niedziela, 4 listopada 2018

"Be silent and safe — silence never betrays you"

Erwin przeklinał suchą, kującą go w nogi trawę, gdy wspinali się na wzgórze, na którym właściciel ziemi znalazł zwłoki. Słuchał rozmów jego podwładnych, którzy ironicznie cieszyli się z możliwości wyjścia - nawet jeśli była spowodowana morderstwem.
Na początku nie była to ich sprawa - szef innego oddziału, zaskoczony tym co zastał na miejscu, poprosił Erwina o przejęcie jej. Luke nie poddaje się tak szybko, musiał to być rzeczywiście coś dużego - wszystko to śmierdziało nadnaturalnymi. Dosłownie. Chwila, co? Erwin mimowolnie przystanął, gdy uświadomił sobie, że może wyczuć pozostałości aury nadnaturalnego - słabe, dlatego wiedział, że to nie jest żaden z jego ludzi. Natychmiast zmusił się do ruszenia dalej, by nie dać po sobie zauważyć, że coś go zaskoczyło. Każdy taki szczegół może prowadzić do utrudnienia sprawy. Myślał, że mu się upiekło, dopóki Hanji, która paplała mu do ucha się także nie zatrzymała. Prawie był zaskoczony - laborantka nigdy nie pokazała żadnych oznak bycia czymś poza może nie do końca normalnym, ale człowiekiem.
- ... porządku, Levi? - słysząc to, zerknął przez ramię w stronę nowego, okropnie niezdyscyplinowanego nabytku. Mężczyzna stał parę kroków za nimi, rozglądając się bystro. Jego klatka piersiowa powoli opadała. Huh, czyli Erwin miał rację, że Levi też ma jakiś nadnaturalne korzenie. Wątpił, że azjata zatrzymał się żeby odetchnąć świeżym powietrzem. Jego nadnaturalności domyślał się już wcześniej, czując od mężczyzny zapach czegoś w stylu... mokrej sierści? Trudno mu było zdefiniować tę woń - na bank nie była ludzka. Nie miał z tym problemu, w jego oddziałach znalazło się już paru nadnaturalnych, każdy był wierny służbie. Leviemu i tak bardziej nie ufał z powodu osobowości. Musiał mu się i tak przypatrywać, pilnować go, więc nie robi to mu większej różnicy.
- Zauważyłeś coś? - zapytał spokojnie i obserwował z zadowoleniem, jak Levi kręci głową. Dobry chłopiec. Odwrócił wzrok od mężczyzny i spojrzał ze spokojem na podchodzącego do niego, już mniej spokojnego Luke'a. Cienie pod oczami pulchnego policjanta wydawały się ciągnąć przez całą jego twarz. Uścisnęli dłonie i Erwin ruszył za Lukiem w stronę zwłok, patrząc z oczekiwaniem na rozgadanego zazwyczaj rudzielca.
- Powinienem ci coś o tym powiedzieć, ale w sumie nie wiem co - zaczął w końcu, z pewną rezygnacją w głosie. - Właściciel mieszka w tamtej chałupie, trupa znalazły jego psy i to one zaprowadziły go do ciała. Potem zadzwonił po pogotowie, bo nie był pewny czy kobieta żyje czy nie a oni wezwali nas - powiedział. Erwin podniósł jedną z brwi.
- Co jej zrobili, że nie był pewien czy żyje? - zapytał. Na to pytanie Luke westchnął.
- Znalazł ją przywiązaną do drzewa, pół nagą. Poza paroma nacięciami na piersi i siniakami na nadgarstkach, kostkach czy twarzy nic jej nie było - powiedział. Wtedy podszedł do nich mężczyzna z okularami przeciwsłonecznymi na głowie i długopisem za uchem. Spoglądał niecierpliwie na Hanji, która wyraźnie go znała, patrząc na to z jaką radością zaczęła go witać.
- Zwłoki muszą natychmiastowo zostać przetransportowane do laboratorium i zbadane. Żadnej krwi, choć nie miała jak się wykrwawić. Tylko resztki osocza. Znaleziona dwie godziny temu, nadal ciepła. To się nie zdarza, Hanji musi się tym od razu zająć - wyliczył, wyraźnie w pośpiechu. Erwin kiwnął głową i dał im przyzwolenie na zabranie i przewóz zwłok.
Sam zaczął powoli rozglądać się po miejscu. Było to samotne drzewo w polu. W oddali rzeczywiście było widać małą chatę a szczekanie psów niosło się po pustej przestrzeni. Nie było zbyt wiele śladów - znaleźli odcisk buta, męskiego. Było parę połamanych gałęzi i jakieś nitki przy linie. Praktycznie nic co mogło by ich naprowadzić.
- Rozejrzyjcie się czy nie ma gdzieś połamanych traw, wskazujących na kierunek, w którym poszedł - powiedział do jego ludzi, wskazując na okolice odcisku buta. Potem ignorując jeszcze jakieś pytania zaczął wspinać się na drzewo, ignorując zaskoczone komentarze obecnych. Kiedy uznał, że jest wystarczająco wysoko, zauważył z zaciekawieniem, że ktoś podążył jego śladem. Spojrzał w dół widząc podciągającego się na gałęzi, z małymi trudnościami Leviego. Niewiele myśląc, kucnął na rozległym konarze i wyciągnął dłoń w stronę mężczyzny. Ten po wyraźnej chwili zastanowienia złapał ją i skorzystał z pomocy Erwina.
- Myślisz, że coś zauważysz? - zapytał blondyn cicho. Levi odburknął tylko coś niezrozumiale, więc Erwin powtórzył swoje pytanie, nie uznając takiej odpowiedzi. Tym razem brunet rzucił mu ostre spojrzenie.
- Zdziwisz się - odpowiedział cicho, lecz bardzo wyraźnie, podnosząc wysoko podbródek. Erwin westchnął i rozejrzał się w okolicy. Pola, las w oddali, wspomniana już chata, linie energetyczne. W pewnym momencie zmrużył oczy.
- Twoja druga - szepnął obserwując jak brunet się odwraca w tamtą stronę.
- Złamany krzak. Nic ważnego. Twoja jedenasta - odpowiedział i Erwin spojrzał się tam, chcąc wiedzieć co zauważył Levi. Prawie uśmiechnął się widząc dosłownie skrawek powiewającego materiału. Wyglądało na to, że było tam coś więcej.
- Dobra robota - rzucił szczerze i zaczął powoli zeskakiwać. Podszedł w wypatrzone miejsce z radością odkrywając tam jakiś artykuł odzieży. Przywołał śledczych, prosząc o zabezpieczenie dowodów. Przypuszczał już, że należało to do ofiary. Poczuł w kieszeni wibracje jego wiecznie wyciszonego telefonu. Odebrał, widząc zdjęcie Hanji na ekranie. Cudem udało mu się nie wzdrygnąć słysząc jej podekscytowany głos.
- Ona jest w środku praktycznie usmażona! - krzyknęła mu kobieta do ucha. Blondyn westchnął, spacerem udając się by zebrać część ludzi i wrócić na komisariat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy