Poczucie winy nie było czymś co Connie czuła często, a już na pewno nie w związku ze swoimi głupimi wspólokatorami. Caspian zasłużył sobie na swoje cierpienie, bądź co bądź był już dorosłym człowiekiem, z pełną premedytacją pozwoliła więc Grafikowi trochę poszczekać i "zapomniała", gdzie ostatnio widziała środki przeciwbólowe. Ukłucie sumienia poczuła dopiero otwierając drzwi Danielowi, który wyglądał jak siedem nieszczęść.
- Cześć - westchnęła, wypuszczając go do środka.
- Jest u siebie, zdycha przez kaca.
Kiedy chłopak zniknął w pokoju Caspiana wraz z Grafikiem, potrząsnęła tylko głową. Co to był w ogóle za pomysł, żeby mieć współlokatorów?
Caspian tymczasem leżał na swoim łóżku, w rozkopanej pościeli, próbując opanować rozsadzający ból głowy. W pomieszczeniu panował półmrok, dzięki zasuniętym roletom, tłumiącym światło słońca. Dźwięk otwieranych drzwi sprawił, że blondyn podniósł powieki, by spojrzeć spod rozczochranej masy włosów. Przez moment nie mógł się zorientować, kto przyszedł, pomógł mu dopiero dźwięk głosu.
- Jak się czujesz? - Daniel usiadł obok niego na materacu.
Caspian wymruczał coś niewyraźnie w odpowiedzi, wtulając twarz w dłoń chłopaka, muskającą delikatnie jego policzek. Jej chłód był przyjemny na jego rozpalonej skórze, przymknął więc ponownie oczy, ciesząc się nim chwilę.
- Przepraszam - wymamrotał wreszcie, kiedy Daniel zabrał rękę.
Podniósł się do pozycji siedzącej, przecierając oczy dłonią, drugą wyciągając, by zanużyć ją w psim futrze. Grafik zaskomlał cicho, szturchając nosem swojego opiekuna.
- Nie powinienem był w ogóle z nimi iść, nie wiem co mi strzeliło do głowy.
Popatrzył na Daniela, który był podejrzanie cichy i natychmiast tego pożałował, jego spojrzenie bowiem spłynęlo na oznaczoną skórę szyi i obojczyków Caspiana. Ślad ugryzienia na jednym z nich wciąż rysował się wyraźnie, przypominając o błędzie poprzedniej nocy. Rumieniec wstydu pojawił się na twarzy Casa, rozglądającego się natychmiast za jakimkolwiek górnym fragmentem odzieży. Kiedy przechylił się, by sięgnąć po koszulkę, znalezioną w nogach łóżka, zakręciło mu się w głowie i musiał na moment oprzeć się o Grafika. Otrzeźwił go dotyk długich palców na posiniaczonym boku, delikatny na tyle, że ledwie go poczuł - wciąż jednak zwinął się w sobie, uciekając ciałem, z syknięciem bólu na ustach.
- Boże, Caspian...
- Przepraszam, naprawdę, bardzo, bardzo. Jestem strasznym debilem.
Na te słowa spojrzenie Daniela podniosło się wreszcie.
- Głuptasie, nie jestem na ciebie zły... Dobra, może trochę, bo martwiłem się o ciebie. Wyglądasz jakby potrącił cię samochód.
Caspian wykrzywił się, spoglądając na swoją rozciętą dłoń i podrapane przedramię, po czym wciągnął przez głowę koszulkę. Czuł się jak ostatni dupek i miał przeświadczenie, że to wrażenie szybko mu nie przejdzie.
- Pamiętałbym raczej, gdyby wyjechało we mnie auto. To chyba wina tego, że się biłem. I wyszedłem przez okno. W krzaki.
Zakłopotany własną głupotą, blondyn westchnął cicho, opierając się o Daniela jak worek ziemniaków. Z zadowoleniem przyjął dłoń chłopaka w swoich dłoniach i zastygł, znużony bólem i prawdopodobnym odwodnieniem. Omal nie zasnął, z odrętwienia wyrwał go Daniel, poruszający się powoli.
- Powinienem już iść.
Z żalem Caspian odsunął się, opierając o ścianę za nim.
- Hej, Daniel - zawołał cicho, gdy dłoń przyjaciela spoczęła na klamce. - Przepraszam za bycie dupkiem.
***
Connie zmusiła Caspiana do wzięcia urlopu, uświadamiając mu, że pójście do pracy z fioletową szyją nie byłoby najlepszym pomysłem. Nałożyła też na chłopaka areszt domowy, z czego nabijał się Chris. Caspian przyjął swoją karę ze spokojem i nieśmiałym uśmiechem. Wszystkie obowiązki domowe należące wcześniej do Connie spadły na niego, ale nawet nie próbował się kłócić. Przybił go dopiero brak kontaktu ze strony Daniela. Wiedział, że sobie na to zasłużył, a przyjaciele wytłumaczył mu dobitnie jak obciążająca musiała być dla Daniela cała ta sytuacja. Skutkiem tego Caspian spędzał czas w mieszkaniu, znęcając się nad Chrisem lub na zewnątrz uganiając się po świeżo spadłym śniegu z Grafikiem, całkiem zadowolonym z ilości uwagi. Po tygodniu blondyn mógł nareszcie wrócić do pracy, a sine ślady na jego skórze zbladły znacząco. Wtedy też odezwał się Daniel, zderzając się z miejsca z nieskończonym entuzjazmem Caspiana. Nic z tego jednak nie wynikło - żaden z chłopców nie miał czasu na spotkania. Caspian pracował na dodatkowe pół etatu w sklepie zoologicznym, oprócz swojej stałej pracy w odzieżowym. Z powodu sporych opadów śniegu jeździł też często do matki, pomagając w odśnieżaniu i pracach domowych, kiedy Summer skręciła kostkę na lodzie. Odkąd Caspian skończył liceum atmosfera w domu rodzinnym zdawała się być nieco napięta, mimo tysięcznych tłumaczeń, że chłopakowi studia się nie marzą, że jest zadowolony z tego, co ma obecnie. Jego matka winiła się za niemożność zapewnienia synowi stabilnej przyszłości, jak mawiała. W rozgoryczeniu częściej wspominała ojca swoich dzieciaków, co spotkało się z ich rosnącym zaciekawieniem - kobieta zazwyczaj unikała tematu, ostro ucinając każdą dyskusję z nim zwiazaną. Kiedy jednak Caspian zapytał któregoś dnia "Kochałaś go?", matka w milczeniu rzuciła mu ponure spojrzenie, po czym trzepnęła ścierką i kazała wynosić się z kuchni z tymi ubłoconymi butami. Więcej nie odezwała się na temat ojca i temat znów odszedł w zapomnienie. Caspian poruszył go na krótko, opowiadając o swoim dzieciństwie Danielowi, gdy razem siedzieli w jego pokoju, pijąc gorącą czekoladę.
- Chyba nie chciałbym go poznać. Summer upiera się, że powinniśmy, że to przecież ojciec.
Daniel rzucił mu długie spojrzenie, zanim przesunął swój pionek po planszy.
- Sam nie wiem, chyba myślałbym to co ona. Nie musicie się przecież od razu zaprzyjaźnić - wzruszył ramionami.
- Ale wszystko jest dobrze tak jak jest teraz. Dajemy sobie radę. A poza tym... Nieważne, to głupie...
Caspian speszył się, przewracając w dłoniach kostkę i przygryzając dolną wargę. Daniel westchnął lekko i przysunął się w jego stronę.
- Nie jest głupie, a cię gryzie.
Blondyn potrzasnął głową, rzucając kostką z nagłą agresją.
- No bo... Co jeśli zobaczyłbym w nim siebie? On zrobił mamie krzywdę, a jeśli jestem do niego podobny, to znaczy, że mógłbym zrobić to samo. A ja wcale nie chcę, nie moja wina, że jestem jego synem.
Daniel pociągnął go w swoją stronę i zamknął w ciepłym uścisku, widząc oczywistą frustrację chłopaka.
- Geny to nie wszystko, wcale nie musisz być jak on, nawet jeśli jesteście podobni.
Caspian pociągnął nosem, niepewny czy jest usatysfakcjonowany taką odpowiedzią. Ukrył twarz w koszulce Daniela, przyciągając go do siebie silniej w poszukiwaniu komfortu. Po kilku dobrych minutach, które pozwoliły mu na zebranie się w sobie. Kiedy odsunął się wreszcie, miał już na twarzy zwyczajny promienny uśmiech.
- Mój ruch?
Nie wiem w co oni grają, idk wymyśl coś xD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz