- What the hell - mruknął do siebie. Powietrze wokół niego wydawało się nagle dwa razy chłodniejsze i dopiero wtedy zorientował się, że zdziwienie ustąpiło miejsca smutku i goryczy. Obrócił się więc na pięcie i z burzą myśli w głowie zaczął iść w stronę swojego mieszkania. Nie chciał udzielić komukolwiek w pobliżu jego okropnego samopoczucia co byłoby nieuchronne gdyby tam został. Patrzył pod siebie, w rezultacie prawie wpadając na kogoś kto stanął na środku chodnika. Wysoki mężczyzna o ciemnej skórze i jeszcze ciemniejszych oczach wpatrywał się w niego tak, że chłopak poczuł dreszcze przechodzące mu po skórze. Kuląc się trochę z powodu tego wzroku, spróbował go wyminąć. Mężczyzna także zrobił krok w bok skutecznie blokując mu drogę.
- Przepraszam? - powiedział, w nadziei, że to jakieś nieporozumienie i w końcu będzie mógł wrócić do domu. Rozejrzał się dyskretnie dookoła. W pobliżu nie było nikogo - wszyscy skrywali się przed mrozem w cieple swoich mieszkań czy małych kawiarni.
- Widmo. Ciekawe jak smakujesz - rzucił mężczyzna, uśmiechając się niemożliwie szeroko ukazując wielkie kły. Chłopak odruchowo zaczął się cofać i rzucił się do ucieczki. Biegł przed siebie, boleśnie świadom ciężkich kroków za nim. Wbiegł z małą uliczkę i na tył jakiegoś zamkniętego sklepu. Schował się za kontenerem na śmieci, zasłaniając nos i usta dłonią, starając się nie wydać żadnego dźwięku.
- Gdzie jesteś, mały? - usłyszał ten sam, ociekający złością baryton mężczyzny. Daniel spoglądał na jego powiększający się cień na środku alejki gdy ten się zbliżał. W końcu to coś wyszło przed niego i rozejrzało się, spoglądając na przerażonego studenta. Zaraz jednak zaczął iść dalej.
- Nie schowasz się przede mną! - krzyknął znów, odchodząc w poszukiwaniu widma. Daniel trząsł się z przerażenia, zdezorientowany. Bał się ruszyć aż głos mężczyzny zniknął w oddali. Spróbował się podnieść, lecz kolana prawie się pod nim ugięły. Wtedy spojrzał w dół i myślał, że zemdleje. Jego kończyny były półprzeźroczyste, przypominające cień niż ciało. Podniósł swoją dłoń przed twarz, obserwując z przerażeniem jak może zobaczyć przez nią ścianę przed nim. Zachlipał przestraszony, gdy nagle cień zaczął rozkładać się na kawałki, jakby z niego schodząc, przemieniając chłopca w jego normalną postać. Trzy razy upewnił się, że jego ciało nie jest przeźroczyste. Zdążył zrobić dwa kroki w stronę wyjścia z alejki, zanim przechylił się, wymiotując, ledwo omijając swoje buty.
***
Daniel trzęsącymi się dłońmi, spróbował włożyć klucz do dziurki i go przekręcić. Przeklął, gdy nie chciał się obrócić. Sfrustrowany, kopnął drzwi, prawie łamiąc sobie duży palec u stopy. Po paru sekundach drzwi otworzyły się, ukazując skonfundowaną Maddie. Czyli drzwi nie były nawet zamknięte. Chłopak zaśmiałby się, gdyby nie szloch, który mu przerwał. Nie słyszał nawet pytań spanikowanej dziewczyny, próbującej dowiedzieć się co się stało. Pomogła mu wejść do mieszkania i po chwili Colin i ona siedzieli obok Daniela, usilnie próbującego zetrzeć łzy z twarzy. Ich roztrzęsione twarze, sprawiały, że serce bruneta bolało z żalu, że straszy tak swoich przyjaciół. Dopiero po paru minutach bliźniacy pozwolili sobie przytulić do siebie chłopaka, głaszcząc go w uspokajającym geście. Udało im się to na tyle, że po paru minutach był w stanie opowiedzieć im co się stało. Ich zaniepokojenie zamieniło się w strach, kiedy usłyszeli co go napotkało, starali się jednak go zapewnić, że jest już bezpieczny. Colin pomógł Danielowi się podnieść, prowadząc go do łazienki. Brunet włożył dłonie pod wodę, sycząc, gdy poczuł pieczenie. Miał porozcinane dłonie. Przeklął sam siebie za nie sprawdzenie czy obok śmietnika nie było żadnego roztrzaskanego szkła. Nie krwawił jednak mocno. Przemył swoją twarz, pokrytą łzami i potem, znajdując ulgę w chłodnej wodzie. Dopiero po wytarciu buzi, spojrzał w lustro, odkrywając jeszcze jedną dziwną rzecz. Patrzył w oczy, które nie były jego. Jego tęczówki, które zwykle miały niezwykle jasny, błękitny kolor teraz miały odcień tak ciemnego niebieskiego, że prawie przypominał granat. Mrugnął parę razy, za każdym razem modląc się, żeby to coś w końcu znikło. Nie nastąpiło to niestety. Wpatrywał się w swoją nienaturalnie bladą twarz, nieznajome oczy, czując, że znów robi mu się niedobrze. Oderwał wzrok od swojego odbicia i umył zęby próbując pozbyć się parszywego posmaku z ust. Przeszedł do swojego pokoju, gdzie trzęsąc się niemiłosiernie, przebrał się w dresy i ogromną bluzę, z jeszcze większym żalem zauważając, że jego ulubione jeansy były rozerwane na kolanie. Związał włosy w kucyk i wsunął się pod kołdrę. Po chwili ktoś do niego dołączył i serce mu rosło z wdzięczności dla bliźniaków. Wtulił się w nich, czując się bezpieczniej niż kiedykolwiek. Jeśli ktoś zauważyłby, że łzy znów zaczęły mu lecieć po twarzy, tym razem z wdzięczności, zaprzeczyłby. Otworzył oczy lekko, obserwując jak Maddie walczy z jego ładowarką, próbując podłączyć jego telefon. Dziewczyna podskoczyła zaskoczona, gdy zaczął dzwonić. Spojrzała na Daniela z pytającym wyrazem twarzy i chłopak tylko kiwnął lekko głową. Przesunęła kciukiem po ekranie, odbierając połączenie.
- Halo? - zapytała cicho. Daniel obserwował jej twarz, która nie zdradzała żadnych uczuć.
- To nie najlepszy moment - odpowiedziała komuś po drugiej stronie słuchawki. Ten ktoś najwyraźniej nie miał zamiaru się poddać.
- Nie, nie ma go z nim. Zostawił Daniela i poszedł z kimś na jakąś imprezę - przekazała to, czego się dowiedziała zaledwie paręnaście minut wcześniej od właściciela telefonu. Domyślił się, że chodzi o Caspiana. Kto mógłby to być? Connie?
- Nie ma sprawy. Cześć - powiedziała przed rozłączeniem się. Odłożyła telefon na jego stolik nocny i sama położyła się z powrotem koło Daniela. Spotkała jego pytające spojrzenie i westchnęła.
- Jego współlokatorka. Nie wie gdzie młody się podziewa - szepnęła, odpowiadając mu na niezadane pytanie. Pokiwał tylko głową, zbyt zmęczony by cokolwiek powiedzieć. Jego powieki były ciężkie a kotołaki były tak ciepłe, że Daniel momentalnie odpłynął, wyczerpany tym co dziś przeżył.