Ptak na jego ramieniu zatrzepotał skrzydłami, gdy książę zatrzymał się przed drzwiami, bębniąc w nie zapamiętale. Te otworzyły się, nim Fenris zdążył stracić cierpliwość i spotkały go jeszcze zbyt zaspane, by być zdziwione oczy.
- Wasza wysokość?
Książę wpakował się do środka nie zważając na protesty, które zresztą wcale nie nadeszły.
- Daruj sobie tytuły, nikogo nie ma o tej porze. Nie zgadniesz co się stało!
Brutalnie rozbudzony osobnik wydał z siebie ciężkie westchnienie, które umknęło niezauważone w ogromie entuzjazmu księcia.
- Coś na pewno. Na bogów, Fenris, jak ty wyglądasz?
Dopiero wtedy książę miał czelność spojrzeć w dół i z zawstydzeniem doprowadzić się do względnego porządku.
- Cóż, musisz mi to wybaczyć, Lorcan przyleciał kiedy jeszcze spałem.
Na dźwięk swojego imienia kruk nastroszył pióra.
- Otsana też jeszcze spała, więc ubrałem się sam. Pewnie już jej donieśli, że mnie nie ma. Ale to nie ważne, ważny jest list! Feyre jest już niedaleko, kiedy do mnie pisała, zatrzymywali się by dać odpocząć koniom, zanim zaczną przekraczać Czerwony Jar. Mają ze sobą wozy, ale jeśli dobrze liczę powinna być tu za jakieś trzy godziny. Nie zamierzam budzić króla, zresztą i tak nie pozwoliłby mi po nią wyjechać. Pojedziesz ze mną?
Xaun potrząsnął głową, spoglądając na zaaferowanego księcia ze skrywanym uśmiechem. Od kiedy potwierdzono to, że zostanie następcą tronu rzadko tracił panowanie nad sobą i za każdym razem maczała w tym palce jego siostra. Tylko ona sprawiała, że maska rozsądnego, pewnego siebie władcy spływała z jego twarzy z taką gwałtownością, ukazując chłopca. Może genialnego manipulatora, ale nadal młodego i niedojrzałego.
- Oczywiście, że pojadę. I weźmiemy ze sobą straż. Skoro mamy trzy godziny, poczekaj na mnie i wrócimy do ciebie. Mamy czas.
- Ach, tak, faktycznie. Prawie zapomniałem, że mąż Fey też tam będzie. Podobno wziął ze sobą barda i mnóstwo zbędnych rzeczy, zdaje się zapominać, że w tym momencie jest już tylko śmiesznym, upadłym królem. Cóż, może ja powinienem wyglądać przynajmniej na poważnego księcia, skoro jeden z nas ma zawodzić w swojej roli.
Zgodnie z planem, na piaszczystym podłożu przed stajnią księcia stanęły dwa konie - jeden kary, drugi srokaty, za nimi szczuplejsze, identycznie nijakie wierzchowce straży. Gdy tylko stopy księcia dotknęły ziemi, z budynku wyszła siwiejąca kobieta, załamująca ręce na widok swojego podopiecznego.
- Wasza wysokość, jak panicz wygląda. Tak nie można, nie jest już książę dzieckiem.
Kobieta skinęła głową w kierunku Xauna w powitaniu, gdy Fenris próbował się bronić.
- Ale, Otsano, moja siostra napisała. Jest już niedaleko, mamy niewiele czasu, chcę po nią wyjechać.
- To nie powód, by wychodzić nieubrany. Ale dobrze, niech już waszej wysokości będzie. Zaraz coś zaradzimy.
Tym sposobem książę został usadzony na środku umywalni, kiedy służące kręciły się wokół. Sama Otsana czesała włosy swojego wychowanka, upinając je zgodnie z zasadami dworu i kręcąc przy tym głową z dezaprobatą. Spuszczony na moment z czujnego oka Fenris posłał Xaunowi uśmiech, by zaraz skrzywić się nieznacznie, gdy pociągnięto go za włosy.
Dopiero świeżo przebrany i uczesany Fenris wyglądał jak prawowity następca tronu - w głęboko czarnych szatach, naszyjnikiem z kruczą czaszką, królewskim pierścieniem z onyksem, długich włosach spływających po plecach i krukiem na ramieniu.
- Ruszajmy, zmarnowałem już dość czasu.
Książę uciekł na tyle szybko, by nie słyszeć rozdrażnionego fuknięcia Otsany.
W czasie jazdy Fenris gadał jak najęty, opowiadając ściszonym głosem o zamachu stanu.
- Młodszy brat księcia Nasiaby jest zdaniem Feyre dużo bardziej kompetentny, ma jej szacunek. Nawet nie wiesz jak ona jest teraz wściekła, oni oboje omal nie zginęli, ze względu na głupotę jej męża. Ojciec też ma serdecznie dość całej tej sytuacji i zapowiedział, że odeśle ich oboje do Ciacohon. Już widzę jak mu się uda.
W pewnym momencie na jasnym już niebie pojawił się drugi kruk, ten nieco mniejszy, lecąc w stronę księcia z krakaniem. Książę powitał go radosnym okrzykiem. Wylądował nieco chwiejnie na ramieniu Xauna, wbijając boleśnie pazury, wciąż jeszcze młody i nienawykły do części powietrznych manewrów.
- Sitara! Feyre jest już bardzo blisko, tak?
Ptak odpowiedział mu swoim chrapliwym głosem, a książę pospieszył swoją klacz, zmuszając ją do do galopu. Nawoływania straży puścił mimo uszu, długie włosy i szerokie rękawy szaty szamocząc się na wietrze jak krucze skrzydła.
Z naprzeciwka wyszedł mu na spotkanie samotny jeździec, wyłaniając się za wzgórza. Jego koń biegł wolniej, wyraźnie zmęczony. Spotkali się w połowie, zwalniając i wreszcie zatrzymując się. Przez chwilę rodzeństwo patrzyło na siebie z końskich grzbietów, by wreszcie zeskoczyć. Feyre zamknęła brata w ciasnym uścisku, ignorując pozostałych jeźdźców, którym dopiero udało się ich dopędzić. Z jej strony wciąż nie było widać nikogo. Dopiero po długiej chwili księżniczka puściła brata, spoglądając na pozostałych.
- Xaun, nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem, ale ciebie też miło widzieć. Wszystko miło wiedzieć. Bogowie, jak ja nienawidzę Nasiaby. Nienawidzę każdej jednej rzeczy tam.
- A najbardziej nienawidzę tego durnia - dodała ciszej, spoglądając w stronę nadchodzącego orszaku.
Pochód nie wyglądał wcale na ucieczkę, nawet konie były przystrojone, pomimo widocznego w nich wyczerpania.
- Nie pozwolił zmienić koni na granicy ani nawet zdjąć z nich tych głupich stroików. Powiedział, że nie będzie jechał na wiejskiej szkapie.
Książę wyprostował się, znów przybierając na twarz wypraną z emocji maskę, by powitać nadchodzących.
Z orszaku wyrwała się jednak samotna sylwetka, także konna, na mniejszym jednak wierzchowcu, bardziej podobnemu tych Fenrisa i Xauna. Koń Feyre był wyraźnie mocniej zbudowany, ciężki i twardy, bojowy, nie z tych suchych i wytrzymałych charakterystycznych dla stepów Królestwa. Jeździec prowadził się sprawnie, utrzymując równowagę nawet w chwili gdy zeskoczył jeszcze zanim jego koń zdołał się zatrzymać. W kilku krokach dotarł do rodzeństwa, zatrzymując się o krok za Fey, po czy ukłonił się głęboko w stronę Fenrisa i nieco bardziej płytko w stronę Xauna.
- Wasza wysokość. Pani, pan rozkazuje ci wrócić - odezwał się.
- Daj sobie spokój, Sorin.
Na te słowa chłopak rozluźnił się wyraźnie, rzucając księżniczce ostre spojrzenie.
- Będzie miał za to nasze głowy na srebrnym talerzu - wymamrotał, oglądając się na wóz, po czym wlepił oczy w Fenrisa. Gdy ten złapał jego spojrzenie, Sorin odwrócił wzrok, zmieszany.
Z orszaku wyrwała się jednak samotna sylwetka, także konna, na mniejszym jednak wierzchowcu, bardziej podobnemu tych Fenrisa i Xauna. Koń Feyre był wyraźnie mocniej zbudowany, ciężki i twardy, bojowy, nie z tych suchych i wytrzymałych charakterystycznych dla stepów Królestwa. Jeździec prowadził się sprawnie, utrzymując równowagę nawet w chwili gdy zeskoczył jeszcze zanim jego koń zdołał się zatrzymać. W kilku krokach dotarł do rodzeństwa, zatrzymując się o krok za Fey, po czy ukłonił się głęboko w stronę Fenrisa i nieco bardziej płytko w stronę Xauna.
- Wasza wysokość. Pani, pan rozkazuje ci wrócić - odezwał się.
- Daj sobie spokój, Sorin.
Na te słowa chłopak rozluźnił się wyraźnie, rzucając księżniczce ostre spojrzenie.
- Będzie miał za to nasze głowy na srebrnym talerzu - wymamrotał, oglądając się na wóz, po czym wlepił oczy w Fenrisa. Gdy ten złapał jego spojrzenie, Sorin odwrócił wzrok, zmieszany.