Raczej cicho, Erwin odłożył łyżeczkę do zlewu po zamieszaniu swojej herbaty. Spojrzał z czułością na przysypiającego Armina. Dzieciak był świetny, dawno nie widział tak wielkiego talentu, a już z pewnością nie u tak młodej osoby. Spróbował westchnąć, lecz pewien zapach, który męczył go już od dłuższego czasu wywołał u niego kaszel. Tak, nie było wątpliwości, że Levi jest nadnaturalnym, nie pachniał niczym ludzkim. Wysoki blondyn postawił swoją herbatę na stole, jak najdalej od wszelkich akt. Sam przespacerował się niby dyskretnie za plecy nowego współpracownika.
- Co ty kombinujesz? - Erwin się nie rozczarował, dosłownie po sekundzie doszedł go warkot Azjaty.
- Nie jesteś człowiekiem - powiedział z nieudawanym spokojem w głosie. Nie było to pytanie, było to stwierdzenie - nie potrzebował odpowiedzi. Słysząc to, brunet odwrócił się delikatnie na krześle, nie spuszczając oczu z jego przełożonego. Erwin nie mógł powstrzymać uśmiechu widząc jak Levi się zjeżył.
- Wiem, że mi nie ufasz ale i tak nie zaatakowałbym cię przy śpiącym Arminie. Jest człowiekiem, nie zdaje sobie sprawy z istnienia nadnaturalnych i tak ma pozostać. Poza tym, nie jesteś w stu procentach sprawny, mam jeszcze jakąś godność - pociągnął, ignorując milczenie Azjaty.
- I tak dałbym radę cię obezwładnić - odpowiedział, przerywając tę ciszę.
- Możemy kiedyś spróbować to sprawdzić. Ale jedyny powód tego, że to poruszam, to to, że zależy mi na szybkim rozwiązaniu sprawy. Więc jeśli masz z tym coś wspólnego to lepiej byłoby powiedzieć teraz - powiedział z lekko podniesioną brwią.
- Nawet nie wiem jak ktoś mógłby spowodować takie obrażenia, tym bardziej zmiennokształtny ptaka jakim jestem - mruknął, zdradzając zaskakująco dużo na tak nieufną osobę. Erwin obserwował Leviego, zastanawiając się czy zaufać temu co powiedział. Po chwili kiwnął głową, stwierdzając, że jest to prawdopodobne. Powrócił do swojego miejsca przy stole. Potrzebował nowego podejścia do tej sprawy, bo w ten sposób nie zajdą daleko.
- Nie wiemy jak ktoś mógłby zadać takie obrażenia - powiedział, akcentując jedno ze słów. - Ale możemy się zastanowić co powoduje coś takiego - mruknął, jakby bardziej do siebie niż do Leviego. Wziął do ręki ołówek tylko po to żeby założyć go za swoje ucho (pomagało mu to się skupić).
- Hanji stwierdziła "że jest usmażona" w środku. Potrzeba by bardzo wysokiej temperatury - odpowiedział brunet, podnosząc oczy na sufit, w który wpatrywał się, jakby szukając na nim rozwiązania.
- Czyli krew mogła zwyczajnie wyparować, jeśli nie wykrwawiono jej przed - dołożył blondyn, wpatrując się w swojego współpracownika.
- Najwyraźniej tak, bo nie ma żadnej możliwości by straciła tyle krwi bez żadnych poważniejszych ran, chyba, że zaraz Hanji tu wparuje krzycząc o tym jak znalazła rankę po igle pod kolanem czy pachą zmarłej - powiedział z dziwną dokładnością Levi, sprawiając, że Erwin zmarszczył brwi słysząc to.
- Przejrzała ją wystarczająco dokładnie by w raporcie stwierdzić, że niczego takiego nie ma - powiedział cicho przerzucając zdjęcia trupa i miejsca zbrodni. - Więc jakim cudem jej wnętrze zrobiło się tak gorące, by się ugotowała? Są jacyś ogniści nadnaturalni? - zapytał bruneta.
- Są, ale zostawiają po sobie siarkę a niczego takiego nie zauważono. Robota wiedźmy? - zastanowił się ten drugi, przygryzając swój kciuk w skupieniu.
- One też muszą po sobie coś zostawić. Więc oba są raczej wykluczone, chyba, że analiza ciuchów albo identyfikacja ofiary powie coś nowego - podsumował Smith, nadal uporczywie wpatrując się w zdjęcia z nadzieją na zauważenie czegoś, czego nie było.
- Do zupy jej nie wrzucili, z zewnątrz byłoby coś widać. Poza tym ją zostawili, więc chyba w Widowburgu kanibali nie ma - mruknął, jakby żartobliwie jego współpracownik. Na twarzy Erwina pojawił się uśmiech, lecz nie spowodowany dowcipnym komentarzem Leviego. Podsunął mu zdjęcie, zadowolony, że nie trzeba było szukać niezauważalnego z tropem znajdującym się prawie na każdym zdjęciu i wszechobecny na miejscu zbrodni.
- To mogła nie być zupa, nie ciepło - rzucił. - To mogła być elektryczność - podpowiedział, pokazując wyjętym zza ucha ołówkiem na ogromne linie energetyczne biegnące przez pole.
- Z zewnątrz nie ma śladu. Są nadnaturalni wpływający na elektryczność? - przekrzywił głowę brunet patrząc na swojego szefa, który uśmiechał się z ulgą, że znaleźli jakikolwiek trop.
- Przekonamy się. Leć do Hanji, do laboratorium i ją zapytaj. Ma niezdrową obsesję na punkcie nadnaturalnych, powinna coś wiedzieć - dostał w odpowiedzi. Prychnął, słysząc to.
- Dlaczego ja miałbym to zrobić? Możesz sam tam iść - mruknął, niezadowolony.
- Bo ładnie cię proszę - powiedział Erwin przesadnie słodkim tonem, nachylając się w jego stronę. - Przepraszam Levisiu, nie powinienem ci rozkazywać. Może zrobić ci herbatki, mój drogi? - kontynuował tym samym nienaturalnym tonem. Jego podwładny prychnął i odsunął się krzesłem jak najdalej od blondyna. Podniósł się szybko i zaczął dreptać w stronę wyjścia.
- Idę do laboratorium, dziwaku - rzucił, nawet się nie odwracając. Erwin prawie się zaśmiał gdy obserwował zamykające się za nim drzwi.
- Mógłbym przysiąc, że ma w sobie bardziej coś z kota - mruknął do samego siebie, po chwili wracając do akt.
:3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz