Święta w domu Caspiana nie były nigdy szczególnie... świąteczne. Jego matka pracowała od zawsze jako cukierniczka, więc Boże Narodzenie spędzała przez większość czasu w pracy, podczas gdy jej dzieciaki siedziały w domu, z zezwoleniem na oglądanie bajek Disneya i jedzenie ciastek (co dla Caspiana było wyjątkowym przywilejem). Wracała dosyć późno i razem z nimi siadała przed telewizorem. Tradycja została i nawet jeśli Caspian już się wyprowadził, to na święta wrócił do domu. Tym razem sam upiekł ciastka i zamiast przed starym telewizorem siedzieli z Summer przed ekranem laptopa, ale wciąż w tle ich przekomarzania leciała "Mulan", a potem "Dzwonnik z Notre Dame" i "Król Lew". I tak przez całe święta.
Prezenty były dla wszystkich - także dla Grafika, odrobinę podtuczonego. Zadowolony z ilości jedzenia pudel zezwolił swojemu panu na robienie z nim wszystkiego, cierpliwie znosząc zostanie reniferem w ramach prezentu do Caspiana. Czerwony sweter - prezent od Summer, wraz z pasującą czerwoną obrożą z dzwoneczkami dopełniały wizerunku. Od mamy Caspiana dostał własnoręcznie robione ciastka dla psów, które spotkały się prawdopodobnie z nawiększym zadowoleniem. Sam chłopak dostał nowy plecak i bardzo, bardzo długi szalik, oczywiście też czerwony. Biorąc pod uwagę ilość czerwieni, szanse na przejechanie tej dwójki były bliskie zera.
Czas pomiędzy jedzeniem, spacerami z psem, oglądaniem filmów animowanych i spaniem Caspian wypełniał pisaniem z Danielem. Pożegnali się kilka dni wcześniej i chłopak podarował mu kilka par skarpetek w obrzydliwie świąteczne wzory.
- Czy mógłbyś przestać się uśmiechać? Cruella właśnie porwała dalmatyńczyki, potworze! - Summer kopnęła go w bok.
Blondyn podniósł głowę znad telefonu, rozproszony.
- Co? Jak to, to już?
- Gdybyś nie był tak zajęty swoim telefonem, to byś się zorientował!
- Kto by się zorientował - spytała matka, wchodząc do pokoju, żeby sprawdzić, czemu tym razem jej dzieci chcą się pozabijać. Nie żeby to było coś nowego.
- Caspian znowu przegapił najważniejszy moment filmu!
- To nie moja wina, Daniel mi napisał, że tęskni za Grafikiem i chciałem zrobić zdjęcie.
Summer potrząsnęła głową z dezaprobatą, ale uśmiech na jej ustach i diabelski błysk w oczach zdradzał kolejny nikczemny plan.
- To jedź do niego, zamiast przeszkadzać nam w oglądaniu.
- Myślisz, że mogę? - Caspian zwrócił spojrzenie na mamę.
Ta wzruszyła tylko ramionami.
- Bez ciebie Summer siedzi względnie cicho, więc jak najbardziej.
Po zranionym "ej!" ze strony siostry, Caspian już wypadł z pokoju na korytarz, pisząc do Maddie po szczegóły. Odpisała ze świetlną prędkością, dając mu nawet informacje dotyczące pociągu. Był już prawie w drzwiach, kiedy zatrzymał go głos matki.
- Nie zapomnij zajść do mieszkania po rzeczy - powiedziała, przewracając oczami ze względu na swojego, jak zwykle podekscytowanego syna i podając mu jego plecak, razem z wszystkimi prezentami.
- Zapakowałam ci trochę pierniczków, które upiekliśmy. Błagam, nie zgub się pod drodze. I nie zapomnij Grafika w pociągu.
- Tak, tak, oczywiście - Caspian przytulił szybko mamę na pożegnanie i z Grafikiem u boku wyszedł z domu.
W mieszkaniu zjawił się w rekordowym czasie, wpychając do plecaka czyste ubrania (prawdopdobnie nawet nie w połowie te, których potrzebował), omal nie zgniatając na proch zapakowanych ciastek. Na dworzec praktycznie biegł, ledwo zdążając na pociąg. Znalezienie pustego przedziału okazało się stosunkowo proste, dopiero na kolejnej stacji dołączyła do niego matka z dwojgiem małych dzieci, które patrzyły na Grafika, na którego głowie wciąż znajdowały się rogi renifera, a jego obroża podzwaniała, kiedy ten obracał się, by na nie spojrzeć. Caspian z uśmiechem zachęcił maluchy do pogłaskania pudla, na prędce wymyślając historię o tym, że obaj są pomocnikami Mikołaja w drodze na urlop po świętach. Matka dzieciaków patrzyła na niego z niemal dozgonną wdzięcznością, gdy mogła przysnąć na moment. Caspian omal nie przegapił swojej stacji, zajęty nowymi znajomymi.
Kiedy pociąg odjechał i Caspian nagle został sam, na moment zatrzymał się - adrenalina i podeksctyowanie nieco opadły, zmuszając go do zastanowienia się, czy to na pewno dobry pomysł. Nic innego mu jednak nie pozostało, ruszył więc przed siebie. Dobry humor wrócił mu, kiedy Grafik wpadł z rozpędem w zaspę, a potem następną, a potem wciągnął w nią także Caspiana, a potem spotkali kilkoro dzieci, które zafascynowane Grafikem wciągnęły ich oboje w bitwę na śnieżki. Nic dziwnego, że kiedy Caspian dotarł wreszcie przed drzwi domu rodziców Daniela, po dobrych kilkudziesięciu minutach błądzenia, w jego jasnych włosach i czerwonym szaliku znajdowało się mnóstwo śniegu, a jego policzki zaróżowione były od zimna i ruchu. Pudel, równie ośnieżony machał ogonem, podzwaniając obrożą, nieco już zniecierpliwiony rogami na swojej głowie.
Trochę onieśmielony sąsiedztwem w jakim się znalazł, Caspian zadzwonił do drzwi - okolica wyglądała na wyjątkowo miłą, a on sam całe swoje życie spędził w miejscach nie do końca bezpiecznych, a już na pewno nie miłych. Drzwi otworzył mu Daniel, patrząc na niego zdumiony.
- Wesołych świąt? - Caspian uśmiechnął się nieśmiało, podczas gdy Grafik zwyczajnie poszedł się przywitać.
Them babieees~
wtorek, 23 kwietnia 2019
piątek, 19 kwietnia 2019
"Eat spaghetti to forgetti your regretti"
Szczerze mówiąc, Daniel dosłownie w sekundę zrobił się senny od palców przeczesujących jego włosy więc wymruczał tylko ciche "dzięki" w odpowiedzi na komplement Caspiana. Nawet nie był w stanie zainteresować się jakoś szczególnie tym co się działo na jego głowie. Jakby zignorować rozgardiasz dalej kłócących się za drzwiami współlokatorów Caspiana, było by całkiem spokojnie w jeszcze niezdemolowanym pokoju. Daniel zastanawiał się czy nie włączyć jakiejś muzyki, ale wtedy Caspian zaczął nucić jakąś prostą melodię. Patrząc na to jak gwałtownie momentami się zmieniała, najprawdopodobniej była improwizowana przez blondyna. Było mu głupio przegrywać tę chwilę muzycznego geniuszu, lecz pewne pytanie zaczęło go męczyć, więc nawet się nie ruszając, zadał je dla zaspokojenia swojej ciekawości.
- Opowiesz mi coś o Summer? - Przekrzywił głowę by ułatwić Caspianowi związywanie jego włosów. Chłopak zaczął natychmiast mówić, jakby miał przygotowane zawczasu odpowiedzi.
- W lato dwa lata temu złamała sobie nos próbując gonić grafika kiedy ten zabrał jej telefon i zadzwonił na jej grupę klasową i poślizgnęła się na podłodze tuż przed drzwiami, uderzając w nie całą twarzą. W szybie w tych drzwiach nadal jest pęknięcie w kształcie jej brwi. Było śmiesznie, bo moja mama źle się czuje na widok krwi a tego było DUŻO - zaczął opowiadać przejęty jedną historię po drugiej, nie dając mu żadnych konkretnych informacji o jego siostrze. Przy tym cały czas splatał, czesał, związywał włosy Daniela, którego kark po dobrych trzydziestu minutach historii zaczął drętwieć. Anegdoty o Summer, ale teraz też o grafiku i mamie Caspiana wydawały się nie kończyć, więc Daniel został bardzo zaskoczony, kiedy blondyn pociągnął pukle jego włosów by zwrócić jego uwagę.
- A ty? Nie mówiłeś mi nigdy o swojej rodzinie - zauważył, co także zdziwiło Daniela. Znał Caspiana już na tyle, że wiedział, że jak zacznie o czymś mówić, to prędko nie skończy. Ale znał też ciekawość chłopaka, który musiał wiedzieć wszystko, jak najszybciej i jak najprędzej. Daniel zaśmiał się cichutko, myśląc o tym.
- Moi rodzice mieszkają niedaleko. Jakieś czterdzieści-pięćdziesiąt minut jazdy stąd. Są kochani ale mają dużo pracy więc nie widzimy się jakoś szczególnie często poza świętami, i tak dalej... - Daniel ucichł, zastanawiając się czy powiedzieć coś na temat Bena, który to już nie rani go tak jak kiedyś, lecz nadal jest bardzo ciężkim na taką rozmowę. Caspian rozwiązał tę zagwozdkę za bruneta.
- Czyli jesteś jedynakiem? - zapytał, ciągnąc nie tak chętnego do ciągłego gadania (jak niektórzy) Daniela za język, nieświadomie podejmując decyzję za starszego chłopaka. Teraz niebieskooki musiał tylko się zastanowić jak do tego podejść.
- Uhmm... - Zająknął się mimowolnie, czując małe poczucie winy, że obarcza tym Caspiana w tak przyjemne popołudnie.
- Miałem brata. Ben, był młodszy. Od mieszka trochę dalej i nie za bardzo możemy się spotykać, chyba, że moje wizyty na cmentarzu liczą się jako spotkania - dokończył, niezręcznie. Celował w lekki ton, ale niezależnie od jego starań, wygadany zazwyczaj chłopak ucichł, prawdopodobnie niezdolny do odpowiedzi. Jego dłonie nadal przeczesywały włosy Daniela, choć powoli zwalniały. Wtedy Caspian zrobił coś bardzo w stylu Caspiana i zsunął się z kanapy, wzbudzając zainteresowanie śpiącego do tej pory smacznie Grafika. Blondyn wpakował się Danielowi na kolana, oplatając się wokół chłopaka jak opos, po prostu ściskając go, w ramach odpowiedzi. Brunet uśmiechnął się lekko, zanurzając nos w włosach Caspiana, który swoją głowę oparł wygodnie o ramię bruneta. Uścisk nie znaczył wiele, byli po prostu dla siebie i tuląc się w komfortowej, choć bardzo rzadko przy nich obecnej ciszy. Grafik, także skory na pieszczoty zaczął się wpychać między nich, jakby był małym szczeniakiem a nie dorosłym psem. Wtedy się od siebie odkleili, Caspian wysyłający najpierw Grafikowi pełne miłości spojrzenie a potem zaskakująco (tego popołudnia Caspian był pełen niespodzianek) poważny wzrok skierował na Daniela.
- Nie wiem nic o moim tacie - szepnął, co także było raczej rzadkie jeśli o nich chodziło. To chyba była po prostu ta chwila. Nie znali się długo, ale musieli postawić to na stół, te okrutne lecz nadal ważne w ich życiu rzeczy, by mogli je przetrawić a następnie wspierać się kiedy trzeba. Daniel przycisnął małego buziaka w czoło młodszego chłopca i wysłał mu nieśmiały uśmiech.
- Pożyczę ci mojego. Podzielisz się ze mną Summer? - zapytał, dostając "groźne" spojrzenie w zamian, kiedy blondyn natychmiastowo zamienił się w personalnego strażnika i rycerza swojej siostry. Daniel nawet nie mógł już powiedzieć, że go to zaskoczyło, nie po takim wieczorze.
- Nieważne czy jesteś moim przyjacielem, żaden chłopak nie zbliża się do mojej siostry - powiedział Caspian, tym "groźnym" głosem. Zatrzymał się na chwilę.
- Ale jak się dołożysz na karmę dla Grafika to możesz być jego tatą chrzestnym - powiedział, głaszcząc kudłate stworzenie po głowie, kiedy ono nadal próbowało się wepchnąć między nich.
- Masz ochotę na makaron? - zapytał może trochę losowo Daniel. Ale błagam, każdy wie, że makaron to najlepszy sposób aby zapomnieć o zmartwieniach. Caspian na pewno o tym wiedział, patrząc na to jak ochoczo pokiwał głową.
- Okej, co ty na to, ty pójdziesz do sklepu... - Zaczął Daniel i zatrzymał się w środku zdania, przypominając sobie, że raz znalazł Caspiana w sklepie po drugiej stronie miasta.
- Pójdziemy razem do sklepu kupić wszystko co potrzebne - poprawił się momentalnie. - A potem ugotujemy to tutaj dla wszystkich, szukanie właściciela tych bokserek pewnie ich zmęczyło - dokończył. Caspianowi widocznie spodobał się ten pomysł, patrząc na to, że już zapinał Grafikowi smycz, jednocześnie zakładając bluzę. Całe szczęście, sklepik był tuż pod ich klatką.
(Daniel powinien był przemyśleć to całe gotowanie, kiedy w chaosie w kuchni prawie podpalił sobie włosy. Ale ofiar ani w ludziach, ani w garnkach nie było.)
My bubu?
- Opowiesz mi coś o Summer? - Przekrzywił głowę by ułatwić Caspianowi związywanie jego włosów. Chłopak zaczął natychmiast mówić, jakby miał przygotowane zawczasu odpowiedzi.
- W lato dwa lata temu złamała sobie nos próbując gonić grafika kiedy ten zabrał jej telefon i zadzwonił na jej grupę klasową i poślizgnęła się na podłodze tuż przed drzwiami, uderzając w nie całą twarzą. W szybie w tych drzwiach nadal jest pęknięcie w kształcie jej brwi. Było śmiesznie, bo moja mama źle się czuje na widok krwi a tego było DUŻO - zaczął opowiadać przejęty jedną historię po drugiej, nie dając mu żadnych konkretnych informacji o jego siostrze. Przy tym cały czas splatał, czesał, związywał włosy Daniela, którego kark po dobrych trzydziestu minutach historii zaczął drętwieć. Anegdoty o Summer, ale teraz też o grafiku i mamie Caspiana wydawały się nie kończyć, więc Daniel został bardzo zaskoczony, kiedy blondyn pociągnął pukle jego włosów by zwrócić jego uwagę.
- A ty? Nie mówiłeś mi nigdy o swojej rodzinie - zauważył, co także zdziwiło Daniela. Znał Caspiana już na tyle, że wiedział, że jak zacznie o czymś mówić, to prędko nie skończy. Ale znał też ciekawość chłopaka, który musiał wiedzieć wszystko, jak najszybciej i jak najprędzej. Daniel zaśmiał się cichutko, myśląc o tym.
- Moi rodzice mieszkają niedaleko. Jakieś czterdzieści-pięćdziesiąt minut jazdy stąd. Są kochani ale mają dużo pracy więc nie widzimy się jakoś szczególnie często poza świętami, i tak dalej... - Daniel ucichł, zastanawiając się czy powiedzieć coś na temat Bena, który to już nie rani go tak jak kiedyś, lecz nadal jest bardzo ciężkim na taką rozmowę. Caspian rozwiązał tę zagwozdkę za bruneta.
- Czyli jesteś jedynakiem? - zapytał, ciągnąc nie tak chętnego do ciągłego gadania (jak niektórzy) Daniela za język, nieświadomie podejmując decyzję za starszego chłopaka. Teraz niebieskooki musiał tylko się zastanowić jak do tego podejść.
- Uhmm... - Zająknął się mimowolnie, czując małe poczucie winy, że obarcza tym Caspiana w tak przyjemne popołudnie.
- Miałem brata. Ben, był młodszy. Od mieszka trochę dalej i nie za bardzo możemy się spotykać, chyba, że moje wizyty na cmentarzu liczą się jako spotkania - dokończył, niezręcznie. Celował w lekki ton, ale niezależnie od jego starań, wygadany zazwyczaj chłopak ucichł, prawdopodobnie niezdolny do odpowiedzi. Jego dłonie nadal przeczesywały włosy Daniela, choć powoli zwalniały. Wtedy Caspian zrobił coś bardzo w stylu Caspiana i zsunął się z kanapy, wzbudzając zainteresowanie śpiącego do tej pory smacznie Grafika. Blondyn wpakował się Danielowi na kolana, oplatając się wokół chłopaka jak opos, po prostu ściskając go, w ramach odpowiedzi. Brunet uśmiechnął się lekko, zanurzając nos w włosach Caspiana, który swoją głowę oparł wygodnie o ramię bruneta. Uścisk nie znaczył wiele, byli po prostu dla siebie i tuląc się w komfortowej, choć bardzo rzadko przy nich obecnej ciszy. Grafik, także skory na pieszczoty zaczął się wpychać między nich, jakby był małym szczeniakiem a nie dorosłym psem. Wtedy się od siebie odkleili, Caspian wysyłający najpierw Grafikowi pełne miłości spojrzenie a potem zaskakująco (tego popołudnia Caspian był pełen niespodzianek) poważny wzrok skierował na Daniela.
- Nie wiem nic o moim tacie - szepnął, co także było raczej rzadkie jeśli o nich chodziło. To chyba była po prostu ta chwila. Nie znali się długo, ale musieli postawić to na stół, te okrutne lecz nadal ważne w ich życiu rzeczy, by mogli je przetrawić a następnie wspierać się kiedy trzeba. Daniel przycisnął małego buziaka w czoło młodszego chłopca i wysłał mu nieśmiały uśmiech.
- Pożyczę ci mojego. Podzielisz się ze mną Summer? - zapytał, dostając "groźne" spojrzenie w zamian, kiedy blondyn natychmiastowo zamienił się w personalnego strażnika i rycerza swojej siostry. Daniel nawet nie mógł już powiedzieć, że go to zaskoczyło, nie po takim wieczorze.
- Nieważne czy jesteś moim przyjacielem, żaden chłopak nie zbliża się do mojej siostry - powiedział Caspian, tym "groźnym" głosem. Zatrzymał się na chwilę.
- Ale jak się dołożysz na karmę dla Grafika to możesz być jego tatą chrzestnym - powiedział, głaszcząc kudłate stworzenie po głowie, kiedy ono nadal próbowało się wepchnąć między nich.
- Masz ochotę na makaron? - zapytał może trochę losowo Daniel. Ale błagam, każdy wie, że makaron to najlepszy sposób aby zapomnieć o zmartwieniach. Caspian na pewno o tym wiedział, patrząc na to jak ochoczo pokiwał głową.
- Okej, co ty na to, ty pójdziesz do sklepu... - Zaczął Daniel i zatrzymał się w środku zdania, przypominając sobie, że raz znalazł Caspiana w sklepie po drugiej stronie miasta.
- Pójdziemy razem do sklepu kupić wszystko co potrzebne - poprawił się momentalnie. - A potem ugotujemy to tutaj dla wszystkich, szukanie właściciela tych bokserek pewnie ich zmęczyło - dokończył. Caspianowi widocznie spodobał się ten pomysł, patrząc na to, że już zapinał Grafikowi smycz, jednocześnie zakładając bluzę. Całe szczęście, sklepik był tuż pod ich klatką.
(Daniel powinien był przemyśleć to całe gotowanie, kiedy w chaosie w kuchni prawie podpalił sobie włosy. Ale ofiar ani w ludziach, ani w garnkach nie było.)
My bubu?
wtorek, 16 kwietnia 2019
“When you are a Bear of Very Little Brain, and you Think of Things, you find sometimes that a Thing which seemed very Thingish inside you is quite different when it gets out into the open and has other people looking at it.”
Emocje Caspiana zazwyczaj znajdowały się poza skalą już na poziomie codziennego życia, co tu wspominać o momentach, kiedy coś się rzeczywiście działo. Nic więc dziwnego, że kiedy szedł w kierunku studia wskazanego przez znajomego Daniela, praktycznie trząsł się z podekscytowania i nerwów. Grafik spoglądał co chwilę na swojego właściciela, przez co wpadał mu pod nogi.
- Nie masz się czym denerwować, Aaron jest miły, nawet się nie obejrzysz, a przyjdę cię odebrać - pocieszył go po raz głos Daniela w telefonie, kiedy stanęli przed drzwiami prowadzącymi do studia, po kondygnacji schodów, która wydawała się nieskończona.
- Dzięki wielkie. Postaram się niczego nie spieprzyć. Muszę kończyć, pa!
Po rozłączeniu się, Caspian stanął w ciszy pod drzwiami, zbierając się w końcu na odwagę, by zadzwonić. Otworzył je osobnik z aparatem na szyi, o włosach w kolorze dziecięcego błękitu. Jego ramiona pokrywały kolorowe tatuaże, które z miejsca przykuły uwagę rozbieganego wzroku blondyna.
- Cześć! Jesteś Cas- Czy to jest pudel?! - nieznajomy prawie wrzasnął, wlepiając spojrzenie w Grafika, spoglądającego na niego z uśmiechniętym pyskiem.
Caspian poczuł jak całe jego zdenerwowanie topnieje w sekundę i już po chwili potrząsał rekę fotografa z promiennym uśmiechem.
- Tak! Ma na imię Grafik i jest bardzo dobrym pieskiem! Można głaskać, ucieszy się.
Mężczyzna roześmiał się ciepło, schylając się, by podrapać psa za uchem.
- Miło was poznać, jestem Aaron. Kiedy Daniel dawał mi twój kontakt nie sądziłem, że załatwię sobie dwóch modeli jednego dnia - powiedział, przepuszczając ich w drzwiach.
Caspian roześmiał się, w międyczasie ściągając z siebie kurtkę, szalik i czapkę z ogromnym pomponem.
- A ja zastanawiałem się, czy powinienem zabierać ze sobą Grafika.
- Czułbym się poważnie oszukany przez los, gdybyś się nie zdecydował. Jest taki uroczy!
Wszelka niepewność Caspiana stopniała do reszty, kiedy Aaron usiadł na podłodze, by, jak to określił, pogłaskać psa porządnie.
- Uwielbiam wszystkie psy, ale pudle to prawdziwy dar niebios i nikt nie przekona mnie, że jest inaczej. Jestem walnięty na ich punkcie - mężczyzna wskazał na przypinkę z pudlem na swoim plecaku.
- Nie znam żadnego innego pudla, ale Grafik jest cudowny. I w sumie mógłby być nawet aniołem.
Nerwy wróciły na moment przy pierwszym ze zdjęć, ale po usłyszeniu po raz kolejny, że wszystko jest okej i wygląda super, Caspian rozluźnił się, przestając się przejmować obecnością kamery, zmieniając tylko stroje. Na kilku zdjęciach pojawił się nawet Grafik, w całej swojej futrzastej, uśmiechniętej glorii.
- I to tyle! - rzucił Aaron, odkładając aparat.
Blondyn westchnął dramatycznie i wyszedł do łazienki, by przebrać się ostatecznie w swoje ciuchy. Kiedy wrócił, opadł z zadowoleniem na podłogę obok mężczyzny i Grafika, z dala od gorąca lamp.
- Uwielbiam tatuaże - powiedział Caspian, dziobiąc palcem w jeden z nich, intensywnie czerwoną rybę o złotawych płetwach.
Aaron uśmiechnął się w jego stronę, na moment odrywając się od głaskania psa, by ściągnąć z siebie koszulę, ukazując więcej kolorowego tuszu pokrywającego jego skórę.
- Też je lubię i jestem zdania, że wcale nie muszą mieć znaczenia. Skoro koloruję sobie włosy, to czemu nie resztę ciała.
- Uważam tak samo! Kilka miesięcy temu miałem ten sam kolor włosów. No, prawie.
Chłopak przeczesał palcami swoje włosy zamaszyście, po czym ich opuszki wróciły na ramię Aarona, by śledzić linie rybich łusek.
- Dla mnie tatuaż to trochę za dużo zobowiązania. Za często zmieniam zdanie.
Rozmowę przerwało pojawienie się Daniela, w którego stronę pierwszy pobiegł Grafik, machając ogonem. Caspian poderwał się chwilę później, by rzucić się na niego z masą słów naraz, podekscytowany opowiadając o wszystkim.
- Polecę cię tu i ówdzie, jeśli zgadzasz się, żebym mógł dać komuś twój numer. Albo maila - zaproponował Aaron, kiedy już się żegnali.
Caspian przytulił go z szerokim uśmiechem i podziękowaniem.
- Widzisz, mówiłem, że jesteś naturalny - oświadczył Daniel, kiedy już znaleźli się za drzwiami.
- Nie mów mi, że jesteś kolejną osobą, która ma zawsze rację. Nie zniosę drugiej Connie w moim życiu. I chodźmy na gofry. Chcę takiego z czekoladą i bitą śmietaną.
***
Gdzieś w połowie grudnia Daniel został wezwany na Wielką Akcję Przenosin, czyli rotację pokojów w mieszkaniu Caspiana. Ze względu na to, że żyły tam cztery osoby - Caspian, Connie, Chris i Zach, ale pokojów było tylko trzy, dwie z nich musiały się dzielić. Dwa pomieszczenia były dwuosobowe, ale znalezienie kolejnego wspólokatora, by wypełnić brakujące miejsce było trudnym zadaniem, bo mało kto był w stanie znieść warunki. Losowanie odbywało się za pomocą rzutów kostką i ewentualnego handlu potem.
Daniel zjawił się w mieszkaniu już po tej uświęconej ceremonii. Drzwi otworzył mu Zach, który dopiero wracał z pracy. Zastali ciekawą scenę - pozostała trójka wspólokatorów siedziała bowiem wokół stołu, na którym leżała pojedyncza para bokserek, w którą wszyscy wpatrywali się z zaangażowaniem.
- Kolejny Obcy? - spytał Zach, przeciskając się obok nich, by dostać się do lodówki.
Caspian oderwał wzrok na moment, by uśmiechnąć się do Daniela.
- Tak. Naprawdę nie mam pojęcia, skąd one się biorą. Pytam was, ladacznice, kto znowu przyprowadził kogoś do mieszkania, pomimo zakazu - Connie spojrzała na gromadkę stłoczonych obok siebie facetów.
- Wiemy, kto na pewno nie - zarechotał Chris, na co Caspian palnął go w tył głowy, nieco zaczerwieniony.
- Przynajmniej mam jakieś standardy!
- Nie kłocić się!
- Skoro to na pewno nie ja, to sobie idziemy, okej?
Nikt Caspianowi nie odpowiedział, kiedy ten zaciągnął Daniela do swojego pokoju, obecnie w stanie jeszcze większego chaosu niż zazwyczaj.
- Co to miało być?
- Przy każdych przenosinach znajdujemy przynajmniej jedną część ubrania, która nie należy do żadnego z nas. A zasada w mieszkaniu jest taka, że nie przyprowadzamy tu ludzi na noc, bo ściany są cienkie, a ja tym ludziom muszę patrzeć w oczy przy śniadaniu.
Daniel parsknął śmiechem, widząc czyste zdegustowanie na twarzy Caspiana. Ten przewrócił oczami i wpechnął mu w ramiona zwiniętą w kulkę masę ciuchów, po czym sam sięgnął po podobną kupę.
- Tym razem nie miałeś szczęścia?
Caspian westchnął tylko na to pytanie, zrzucając ubrania materac jednego z łóżek. Druga strona pomieszczenia była już zajęta, względnie posprzątana w porównaniu do chaosu po stronie Caspiana.
- Chris i ja wylosowaliśmy dwójkę.
Kilka kursów później wszystkie rzeczy Caspiana zalewały już podłogę jego połowy. Blondyn z pomocą Daniela próbował władować wszystkie swoje ubrania do niewielkiej szafy, która nie miała szans na pomieszczenie wszystkiego. Reszta skończyła w pojemnikach pod łóżkiem, na łóżku natomiast skończył Caspian, twarzą w dół, marudząc w materac, że się nudzi.
- Możemy gdzieś wyjść.
Propozycja Daniela sprawiła, że Caspian odwrócił głowę, by na niego spojrzeć (i złapać trochę powietrza), akurat w momencie, kiedy ten wiązał włosy.
- Danieeeeel~
- Hmm?
Podejrzliwe spojrzenie stało się jeszcze bardziej podejrzliwe, kiedy Caspian wyciągnął z nocnej szafki grzebień, szczotkę i stos gumek do włosów.
- Mogę pobawić się twoimi włosami? Bardzo ładnie proszę!
- A umiesz?
Chłopak prychnął tylko, uśmiechając się z zadowoleniem, wiedząc, że już osiągnął swoje - zainteresował ofiarę.
- Pfff, ty mnie pytasz czy ja umiem? Moja siostra, Summer, całe życie ma super długie włosy, a ja byłem podręcznym stylistą.
Daniel westchnął ciężko, ale posłusznie odwrócił się, opierając plecami o łóżko i odchylając głowę do tyłu.
- Tylko nie skrzywdź ich za mocno.
Dłonie Caspiana natychmiast zanurzyły się w ciemnych pasmach, ale ich dotyk był zaskakująco delikatny jak na niecierpliwą osobowość chłopaka.
- Masz takie ładne włosy...
Danieeeel?
środa, 10 kwietnia 2019
“How did it get so late so soon?”
Daniel, widząc wtulającego się w niego młodszego chłopaka nie mógł być zły na Maddie, która wbrew jego woli napisała z jego telefonu do Caspiana, zmęczona smętnym nastrojem, panującym w mieszkaniu. Bowiem parę dni po incydencie z tamtym potworem, poza szybką wizytą u Caspiana następnego dnia, Daniel spędził w łóżku, zupełnie obojętny na cały świat, wyprany z emocji po takim przeżyciu. Nie był to pierwszy raz, ale bliźniaków zawsze martwiło gdy nie mógł jeść i opuszczał wykłady. Simon przynosił mu leki i wodę, upewniając się, że je przyjmie, podczas gdy Maddie próbowała go karmić. Daniel był rodzeństwu niesamowicie wdzięczny ale czuł przygnębiające poczucie winy, że ich tak martwi. Nie tylko dlatego nie mógł spojrzeć sobie w lustro - ciemne tęczówki jego oczu tylko przyprawiały go w dalszym ciągu o mdłości, bał się, że wraz z tym cieniem zaszła w nim jakaś zmiana, przemieniając go w coś ciemnego i przerażającego. Całe szczęście w pewnym momencie te lęki go opuściły, gdy Maddie pewnego dnia zauważyła, że jego oczy wyglądają na jaśniejsze. Teraz mogli obserwować jak ciemna barwa powoli znika, ukazując srebrzystoniebieskie oczy, jakie dobrze znali. Był to pierwszy sukces. Daniel zaczął wstawać (ale jeszcze nie chodzić na wykłady), zamiast tylko leżeć w łóżku chwytał swojego laptopa i obrabiał zdjęcia do swojego projektu. Były to małe kroczki. Dużym krokiem było natomiast spotkanie się po jakimś czasie z Caspianem, który właśnie odsuwał się od niego ze swoim charakterystycznym, szerokim uśmiechem, który Daniel oczywiście odwzajemnił. Jak bardzo ten krok na początku napawał go przerażeniem, teraz nie mógł go szczególnie żałować, zwłaszcza kiedy młodszy chłopak z wąsem z bitej śmietany poganiał go, żeby wykonał swój ruch. Oczywiście, nadal przygnębiała go cała sytuacja. Nie mógł powstrzymać myśli mówiących mu, że nic dla Caspiana nie znaczy, że ich relacja nie ma sensu. Były one stale wpisane w jego podświadomość, nękając go w każdej możliwej sytuacji. Właśnie to, że dobrze je znał, go ratowało - potrafił już przez większość czasu powiedzieć, które były rezultatem jego depresji, które wmawiały mu głupoty. Nie tylko to, Daniel też potrafił myśleć, wiedział, że Caspian jest jeszcze tak naprawdę dzieckiem, a było to oczywiste, jak młodszy chłopak się wstydził i żałował tamtej nocy. Dlatego przed kolejnym rzutem kostką, roztrzepał jeszcze włosy blondyna, który w zamian wysłał mu nie tak ogromny uśmiech jak zwykle, ale jeden mniejszy, trochę nieśmiały, za to pełen ulgi.
***
Daniel ledwo powstrzymywał się od bujania się do cichej, jazzowej muzyki, wypełniającą salę do rysunku. Całe szczęście mógł siedzieć z zamkniętymi oczami, ochraniając je od ostrego, padającego na niego światło. Bonny, której pozował do portretu stwierdziła, że ten spokojny, wyciszony wyraz twarzy jak najbardziej pasował do jej pracy. Poprosiła go o pomoc po jednych z ich wspólnych zajęć, oferując mu zapłatę albo posiłek za modeling - powiedziała, że była oczarowana jego pięknymi włosami i bardzo chciała go uwiecznić w rysunku, jako część jej pracy finałowej. Skłonny do pomocy, nawet bez przekupienia jedzeniem, Daniel, zgodził się oczywiście, dzięki czemu siedział już trzecią godzinę na plastikowym krześle w słabo ogrzanej sali. Czuł jak kark mu drętwieje a jego stopy były już okropnie zmarznięte. Rudowłosa dziewczyna powtarzała mu jednak, że już kończy, co było jedyną rzeczą trzymającą go w miejscu. Na szczęście dziewczyna nie kłamała, bo po prawie dwudziestu minutach powiedziała, że wszystko skończone. Pomogła mu nawet rozmasować ten cierpiący kark, zanim podniósł się z krzesła. Był pod wrażeniem gdy zobaczył siebie na papierze, z rzeczywiście spokojnym wyrazem twarzy i delikatnymi rysami. Porozmawiali jeszcze trochę, śmiejąc się do siebie, zanim Daniel zostawił dziewczynę by mogła już sama posprzątać i zamknąć salę. Otulony w końcu w ciepłą kurtkę, przewiesił sobie torbę przez ramię i zaczął spokojnym tempem, nadal trochę bujając się do grającego mu teraz w głowie jazzu, iść w kierunku wyjścia. Kiwnął Robertowi, swojemu profesorowi od fotografii głową na pożegnanie. Mężczyźnie jednak musiało się coś przypomnieć, bo chłopak usłyszał po paru sekundach, jak profesor woła jego imię. Odwrócił się żeby ujrzeć szeroki uśmiech Roberta.
- Daniel! Wybacz, dopiero po sekundzie sobie przypomniałem. Miałem ci powiedzieć na zajęciach, ale skoro już na siebie wpadliśmy to mogę ci przekazać dobre wieści - powiedział swoim nadmiernie podekscytowanym głosem, zaciekawiając Daniela skutecznie tymi dobrymi nowinami.
- Trzy twoje zdjęcia zostały wybrane na coroczną, przedświąteczną, studencką wystawę, połączoną z aukcją. Jeśli się zgodzisz, to powiesimy je w sali fotografii i jedno z nich wystawimy. Dochód z aukcji idzie oczywiście na charytatywny cel, tak jak zawsze - powiedział mężczyzna, zaskakując Daniela mocno. Chłopak oczywiście znał przedświąteczny zwyczaj jego uczelni, jeszcze lepiej wiedział, że osoby na jego roku rzadko zostają wybrane, dając raczej szansę starszym studentem. Dlatego ochoczo pokiwał głową jednym uchem już słuchając, że wystarczy, że podpisze zgodę. Po paru minutach prawie, że biegł do mieszkania (uważając tylko na śliskim lodzie), wysyłając pełne niepotrzebnych wykrzykników smsy do Caspiana i bliźniaków.
***
Dnia aukcji Daniel wracał do mieszkania podchmielony radością, upity wręcz wieloma komplementami na temat jego zdjęć, na których ujęty był Caspian w ogrodzie. Wyszły one zaskakująco dobrze, patrząc na prowizoryczność tamtej sesji. Podczas spaceru z powrotem do mieszkania, zaszli tylko do supermarketu kupić ulubione wino Daniela. Ledwo weszli do mieszkania i przebrali się w bardziej wygodne rzeczy, do drzwi zaczął dobijać się Caspian z paroma opakowaniami chińszczyzny. Młody chłopak nie towarzyszył im na wystawie, która niefortunnie odbywała się w godzinach jego pracy, dlatego ustalili, że potem będą tanio świętować już u nich w mieszkaniu. Maddie pochłaniała niepokojąco duże ilości kurczaka w sosie słodko-kwaśnym, Caspian objadał się w smażonych bananach w cieście. Daniel powinien pomóc Simonowi upominać ich i przypominać, że powinni zachować umiar, inaczej rozbolą ich żołądki, ale uznał, że byłaby to hipokryzja, patrząc na to, że nie oszczędzał sobie tej nocy na winie. Zakończenie wieczoru było do przewidzenia - Maddie jęczała na swoim łóżku, trzymając się kurczowo za brzuch, Simon wyglądał na zwyczajnie zmęczonego życiem. Caspian na szczęście czuł się w miarę normalnie, nie licząc tego, że nawet mała ilość wina trafiła do jego lekkiej głowy, powodując, że chłopak był jeszcze bardziej niż zwykle rozchichotany. Głowa Daniela natomiast wręcz przeciwnie, wydawała się niepokojąco ciężka w obracającym się za szybko wobec niego świecie. Simon wysłał tę dwójkę do pokoju Daniela, uświadamiając im, że jest zbyt późno i Caspian wypił zbyt dużo wina, by mógł wracać do siebie. Przebrali Caspiana w dresy Daniela, czkając i zaśmiewając się okropnie za każdym razem, gdy nie mógł trafić w nogawkę. Położyli się w końcu, momentalnie się w siebie wtulając, nadal śmiejąc się lekko, teraz bardziej dla samego śmiechu niż z jakiegokolwiek powodu. Dlatego gdy blondyn zapytał nagle, czy Daniel przyszedł by na jego pogrzeb, nawet zagubiony trochę w rzeczywistości brunet był zszokowany tym pytaniem. Rozpoczęli długą dyskusję na przeróżne tematy, raz nawet ocierając kołdrą łzy, kiedy myśleli o losie dzieci z Afryki. Gdy przestali szlochać, zapanowała cisza wydająca się aż nie na miejscu. Tym razem to Daniel odezwał się pierwszy.
- Jestem taki... - przerwał szukając słowa, zanim znalazł piękny, rzadki, poetycki wręcz wyraz, idealnie mu pasujący. - Szczęśliwy - dokończył z uśmiechem na twarzy.
- Zdjęcia były świetne. Dzieci z rakiem dostaną dwieście dolarów tylko dlatego, że jakiś gość zapłacił tyle za m o j e zdjęcie - zachwycił się. W tym momencie przypomniał sobie coś, o czym koniecznie musiał powiedzieć Caspianowi zanim zasnął.
- Jeden gość, który oglądał zdjęcia, z branży, absolwent mojego kierunku, chciał dowiedzieć się kim jesteś i wynająć cię jako modela na jego sesję z ubraniami na jakiś nowy, mały, lokalny sklepik internetowy - wyszeptał końcówkę, chichocząc trochę kiedy Caspian dramatycznie złapał oddech.
- I co? - zapytał, jakby czekał na zakończenie strasznej, przejmującej opowieści.
- I powiedziałem mu, że dam ci jego numer. To niezła kasa, wiesz? - mruknął Daniel, czując jak robi się co raz bardziej senny. Wtulił twarz w szyję Caspiana, ciesząc się, że ma jak ogrzać swój zimny nos.
- Ale ja nie modeluję - dostał krótką odpowiedź.
- Jesteś naturalny w tym, byłbyś ekstra. Jesteś przeuroczy - wymamrotał jeszcze brunet i złożył krótkiego, przesadnie głośnego buziaka na czubku ucha Caspiana i ponownie wtulając się w jego szyję, zasnął.
Ups?
niedziela, 7 kwietnia 2019
“Life's randomness is fairly well orchestrated.”
Carrie chichotała jak głupia podczas gdy Cookie próbowała z uparciem wgryźć się w szczotkę, której dziewczyna używała do czesania jej. Psica ewidentnie myślała, że to czas na zabawę, patrząc na to, że pojawiła się koleżanka z pracy - co najwyraźniej było rzadkością. Niewiele czesania miało miejsce, co chyba coraz bardziej frustrowało Jaspera, patrząc na jego wyraz twarzy, którego dziewczyna jeszcze nie znała. Gdyby mniej go znała, stwierdziłaby, że próbuje się uśmiechnąć, co było dla niej czystą abstrakcją. Przytuliła więc Cookie, próbując ją uspokoić, wzdychając z ulgą, gdy psica przestała niecierpliwie gonić za szczotką, pozwalając Carrie na wyczesanie jej. Sol był znacznie prostszym zadaniem, wyczekując na koniec czesania tak samo jak blondynka, której od sierści kręciło się w nosie. Oboje dzielnie wytrwali do finału, Carrie otrzepała dłonie nad wiaderkiem i zapytała bruneta o drogę do toalety, czując nadal potrzebę umycia rąk. Próbowała ukryć swoje zdziwienie, jak zobaczyła, że Jasper nie tylko podniósł głowę znad misek z karmą, ale nawet się podniósł i ją zaprowadził, zamiast zwyczajnie podać jej kierunek, jak to się tego po nim spodziewała. Chyba obecność jego psów rzeczywiście go zmiękcza. Myjąc ręce rozważała czy nie zrobić sobie bardziej klubowego makijażu po prostu wykorzystując swoich umiejętności w celu ułatwienia sobie roboty, ale zdecydowała przeciwko temu. Jasper pewnie niezbyt szybko będzie gotowy opuścić jego futrzaki, co da jej mnóstwo czasu na zrobienie makijażu w "manualny" sposób. Wyszła więc z toalety i złapała swoją torbę gdzie miała swoją przenośną kosmetyczkę i zabrała się do roboty.
***
Dopiero gdy kończyła, zauważyła, że Jasper przyglądał jej się z ciekawością. Spakowała matową pomadkę, której warstwę dopiero co nałożyła na usta i spojrzała na niego pytająco.
- Gotowa? - zapytał mężczyzna, pieszcząc automatycznie Tequilę.
- Prawie - odpowiedziała, chowając kosmetyczkę z powrotem do torby. - Podjedziemy jeszcze do mnie. Chcę się przebrać - dokończyła, przeczesując palcami włosy. Mężczyzna pokiwał głową.
- To chodźmy - rzucił, wstając z podłogi. Gdy uświadomił sobie, że Carrie nie rusza się z miejsca, podniósł brew.
- A ty? - powiedziała tylko.
- A co ja? - odpowiedział, powodując głębokie westchnienie u dziewczyny.
- O ile twoje psy są cudownym sposobem na podrywanie kobiet, to ich sierść na całej twojej koszulce już mniej. Poza tym, nie ubierasz się tak do "komara". Idź się przebrać - rzuciła nieznoszącym nieposłuszeństwa głosem. Musiał więc ją zakwestionować.
- Nie wiem po co. To tylko głupi klub - wzruszył ramionami z obojętnością.
- To najbardziej ekskluzywny klub w mieście, więc albo pójdziesz sam grzecznie się przebrać albo ja idę ci grzebać w szafie i naruszać twoją prywatność, nie wspominam o tym, co będzie przy samym przebieraniu - zagroziła, czego on oczywiście nie wziął na poważnie. Podniósł podbródek dumnie, rzucając jej pełne wyzwania spojrzenie.
- Proszę bardzo - powiedział, patrząc z niedowierzaniem jak rzeczywiście dziewczyna wstaje i zaczyna poszukiwania jego sypialni.
***
Carrie patrzyła z zadowoleniem na swoje dzieło gdy nakładała rozświetlacz na kości policzkowe mężczyzny, jego nieco kremowy odcień pasujący do brązowego cienia, który oczywiście dobrała pod kolor koszuli Jaspera, którą jakieś półgodziny temu wyciągnęła z szafy biedaka, wraz ze świeżymi jeansami. Na szczęście przebierania go, nie musiała już brać na siebie, patrząc na to, że chyba dość jasno pokazała, że nie wyjdzie z domu tak ubrany. Przy makijażu nadal się trochę opierał, co nie przeszkodziło jej w delikatnym podkreśleniu jego oczu, które szczerze, przy tym tonie wyglądały na tak cudownie czekoladowe i delikatne, że miała ochotę przybić sobie samej piątkę za wybranie go. Wyprostowała się, z radością stwierdzając, że mężczyzna jest gotowy, wykorzystując jeszcze tę sekundę by przeczesać jego włosy. Otrzepała dłonie jakby po niebywałym wysiłku oglądając mężczyznę z zadowoleniem.
- Prawie dobrze wyglądasz - stwierdziła i zaczęła radośnie żegnać się z każdym z piesków, ledwo dając na to czas Jasperowi.
- Prawie dobrze wyglądasz - stwierdziła i zaczęła radośnie żegnać się z każdym z piesków, ledwo dając na to czas Jasperowi.
***
To, że Carrie była z siebie dumna to mało powiedziane. Gdyby ktoś ją o to zapytał (czego nikt nie zrobi, bo kto pyta o takie rzeczy) to stwierdziłaby, że czuła się jak w filmie. Dawno nie była tak pewna siebie i mogła przyrzec, że widziała jak ochroniarz rzuca Jasperowi zazdrosne spojrzenie gdy ich wpuszczał. Jeszcze było dosyć pusto, więc samo ich wejście zwróciło uwagę obecnych. Nie dziwiła im się, wyglądali świetnie. Poprowadziła Jaspera do niezbyt taniego baru, modląc się w duszy, żeby zaproponował, że zapłaci za ich drinki. Zaczęła ich obsługiwać młoda barmanka, proponując im najbardziej popularny drink, który był łatwym sposobem na rozpoznanie osób, odwiedzających komara pierwszy raz. Sama Carrie uważała, że taka ilość parasolek w jednej szklance to abominacja i prosty sposób na stracenie oka. Dlatego bardzo szybko podziękowała jej i poprosiła o whiskey z lodem. Kiedy Jasper zamawiał, ona odwróciła się w stronę podestu dj'a, gdzie stała jej dobra znajoma, Kelsey. Zamiast przywitać się, albo chociaż pomachać jak normalne osoby, stwierdziły, że finger guns jest lepszą alternatywą. Puściła jeszcze oczko, tak dla pewności i spojrzała na swojego współpracownika. Uśmiechnęła się najsłodziej jak tylko mogła i wniosła toast.
- Żebyśmy oboje skończyli dziś z kimś atrakcyjnym w łóżku - stuknęła swoją szklanką o szkło, które trzymał Jasper w dłoni, chichocząc z jego jęku rozpaczy.
Jak wiesz. Carrie jest atrakcyjna ;)))))))))))))))))))))
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)