Budziki nie istniały w świecie Leviego. Zawsze budził się sam z siebie, kwestia wpojonego militarnego rygoru i bezsenności ścigającej go nocami. Dlatego też, gdy ciężko otworzył oczy, oślepiony na moment promieniem słońca, z tyłu głowy dzwoniło mu już przeświadczenie, że jest spóźniony. Poruszył się gwałtownie, zrzucając z siebie pościel i ramię Farlana, który tylko przewrócił się na drugi bok. Jedno spojrzenie na zegarek wystarczyło, by upewnić się, że wstał za późno. Nie jakoś tragicznie, ale na posterunek na pewno dotrze po czasie.
Klnąc pod nosem, wstał z łóżka i tupiąc z agresją, ruszył do łazienki. Szybki prysznic otrzeźwił go, ale Levi nie pozwolił sobie na stanie pod strumieniem ciepłej wody za długo. Mycie zębów, połączone z szybkim czesaniem włosów sprawiło, że zachlapał lustro, więc oczywiście musiał je wytrzeć.
- Lee, pali się? - jęknął Farlan, otwierając oczy, by spojrzeć na przyjaciela, otwierającego szafę z impetem.
- Jeszcze nie, ale może zacząć.
Wciągając na siebie spodnie, obrócił się w stronę łóżka.
- O której przyjeżdża Izzy?
Farlan przetarł zaspane oczy, zbierając myśli.
- Powinna być około dziewiątej, pewnie wcześniej.
Levi kiwnął bezmyślnie głową, zapinając guziki koszuli. Z nocnego stolika zabrał portfel i skierował się do kuchni, słysząc za sobą kroki Farlana. Omal w niego nie wpadł, kiedy odwrócił się, by zabrac kluczyki od auta.
- Nie jesz śniadania? Ani nawet herbaty? - zablokował mu drogę wyjścia, co tylko rozdrażniło mężczyznę.
- Nie. Przesuń się, jestem spóźniony.
Farlan przewrócił oczami, posłusznie odsuwając się na bok.
- Musisz przestać być zawsze taki wściekły. Nie żałujesz chyba wczoraj, nie?
Levi prychnął, wciągając buty.
- To nie ma nic wspólnego ze wczoraj. Nie jestem już z Petrą, ty nie z Panem - Jak - Mu - Tam, nie ma problemu. Zapasowe klucze masz w kuchni, nakarm kota, zanim cię pożre.
Po tych słowach Levi wypadł przez drzwi, pozostawiając za sobą zaspanego Farlana.
Na posterunku pojawił się rzeczywiście spóźniony. Powitał go widok Mike'a, co jeszcze bardziej zepsuło mu humor, i tak już paskudny.
- A już miałem nadzieję, że coś cię pożarło.
- Spieprzaj, Mike - odparł Levi z finezją czołgu.
Hanji, jak zwykle obecna wszędzie, tylko nie w laboratorium, spojrzała na niego nieco zmartwiona, kiedy opadł na krzesło przy swoim biurku, znużony.
- Erwin ustalał team do tej ostatniej sprawy. On, Armin i ty w nim jesteście.
Skinął głową, dziękując krótko za informacje. To wyjaśniało obecność akt na jego biurku. Otworzył je, przecierając oczy wierzchem dłoni. Powoli zabrał się do czytania, notując na bieżąco i oznaczając te, w których z ich obecną sprawą zgadzały się choćby szczegóły. Nie mieli nic, na czym mogliby się zaczepić.
Minimum kilkadziesiąt folderów później, wstał, odrywając zmęczony wzrok od tekstu i poszedł w stronę aneksu, by zrobić sobie herbatę. W czasie czekania na wodę zaskoczył go Erwin. Levi ominął go wzrokiem, stając się jednak bardziej spiętym - oczekiwał zrugania go za bycie spóźnionym.
- Znalazłeś coś? - zamiast połajanki dostał pytanie.
Mężczyzna wzruszył niezręcznie ramionami, zalewając herbaciane liście wodą.
- Nic dużego. Kilka podobnych okoliczności, tylko jedna sprawa ma identyczne obrażenia wewnętrzne. Ale to sprzed dobrych kilku lat, więc nie wiem czy się do czegokolwiek przyda.
- Wszystko nam się teraz przyda.
***
Cóż, jak się okazało, nie przydało się. Erwin, Armin i Levi siedzieli przy jednym biurku, debatując nad odznaczonymi przez Leviego aktami, wynikami sekcji zwłok i nikłymi informacjami od techników o scenie zbrodni.
- Może to coś związanego z okultyzmem? - Arlert zaproponował, uderzając palcem w jedno ze zdjęć.
- Możemy spróbować coś znaleźć, ale nie sądzę, żeby to było to - Erwin odchylił się do tyłu - Nie mieliby po co zostawiać ciała przywiązanego do drzewa.
Levi milczał, podwijając symetrycznie rękawy koszuli.
- Dla zmylenia nas? Zostawić ciało bez żadnych śladów, w dziwnym stanie... To przykuje uwagę, szczególnie jeśli coś dostanie się do brukowców.
- Jeśli się chce zmylić pościg to rozrzuca się zwłoki przez kilka dni i udaje sektę, nie poświęca wystarczająco czasu, by całkowicie wycisnąć z nich krew - wtrącił się wreszcie Levi.
- To co innego?
Dusząc ciężkie westchnienie mężczyzna sięgnął po telefon, by napisać szybkiego smsa do Farlana, że będzie później.
Miał wrażenie, że drepczą w miejscu. Chciał się podzielić zauważoną aurą nadnaturalności, ale nie był jeszcze wystarczająco pewien nowego otoczenia, mimo że czuł, że nie każdy na komisariacie był człowiekiem. Jego samego zastanawiało bardziej, co takiego mogło usmażyć tę dziewczynę od środka. Sprawa krwi mogłaby zostać wyjaśniona prostym wampirem, ale nie kwestia jajecznicy z organów. Potrząsnął głową, zakładając ręce na piersi. Jego zastanawianie się na nic się zda, jeśli z wyników i tak nikt nie skorzysta. Ponad godzinę później Levi studiował akta spraw z kolejnych dziesięciu lat, gdy Erwin robił herbatę. Młody blondyn już od dobrych kilku minut przysypiał z głową opartą na ręku, nikt jednak nawet nie próbował go budzić - nie było po co.
Seeeenpaaaiii?~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz