niedziela, 24 maja 2020

"I killed the monsters. That's what fathers do.”

- Co to ma być? - spytał Levi, stając w drzwiach swojej sypialni.
- Twoje dziecko? Powinieneś je jeszcze pamiętać - odezwał się Farlan.
Marcel spał, jeszcze w ubraniu, tuląc do siebie ulubiony kocyk. Długie włosy miał splecione w warkoczyki, które zaczynały się rozwalać.
- To wiem, baranie - warknął ściszonym głosem, by nie obudzić syna.
- Ale co on tu robi?
- Przywiozłam go. Petra mówiła, że do ciebie dzwoniła, ale nie odebrałeś. Ja też dzwoniłam, ale to samo.
Rzeczywiście, ktoś dobijał się do niego wieczorem, ale Levi był przecież zajęty. Kto mógłby przypuszczać, że Petra zechce zrzucić mu na głowę syna, bez żadnego ostrzeżenia.
- Ogarnę go i musimy porozmawiać - mruknął Levi, głaszcząc dziecko po ciemnych włosach.
Ostrożnie, z delikatnością tak dla niego niezwykłą zaczął ściągać z małego buty.
- Tata?
Marcel uniósł głowę, trąc zaspane oczy. Serce Leviego ścisnęło się w gwałtownym przypływie afekcji do małego człowieka. W przeszłości nigdy nie myślał nawet o byciu ojcem, ale teraz mógł szczerze stwierdzić, że nikogo tak w życiu nie kochał, jak swojego syna. Uśmiechnął się mimowolnie, kiedy dziecko wyciągnęło do niego ręce, by się przytulić. Musiał uciąć jednak chwilę czułości i po przebraniu walczącego ze snem małego, utulił go szybko do snu, szykując się na powiedzenie Isabel, co myśli o tym, by robić takie rzeczy. Może zadzwonić do Petry.
- Tata, gdzie Esme?
Levi rozejrzał się dookoła w poszukiwaniu niebieskiego, wytartego już królika, którego Marcel wszędzie ciągał ze sobą. Dostrzegł pluszaka zrzuconego na podłogę po drugiej stronie łóżka. Podał go synowi, który wtulił się w niego.
- Dobranoc.
Levi wyszedł z pokoju, kierując się do kuchni. Isabel wyglądała na zmęczoną, wymiętą podróżą.
- Zanim na mnie nakrzyczysz, to nie był mój pomysł - podniosła ręce w górę, obronnym gestem.
- Ale uważam, że małemu będzie tu lepiej.
- Jakim niby cudem lepiej, Iz? Ciągle pracuję, nie ma mnie w domu, nie będę mógł wziąć wolnego, bo mamy sprawę. Co Petra sobie w ogóle wyobraża? Marcel to nie zabawka, że może się go pozbyć, kiedy jej się znudzi.
Farlan i Isabel wymienili krótkie spojrzenia.
- Lee, Petra jest w ciąży.
Levi opadł na krzesło, patrząc na przyjaciół z niedowierzaniem.
- Nic mi nie mówiła.
Kobieta potarła kark w niezręcznym geście.
- Prawdopodobnie nie chciała... No wiesz.
Zapadła cisza, przerywana tylko odgłosami przejeżdżających na zewnątrz aut.
- Mały wie?
Isabel przytaknęła.
- Powiedzieli mu kilka dni temu. Okropnie zareagował, myślałam, że wiesz.
Farlan, widząc bezradność w postawie Leviego, wtrącił się.
- Izzy musi jutro wracać, ale ja zostanę na kilka dni. Zajmę się Marciem, poszukamy opiekunki albo przedszkola. Poradzimy sobie.
Kiedy Levi leżał już obok syna i patrzył na jego spokojnie śpiącą twarz, nie był taki pewien, że sobie poradzą. Zasnął dopiero nad ranem, próbując przegnać ciężkie myśli.
***
Levi wpadł na komisariat równo z czasem. Poranek był ciężki, Marcel obudził się, gdy Levi próbował wymknąć się do pracy i zaczął płakać. Uspokojenie go zajęło sporo czasu, dopiero pojawienie się Jinxa i obietnica lodów na deser zdołała oderwać Marcela od ojca. Levi był pewien, że na koszuli wciąż miał ślady zaciśniętych kurczowo małych rączek i łez.
- ... jest Ackermann? - usłyszał końcówkę słów Erwina.
- Tutaj - odezwał się, przyprawiając o zawał Arleta. Dzieciak aż podskoczył w górę.
'Ani słowa' - powiedział bezgłośnie w stronę Hanji, gdy ta otworzyła usta, by powiedzieć coś, niechybnie na temat jego nieco nieuporządkowanego wyglądu. Laborantka przytaknęła, patrząc na niego długo.
Kiedy Levi odwrócił wzrok w stronę Erwina, napotkał bystre spojrzenie blondyna. Po raz kolejny w trakcie ich znajomości to Levi pierwszy odwrócił wzrok, zbyt znużony i rozproszony, by bawić się teraz w ich zwykłe gierki. W głowie miał jeszcze listę miliona rzeczy do zrobienia i nieprzyjemną konieczność porozmawiania z Petrą. I jeszcze mniej przyjemną potrzebę porozmawiania z synem o tym dlaczego reagowanie szałem na wieści o przyszłym rodzeństwie jest kiepskie dla obu stron. Na samą myśl o tym sam miał ochotę kogoś kopnąć.

Erwin?

piątek, 22 maja 2020

"Old ways won't open new doors"

Erwin miał ochotę prychnąć. Nie lubił nieproszonych gości na komisariacie, zwłaszcza takich.
- Miło pana poznać, panie Church - odpowiedział Erwin mechanicznie, ściskając podaną mu rękę. Farlan, choć już działał mu na nerwy był intrygującą osobą. Trzeba było coś w sobie mieć żeby wparować na komendę i domagać się towarzystwa jednego z policjantów.
- Muszę pana rozczarować, ale Levi... - zaczął, omijając wszelkie grzecznościowe zwroty. - Ma robotę do wykonania - dokończył, łapiąc z za pleców nieproszonego gościa zmęczone spojrzenie Armina. To podsunęło mu pomysł.
- Choć... - dramatycznie zawiesił wypowiedź, ignorując piorunujące spojrzenie niskiego bruneta. - To może poczekać. Przepraszam, że go tak długo zatrzymałem - Erwin uśmiechnął się. Domyślił się, jak mocno musiało to zdenerwować Leviego, który wiedział, że akurat ta robota poczekać nie może. Niech dobrze bawią się na swoim spotkaniu. gdzie detektyw, swoją całą uwagę i tak będzie poświęcał sprawie. Tak też może być.
- Armin, ty też idź się przespać. Hanji... Ty rób swoje. Wyślij mi tylko swoje notatki - powiedział blondyn i odwrócił się na pięcie, by pójść w stronę swojego gabinetu. Może i jemu przyda się pójście do domu.
***
Erwin wysiadł z samochodu i otworzył drzwi prowadzące na klatkę schodową jego budynku. Gdy wszedł do mieszkania, od razu złapał kontakt wzrokowy z Garrenem. Zwierzak zasługiwał na kolację. Pewnie był głodny, choć jak co dzień przyszła do niego zaufana petsitterka. Patrząc na jedzącego buldożka, Erwin pozwolił sobie się zamyślić. Jak pokonać kogoś nie do pokonania? Mężczyzna zdjął swoją skórzaną kurtkę i zarzucił ją na oparcie kanapy, rozpinając górę jego koszuli. Gest ten przypomniał mu wcześniejszego nieproszonego gościa i tym razem prychnął już głośno. Blondyn potrząsnął głową. Nie chciał o tym myśleć. Zamiast tego, zaczął układać sobie w głowie plan. 
***
Erwin pociągnął ze swojego kubka termicznego wypełnionego kawą. Wspiął się po schodach na komisariat, Garren drepczący za nim. Blondyn z pieskiem skierował się do swojego gabinetu, gdzie Garren automatycznie wskoczył na swoje posłanie, leżące niedaleko biurka. Było wcześnie, ale ludzie powoli już się gromadzili. Erwin dobrze wiedział, że za nie więcej niż parę minut pojawi się Arlelt. Dobrze, Erwin miał zadanie dla niego. Zanim jednak niski blondyn się pojawił, do biura wpakowała się Hanji. Garren tylko podniósł głowę by na nią spojrzeć, kładąc się jednak znów, jakby się rozmyślił.
- Są wieści - powiedziała, śpiewnym tonem. - Materiał znaleziony na miejscu zbrodni należy do kombinezonu ochronnego techników elektrycznych - powiedziała a Erwin podniósł brew do góry. Po co osobie mającej władzę nad elektrycznością kombinezon ochronny? Hanji jakby słyszała jego myśli odezwała się znów:
- Należał chyba do ofiary - dopowiedziała a blondyn pokiwał głową. Od drzwi dobiegło pukanie. Armin wetknął głowę do biura.
- Dzień dobry szefie - powiedział i kiwnął głową w stronę Hanji. Erwin poprosił go o podejście bliżej. 
- Dobrze, że jesteś - odezwał się wysoki blondyn. - Pojedziesz do miejscowej elektrowni, popytasz o ofiarę. Jakbyś zauważył coś podejrzanego od razu się odezwij - powiedział szef do podwładnego, który kiwnął głową.
- Ja przygotuję konferencję prasową - odezwał się Erwin, wstając. Jego współpracownicy spojrzeli na niego zdziwieni. - Trzeba jakoś złapać kontakt z naszym mordercą, prawda? - Erwin uśmiechnął się tajemniczo. - Właśnie, gdzie jest Ackermann? - zastanowił się.

Levi? <3

Obserwatorzy