sobota, 10 listopada 2018

“I say let the world go to hell, but I should always have my tea.”

Budziki nie istniały w świecie Leviego. Zawsze budził się sam z siebie, kwestia wpojonego militarnego rygoru i bezsenności ścigającej go nocami. Dlatego też, gdy ciężko otworzył oczy, oślepiony na moment promieniem słońca, z tyłu głowy dzwoniło mu już przeświadczenie, że jest spóźniony. Poruszył się gwałtownie, zrzucając z siebie pościel i ramię Farlana, który tylko przewrócił się na drugi bok. Jedno spojrzenie na zegarek wystarczyło, by upewnić się, że wstał za późno. Nie jakoś tragicznie, ale na posterunek na pewno dotrze po czasie.
Klnąc pod nosem, wstał z łóżka i tupiąc z agresją, ruszył do łazienki. Szybki prysznic otrzeźwił go, ale Levi nie pozwolił sobie na stanie pod strumieniem ciepłej wody za długo. Mycie zębów, połączone z szybkim czesaniem włosów sprawiło, że zachlapał lustro, więc oczywiście musiał je wytrzeć.
- Lee, pali się? - jęknął Farlan, otwierając oczy, by spojrzeć na przyjaciela, otwierającego szafę z impetem.
- Jeszcze nie, ale może zacząć.
Wciągając na siebie spodnie, obrócił się w stronę łóżka.
- O której przyjeżdża Izzy?
Farlan przetarł zaspane oczy, zbierając myśli.
- Powinna być około dziewiątej, pewnie wcześniej.
Levi kiwnął bezmyślnie głową, zapinając guziki koszuli. Z nocnego stolika zabrał portfel i skierował się do kuchni, słysząc za sobą kroki Farlana. Omal w niego nie wpadł, kiedy odwrócił się, by zabrac kluczyki od auta.
- Nie jesz śniadania? Ani nawet herbaty? - zablokował mu drogę wyjścia, co tylko rozdrażniło mężczyznę.
- Nie. Przesuń się, jestem spóźniony.
Farlan przewrócił oczami, posłusznie odsuwając się na bok.
- Musisz przestać być zawsze taki wściekły. Nie żałujesz chyba wczoraj, nie?
Levi prychnął, wciągając buty.
- To nie ma nic wspólnego ze wczoraj. Nie jestem już z Petrą, ty nie z Panem - Jak - Mu - Tam, nie ma problemu. Zapasowe klucze masz w kuchni, nakarm kota, zanim cię pożre.
Po tych słowach Levi wypadł przez drzwi, pozostawiając za sobą zaspanego Farlana.
Na posterunku pojawił się rzeczywiście spóźniony. Powitał go widok Mike'a, co jeszcze bardziej zepsuło mu humor, i tak już paskudny.
- A już miałem nadzieję, że coś cię pożarło.
- Spieprzaj, Mike - odparł Levi z finezją czołgu.
Hanji, jak zwykle obecna wszędzie, tylko nie w laboratorium, spojrzała na niego nieco zmartwiona, kiedy opadł na krzesło przy swoim biurku, znużony.
- Erwin ustalał team do tej ostatniej sprawy. On, Armin i ty w nim jesteście.
Skinął głową, dziękując krótko za informacje. To wyjaśniało obecność akt na jego biurku. Otworzył je, przecierając oczy wierzchem dłoni. Powoli zabrał się do czytania, notując na bieżąco i oznaczając te, w których z ich obecną sprawą zgadzały się choćby szczegóły. Nie mieli nic, na czym mogliby się zaczepić.
Minimum kilkadziesiąt folderów później, wstał, odrywając zmęczony wzrok od tekstu i poszedł w stronę aneksu, by zrobić sobie herbatę. W czasie czekania na wodę zaskoczył go Erwin. Levi ominął go wzrokiem, stając się jednak bardziej spiętym - oczekiwał zrugania go za bycie spóźnionym.
- Znalazłeś coś? - zamiast połajanki dostał pytanie.
Mężczyzna wzruszył niezręcznie ramionami, zalewając herbaciane liście wodą.
- Nic dużego. Kilka podobnych okoliczności, tylko jedna sprawa ma identyczne obrażenia wewnętrzne. Ale to sprzed dobrych kilku lat, więc nie wiem czy się do czegokolwiek przyda.
- Wszystko nam się teraz przyda.
***
Cóż, jak się okazało, nie przydało się. Erwin, Armin i Levi siedzieli przy jednym biurku, debatując nad odznaczonymi przez Leviego aktami, wynikami sekcji zwłok i nikłymi informacjami od techników o scenie zbrodni.
- Może to coś związanego z okultyzmem? - Arlert zaproponował, uderzając palcem w jedno ze zdjęć.
- Możemy spróbować coś znaleźć, ale nie sądzę, żeby to było to - Erwin odchylił się do tyłu - Nie mieliby po co zostawiać ciała przywiązanego do drzewa.
Levi milczał, podwijając symetrycznie rękawy koszuli.
- Dla zmylenia nas? Zostawić ciało bez żadnych śladów, w dziwnym stanie... To przykuje uwagę, szczególnie jeśli coś dostanie się do brukowców.
- Jeśli się chce zmylić pościg to rozrzuca się zwłoki przez kilka dni i udaje sektę, nie poświęca wystarczająco czasu, by całkowicie wycisnąć z nich krew - wtrącił się wreszcie Levi.
- To co innego?
Dusząc ciężkie westchnienie mężczyzna sięgnął po telefon, by napisać szybkiego smsa do Farlana, że będzie później.
Miał wrażenie, że drepczą w miejscu. Chciał się podzielić zauważoną aurą nadnaturalności, ale nie był jeszcze wystarczająco pewien nowego otoczenia, mimo że czuł, że nie każdy na komisariacie był człowiekiem. Jego samego zastanawiało bardziej, co takiego mogło usmażyć tę dziewczynę od środka. Sprawa krwi mogłaby zostać wyjaśniona prostym wampirem, ale nie kwestia jajecznicy z organów. Potrząsnął głową, zakładając ręce na piersi. Jego zastanawianie się na nic się zda, jeśli z wyników i tak nikt nie skorzysta. Ponad godzinę później Levi studiował akta spraw z kolejnych dziesięciu lat, gdy Erwin robił herbatę. Młody blondyn już od dobrych kilku minut przysypiał z głową opartą na ręku, nikt jednak nawet nie próbował go budzić - nie było po co.

Seeeenpaaaiii?~

czwartek, 8 listopada 2018

“A day without sunshine is like, you know, night.”

Daniel uśmiechnął się.
- Myślałem, że ty mi powiesz - spojrzał z ubawieniem na Caspiana. Chłopiec natychmiastowo skupił się na próbach wymyślenia jakiegoś miejsca, marszcząc brwi w skupieniu. Daniel poczuł jak dreszcz przechodzi mu po plecach. Nie wiedział jeszcze czego była to zapowiedź, ale zgadywał, że dowie się w ciągu paru godzin. Myśląc o tym, przypomniał sobie o jednym, bardzo charakterystycznym miejscu.
- Czekaj, już wiem - powiedział nagle, mimo wątpliwości, co do tego czy chciał je pokazywać Caspianowi. Te jednak szybko wyparowały gdy blondyn zaczął podskakiwać podekscytowany.
- Chodźcie za mną - rzucił lekko i odwrócił się na pięcie.
***
Jak zwykle stara bramka stawiała opór, rzadko otwierana. Daniel kopnął ją lekko by odskoczyła. Puścił Caspiana z Grafikiem przodem. Zdezorientowana dwójka rozglądała się po każdym kącie. Szli wzdłuż małego budynku aż wyszli na mały, ogrodzony placyk za nim. Brunet uśmiechnął się automatycznie, słysząc jak blondyn wzdycha na widok kolorowych roślin go wypełniających. Całe miejsce było zaniedbane, wyraźnie porzucone, więc kwiaty także wyglądały na dzikie a jednocześnie nie przypominały one niczego co naturalnie można było zobaczyć w tych okolicach.
- Tu kiedyś była hurtownia kwiatów - powiedział wskazując na budynek. Kiedy pierwszy raz znalazł to miejsce, zainteresował się nim na tyle by poszukać informacji na jego temat. - Właściciel zmarł i to miejsce odziedziczył ktoś, kto najprawdopodobniej o nim nawet nie wie, patrząc na to ile to już stoi puste. Przynajmniej jedna rzecz się zachowała - opowiedział, pokazując ręką rośliny. Nie był nawet pewien czy tamta dwójka go słucha - Caspian i Grafik biegali po ogrodzie, zatrzymując się przy każdym kwiatku, chcąc go powąchać. Niewzruszony tym Daniel wyjął aparat by uchwycić tę naturalną scenę, mówiąc okazjonalnie Caspianowi żeby zwolnił, kiedy ten robił się zbyt podekscytowany, uniemożliwiając brunetowi zrobienie wyraźnych zdjęć. Po parunastu minutach on miał zdjęć już więcej niż trzeba, więc przysiedli na kamieniach, by zjeść trochę babeczek z rodzynkami, które Daniel dostał w ciągu weekendu od mamy. 
- Tu jest tak ładnieeee - wzdychał Caspian z pełną buzią. Okruszki jakimś cudem skończyły nawet w jego włosach. Daniela bardzo bawił ten widok.
- Lubię tu przychodzić kiedy źle się czuję. Uspokaja mnie - powiedział Daniel, nie wspominając już o tym jak często tam przychodzi. Zdecydowanie zbyt często.
- Jest tu super miło. U mojej babci w ogrodzie też były takie kwiatki - powiedział chłopiec, rozmarzonym głosem. W tym momencie Daniel dowiedział się, czym było to wcześniejsze przeczucie - na głowę spadło mu parę kropel deszczu, zdecydowanie zbyt szybko by była to tylko mżawka. Szybko schował sprzęt do torby. Caspian, który jakby nie zauważył zmiany pogody rzucał mu pytające spojrzenia.
- Zaraz się porządnie rozpada, chyba powinniśmy się gdzieś schować. Mieszkam niedaleko, mogę nam zrobić gorącą czekoladę - zaproponował z uśmiechem. 
- Prowadź - rzucił Caspian, któremu na wspomnienie czekolady zaświeciły się oczy.
***
Daniel usłyszał otwierające się drzwi do mieszkania a następnie pisk. Wyjrzał ze swojego pokoju, by rzucić okiem na Simona stojącego za Maddie, wyglądającego na spanikowanego. Zachichotał lekko.
- Tu jest pies - rzucił chłopak przerażony. 
- Nie zje cię - Daniel powiedział w tym samym czasie co dziewczyna, spoglądająca jednak nieufnie na psiaka. Caspian, zaciekawiony wytknął głowę zza framugi, obserwując bliźniaków. Ci, widząc go spojrzeli po sobie.
- Jednak dobrze, że kupiliśmy whiskey - powiedzieli, rzucając sobie rozbawione uśmiechy.

Sunshine?

niedziela, 4 listopada 2018

"Be silent and safe — silence never betrays you"

Erwin przeklinał suchą, kującą go w nogi trawę, gdy wspinali się na wzgórze, na którym właściciel ziemi znalazł zwłoki. Słuchał rozmów jego podwładnych, którzy ironicznie cieszyli się z możliwości wyjścia - nawet jeśli była spowodowana morderstwem.
Na początku nie była to ich sprawa - szef innego oddziału, zaskoczony tym co zastał na miejscu, poprosił Erwina o przejęcie jej. Luke nie poddaje się tak szybko, musiał to być rzeczywiście coś dużego - wszystko to śmierdziało nadnaturalnymi. Dosłownie. Chwila, co? Erwin mimowolnie przystanął, gdy uświadomił sobie, że może wyczuć pozostałości aury nadnaturalnego - słabe, dlatego wiedział, że to nie jest żaden z jego ludzi. Natychmiast zmusił się do ruszenia dalej, by nie dać po sobie zauważyć, że coś go zaskoczyło. Każdy taki szczegół może prowadzić do utrudnienia sprawy. Myślał, że mu się upiekło, dopóki Hanji, która paplała mu do ucha się także nie zatrzymała. Prawie był zaskoczony - laborantka nigdy nie pokazała żadnych oznak bycia czymś poza może nie do końca normalnym, ale człowiekiem.
- ... porządku, Levi? - słysząc to, zerknął przez ramię w stronę nowego, okropnie niezdyscyplinowanego nabytku. Mężczyzna stał parę kroków za nimi, rozglądając się bystro. Jego klatka piersiowa powoli opadała. Huh, czyli Erwin miał rację, że Levi też ma jakiś nadnaturalne korzenie. Wątpił, że azjata zatrzymał się żeby odetchnąć świeżym powietrzem. Jego nadnaturalności domyślał się już wcześniej, czując od mężczyzny zapach czegoś w stylu... mokrej sierści? Trudno mu było zdefiniować tę woń - na bank nie była ludzka. Nie miał z tym problemu, w jego oddziałach znalazło się już paru nadnaturalnych, każdy był wierny służbie. Leviemu i tak bardziej nie ufał z powodu osobowości. Musiał mu się i tak przypatrywać, pilnować go, więc nie robi to mu większej różnicy.
- Zauważyłeś coś? - zapytał spokojnie i obserwował z zadowoleniem, jak Levi kręci głową. Dobry chłopiec. Odwrócił wzrok od mężczyzny i spojrzał ze spokojem na podchodzącego do niego, już mniej spokojnego Luke'a. Cienie pod oczami pulchnego policjanta wydawały się ciągnąć przez całą jego twarz. Uścisnęli dłonie i Erwin ruszył za Lukiem w stronę zwłok, patrząc z oczekiwaniem na rozgadanego zazwyczaj rudzielca.
- Powinienem ci coś o tym powiedzieć, ale w sumie nie wiem co - zaczął w końcu, z pewną rezygnacją w głosie. - Właściciel mieszka w tamtej chałupie, trupa znalazły jego psy i to one zaprowadziły go do ciała. Potem zadzwonił po pogotowie, bo nie był pewny czy kobieta żyje czy nie a oni wezwali nas - powiedział. Erwin podniósł jedną z brwi.
- Co jej zrobili, że nie był pewien czy żyje? - zapytał. Na to pytanie Luke westchnął.
- Znalazł ją przywiązaną do drzewa, pół nagą. Poza paroma nacięciami na piersi i siniakami na nadgarstkach, kostkach czy twarzy nic jej nie było - powiedział. Wtedy podszedł do nich mężczyzna z okularami przeciwsłonecznymi na głowie i długopisem za uchem. Spoglądał niecierpliwie na Hanji, która wyraźnie go znała, patrząc na to z jaką radością zaczęła go witać.
- Zwłoki muszą natychmiastowo zostać przetransportowane do laboratorium i zbadane. Żadnej krwi, choć nie miała jak się wykrwawić. Tylko resztki osocza. Znaleziona dwie godziny temu, nadal ciepła. To się nie zdarza, Hanji musi się tym od razu zająć - wyliczył, wyraźnie w pośpiechu. Erwin kiwnął głową i dał im przyzwolenie na zabranie i przewóz zwłok.
Sam zaczął powoli rozglądać się po miejscu. Było to samotne drzewo w polu. W oddali rzeczywiście było widać małą chatę a szczekanie psów niosło się po pustej przestrzeni. Nie było zbyt wiele śladów - znaleźli odcisk buta, męskiego. Było parę połamanych gałęzi i jakieś nitki przy linie. Praktycznie nic co mogło by ich naprowadzić.
- Rozejrzyjcie się czy nie ma gdzieś połamanych traw, wskazujących na kierunek, w którym poszedł - powiedział do jego ludzi, wskazując na okolice odcisku buta. Potem ignorując jeszcze jakieś pytania zaczął wspinać się na drzewo, ignorując zaskoczone komentarze obecnych. Kiedy uznał, że jest wystarczająco wysoko, zauważył z zaciekawieniem, że ktoś podążył jego śladem. Spojrzał w dół widząc podciągającego się na gałęzi, z małymi trudnościami Leviego. Niewiele myśląc, kucnął na rozległym konarze i wyciągnął dłoń w stronę mężczyzny. Ten po wyraźnej chwili zastanowienia złapał ją i skorzystał z pomocy Erwina.
- Myślisz, że coś zauważysz? - zapytał blondyn cicho. Levi odburknął tylko coś niezrozumiale, więc Erwin powtórzył swoje pytanie, nie uznając takiej odpowiedzi. Tym razem brunet rzucił mu ostre spojrzenie.
- Zdziwisz się - odpowiedział cicho, lecz bardzo wyraźnie, podnosząc wysoko podbródek. Erwin westchnął i rozejrzał się w okolicy. Pola, las w oddali, wspomniana już chata, linie energetyczne. W pewnym momencie zmrużył oczy.
- Twoja druga - szepnął obserwując jak brunet się odwraca w tamtą stronę.
- Złamany krzak. Nic ważnego. Twoja jedenasta - odpowiedział i Erwin spojrzał się tam, chcąc wiedzieć co zauważył Levi. Prawie uśmiechnął się widząc dosłownie skrawek powiewającego materiału. Wyglądało na to, że było tam coś więcej.
- Dobra robota - rzucił szczerze i zaczął powoli zeskakiwać. Podszedł w wypatrzone miejsce z radością odkrywając tam jakiś artykuł odzieży. Przywołał śledczych, prosząc o zabezpieczenie dowodów. Przypuszczał już, że należało to do ofiary. Poczuł w kieszeni wibracje jego wiecznie wyciszonego telefonu. Odebrał, widząc zdjęcie Hanji na ekranie. Cudem udało mu się nie wzdrygnąć słysząc jej podekscytowany głos.
- Ona jest w środku praktycznie usmażona! - krzyknęła mu kobieta do ucha. Blondyn westchnął, spacerem udając się by zebrać część ludzi i wrócić na komisariat.

Obserwatorzy