leżał na swoim łóżku, w rozkopanej pościeli, próbując opanować rozsadzający ból głowy. W pomieszczeniu panował półmrok, dzięki zasuniętym roletom, tłumiącym światło słońca. Dźwięk otwieranych drzwi sprawił, że blondyn podniósł powieki, by spojrzeć spod rozczochranej masy włosów. Przez moment nie mógł się zorientować, kto przyszedł, pomógł mu dopiero dźwięk głosu.
- Jak się czujesz? - Daniel usiadł obok niego na materacu.
Caspian wymruczał coś niewyraźnie w odpowiedzi, wtulając twarz w dłoń chłopaka, muskającą delikatnie jego policzek. Jej chłód był przyjemny na jego rozpalonej skórze, przymknął więc ponownie oczy, ciesząc się nim chwilę.
- Przepraszam - wymamrotał wreszcie, kiedy Daniel zabrał rękę.
Podniósł się do pozycji siedzącej, przecierając oczy dłonią, drugą wyciągając, by zanużyć ją w psim futrze. Grafik zaskomlał cicho, szturchając nosem swojego opiekuna.
- Nie powinienem był w ogóle z nimi iść, nie wiem co mi strzeliło do głowy.
Popatrzył na Daniela, który był podejrzanie cichy i natychmiast tego pożałował, jego spojrzenie bowiem spłynęlo na oznaczoną skórę szyi i obojczyków Caspiana. Ślad ugryzienia na jednym z nich wciąż rysował się wyraźnie, przypominając o błędzie poprzedniej nocy. Rumieniec wstydu pojawił się na twarzy Casa, rozglądającego się natychmiast za jakimkolwiek górnym fragmentem odzieży. Kiedy przechylił się, by sięgnąć po koszulkę, znalezioną w nogach łóżka, zakręciło mu się w głowie i musiał na moment oprzeć się o Grafika. Otrzeźwił go dotyk długich palców na posiniaczonym boku, delikatny na tyle, że ledwie go poczuł - wciąż jednak zwinął się w sobie, uciekając ciałem, z syknięciem bólu na ustach.
- Boże, Caspian...
- Przepraszam, naprawdę, bardzo, bardzo. Jestem strasznym debilem.
Na te słowa spojrzenie Daniela podniosło się wreszcie.
- Głuptasie, nie jestem na ciebie zły... Dobra, może trochę, bo martwiłem się o ciebie. Wyglądasz jakby potrącił cię samochód.
Caspian wykrzywił się, spoglądając na swoją rozciętą dłoń i podrapane przedramię, po czym wciągnął przez głowę koszulkę. Czuł się jak ostatni dupek i miał przeświadczenie, że to wrażenie szybko mu nie przejdzie.
- Pamiętałbym raczej, gdyby wyjechało we mnie auto. To chyba wina tego, że się biłem. I wyszedłem przez okno. W krzaki.
Zakłopotany własną głupotą, blondyn westchnął cicho, opierając się o Daniela jak worek ziemniaków. Z zadowoleniem przyjął dłoń chłopaka w swoich dłoniach i zastygł, znużony bólem i prawdopodobnym odwodnieniem. Omal nie zasnął, z odrętwienia wyrwał go Daniel, poruszający się powoli.
- Powinienem już iść.
Z żalem Caspian odsunął się, opierając o ścianę za nim.
- Hej, Daniel - zawołał cicho, gdy dłoń przyjaciela spoczęła na klamce. - Przepraszam za bycie dupkiem.
***
Connie zmusiła Caspiana do wzięcia urlopu, uświadamiając mu, że pójście do pracy z fioletową szyją nie byłoby najlepszym pomysłem. Nałożyła też na chłopaka areszt domowy, z czego nabijał się Chris. Caspian przyjął swoją karę ze spokojem i nieśmiałym uśmiechem. Wszystkie obowiązki domowe należące wcześniej do Connie spadły na niego, ale nawet nie próbował się kłócić. Przybił go dopiero brak kontaktu ze strony Daniela. Wiedział, że sobie na to zasłużył, a przyjaciele wytłumaczył mu dobitnie jak obciążająca musiała być dla Daniela cała ta sytuacja. Skutkiem tego Caspian spędzał czas w mieszkaniu, znęcając się nad Chrisem lub na zewnątrz uganiając się po świeżo spadłym śniegu z Grafikiem, całkiem zadowolonym z ilości uwagi. Po tygodniu blondyn mógł nareszcie wrócić do pracy, a sine ślady na jego skórze zbladły znacząco. Wtedy też odezwał się Daniel, zderzając się z miejsca z nieskończonym entuzjazmem Caspiana. Nic z tego jednak nie wynikło - żaden z chłopców nie miał czasu na spotkania. Caspian pracował na dodatkowe pół etatu w sklepie zoologicznym, oprócz swojej stałej pracy w odzieżowym. Z powodu sporych opadów śniegu jeździł też często do matki, pomagając w odśnieżaniu i pracach domowych, kiedy Summer skręciła kostkę na lodzie. Odkąd Caspian skończył liceum atmosfera w domu rodzinnym zdawała się być nieco napięta, mimo tysięcznych tłumaczeń, że chłopakowi studia się nie marzą, że jest zadowolony z tego, co ma obecnie. Jego matka winiła się za niemożność zapewnienia synowi stabilnej przyszłości, jak mawiała. W rozgoryczeniu częściej wspominała ojca swoich dzieciaków, co spotkało się z ich rosnącym zaciekawieniem - kobieta zazwyczaj unikała tematu, ostro ucinając każdą dyskusję z nim zwiazaną. Kiedy jednak Caspian zapytał któregoś dnia "Kochałaś go?", matka w milczeniu rzuciła mu ponure spojrzenie, po czym trzepnęła ścierką i kazała wynosić się z kuchni z tymi ubłoconymi butami. Więcej nie odezwała się na temat ojca i temat znów odszedł w zapomnienie. Caspian poruszył go na krótko, opowiadając o swoim dzieciństwie Danielowi, gdy razem siedzieli w jego pokoju, pijąc gorącą czekoladę.
- Chyba nie chciałbym go poznać. Summer upiera się, że powinniśmy, że to przecież ojciec.
Daniel rzucił mu długie spojrzenie, zanim przesunął swój pionek po planszy.
- Sam nie wiem, chyba myślałbym to co ona. Nie musicie się przecież od razu zaprzyjaźnić - wzruszył ramionami.
- Ale wszystko jest dobrze tak jak jest teraz. Dajemy sobie radę. A poza tym... Nieważne, to głupie...
Caspian speszył się, przewracając w dłoniach kostkę i przygryzając dolną wargę. Daniel westchnął lekko i przysunął się w jego stronę.
- Nie jest głupie, a cię gryzie.
Blondyn potrzasnął głową, rzucając kostką z nagłą agresją.
- No bo... Co jeśli zobaczyłbym w nim siebie? On zrobił mamie krzywdę, a jeśli jestem do niego podobny, to znaczy, że mógłbym zrobić to samo. A ja wcale nie chcę, nie moja wina, że jestem jego synem.
Daniel pociągnął go w swoją stronę i zamknął w ciepłym uścisku, widząc oczywistą frustrację chłopaka.
- Geny to nie wszystko, wcale nie musisz być jak on, nawet jeśli jesteście podobni.
Caspian pociągnął nosem, niepewny czy jest usatysfakcjonowany taką odpowiedzią. Ukrył twarz w koszulce Daniela, przyciągając go do siebie silniej w poszukiwaniu komfortu. Po kilku dobrych minutach, które pozwoliły mu na zebranie się w sobie. Kiedy odsunął się wreszcie, miał już na twarzy zwyczajny promienny uśmiech.
- Mój ruch?
Nie wiem w co oni grają, idk wymyśl coś xD
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)