- Myślałem, że ty mi powiesz - spojrzał z ubawieniem na Caspiana. Chłopiec natychmiastowo skupił się na próbach wymyślenia jakiegoś miejsca, marszcząc brwi w skupieniu. Daniel poczuł jak dreszcz przechodzi mu po plecach. Nie wiedział jeszcze czego była to zapowiedź, ale zgadywał, że dowie się w ciągu paru godzin. Myśląc o tym, przypomniał sobie o jednym, bardzo charakterystycznym miejscu.
- Czekaj, już wiem - powiedział nagle, mimo wątpliwości, co do tego czy chciał je pokazywać Caspianowi. Te jednak szybko wyparowały gdy blondyn zaczął podskakiwać podekscytowany.
- Chodźcie za mną - rzucił lekko i odwrócił się na pięcie.
***
Jak zwykle stara bramka stawiała opór, rzadko otwierana. Daniel kopnął ją lekko by odskoczyła. Puścił Caspiana z Grafikiem przodem. Zdezorientowana dwójka rozglądała się po każdym kącie. Szli wzdłuż małego budynku aż wyszli na mały, ogrodzony placyk za nim. Brunet uśmiechnął się automatycznie, słysząc jak blondyn wzdycha na widok kolorowych roślin go wypełniających. Całe miejsce było zaniedbane, wyraźnie porzucone, więc kwiaty także wyglądały na dzikie a jednocześnie nie przypominały one niczego co naturalnie można było zobaczyć w tych okolicach.
- Tu kiedyś była hurtownia kwiatów - powiedział wskazując na budynek. Kiedy pierwszy raz znalazł to miejsce, zainteresował się nim na tyle by poszukać informacji na jego temat. - Właściciel zmarł i to miejsce odziedziczył ktoś, kto najprawdopodobniej o nim nawet nie wie, patrząc na to ile to już stoi puste. Przynajmniej jedna rzecz się zachowała - opowiedział, pokazując ręką rośliny. Nie był nawet pewien czy tamta dwójka go słucha - Caspian i Grafik biegali po ogrodzie, zatrzymując się przy każdym kwiatku, chcąc go powąchać. Niewzruszony tym Daniel wyjął aparat by uchwycić tę naturalną scenę, mówiąc okazjonalnie Caspianowi żeby zwolnił, kiedy ten robił się zbyt podekscytowany, uniemożliwiając brunetowi zrobienie wyraźnych zdjęć. Po parunastu minutach on miał zdjęć już więcej niż trzeba, więc przysiedli na kamieniach, by zjeść trochę babeczek z rodzynkami, które Daniel dostał w ciągu weekendu od mamy.
- Tu jest tak ładnieeee - wzdychał Caspian z pełną buzią. Okruszki jakimś cudem skończyły nawet w jego włosach. Daniela bardzo bawił ten widok.
- Lubię tu przychodzić kiedy źle się czuję. Uspokaja mnie - powiedział Daniel, nie wspominając już o tym jak często tam przychodzi. Zdecydowanie zbyt często.
- Jest tu super miło. U mojej babci w ogrodzie też były takie kwiatki - powiedział chłopiec, rozmarzonym głosem. W tym momencie Daniel dowiedział się, czym było to wcześniejsze przeczucie - na głowę spadło mu parę kropel deszczu, zdecydowanie zbyt szybko by była to tylko mżawka. Szybko schował sprzęt do torby. Caspian, który jakby nie zauważył zmiany pogody rzucał mu pytające spojrzenia.
- Zaraz się porządnie rozpada, chyba powinniśmy się gdzieś schować. Mieszkam niedaleko, mogę nam zrobić gorącą czekoladę - zaproponował z uśmiechem.
- Prowadź - rzucił Caspian, któremu na wspomnienie czekolady zaświeciły się oczy.
***
Daniel usłyszał otwierające się drzwi do mieszkania a następnie pisk. Wyjrzał ze swojego pokoju, by rzucić okiem na Simona stojącego za Maddie, wyglądającego na spanikowanego. Zachichotał lekko.
- Tu jest pies - rzucił chłopak przerażony.
- Nie zje cię - Daniel powiedział w tym samym czasie co dziewczyna, spoglądająca jednak nieufnie na psiaka. Caspian, zaciekawiony wytknął głowę zza framugi, obserwując bliźniaków. Ci, widząc go spojrzeli po sobie.
- Jednak dobrze, że kupiliśmy whiskey - powiedzieli, rzucając sobie rozbawione uśmiechy.
Sunshine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz