niedziela, 7 kwietnia 2019

“Life's randomness is fairly well orchestrated.”

Carrie chichotała jak głupia podczas gdy Cookie próbowała z uparciem wgryźć się w szczotkę, której dziewczyna używała do czesania jej. Psica ewidentnie myślała, że to czas na zabawę, patrząc na to, że pojawiła się koleżanka z pracy - co najwyraźniej było rzadkością. Niewiele czesania miało miejsce, co chyba coraz bardziej frustrowało Jaspera, patrząc na jego wyraz twarzy, którego dziewczyna jeszcze nie znała. Gdyby mniej go znała, stwierdziłaby, że próbuje się uśmiechnąć, co było dla niej czystą abstrakcją. Przytuliła więc Cookie, próbując ją uspokoić, wzdychając z ulgą, gdy psica przestała niecierpliwie gonić za szczotką, pozwalając Carrie na wyczesanie jej. Sol był znacznie prostszym zadaniem, wyczekując na koniec czesania tak samo jak blondynka, której od sierści kręciło się w nosie. Oboje dzielnie wytrwali do finału, Carrie otrzepała dłonie nad wiaderkiem i zapytała bruneta o drogę do toalety, czując nadal potrzebę umycia rąk. Próbowała ukryć swoje zdziwienie, jak zobaczyła, że Jasper nie tylko podniósł głowę znad misek z karmą, ale nawet się podniósł i ją zaprowadził, zamiast zwyczajnie podać jej kierunek, jak to się tego po nim spodziewała. Chyba obecność jego psów rzeczywiście go zmiękcza. Myjąc ręce rozważała czy nie zrobić sobie bardziej klubowego makijażu po prostu wykorzystując swoich umiejętności w celu ułatwienia sobie roboty, ale zdecydowała przeciwko temu. Jasper pewnie niezbyt szybko będzie gotowy opuścić jego futrzaki, co da jej mnóstwo czasu na zrobienie makijażu w "manualny" sposób. Wyszła więc z toalety i złapała swoją torbę gdzie miała swoją przenośną kosmetyczkę i zabrała się do roboty.

***
Dopiero gdy kończyła, zauważyła, że Jasper przyglądał jej się z ciekawością. Spakowała matową pomadkę, której warstwę dopiero co nałożyła na usta i spojrzała na niego pytająco.
- Gotowa? - zapytał mężczyzna, pieszcząc automatycznie Tequilę. 
- Prawie - odpowiedziała, chowając kosmetyczkę z powrotem do torby. - Podjedziemy jeszcze do mnie. Chcę się przebrać - dokończyła, przeczesując palcami włosy. Mężczyzna pokiwał głową.
- To chodźmy - rzucił, wstając z podłogi. Gdy uświadomił sobie, że Carrie nie rusza się z miejsca, podniósł brew. 
- A ty? - powiedziała tylko.
- A co ja? - odpowiedział, powodując głębokie westchnienie u dziewczyny.
- O ile twoje psy są cudownym sposobem na podrywanie kobiet, to ich sierść na całej twojej koszulce już mniej. Poza tym, nie ubierasz się tak do "komara". Idź się przebrać - rzuciła nieznoszącym nieposłuszeństwa głosem. Musiał więc ją zakwestionować.
- Nie wiem po co. To tylko głupi klub - wzruszył ramionami z obojętnością. 
- To najbardziej ekskluzywny klub w mieście, więc albo pójdziesz sam grzecznie się przebrać albo ja idę ci grzebać w szafie i naruszać twoją prywatność, nie wspominam o tym, co będzie przy samym przebieraniu - zagroziła, czego on oczywiście nie wziął na poważnie. Podniósł podbródek dumnie, rzucając jej pełne wyzwania spojrzenie.
- Proszę bardzo - powiedział, patrząc z niedowierzaniem jak rzeczywiście dziewczyna wstaje i zaczyna poszukiwania jego sypialni. 

***
Carrie patrzyła z zadowoleniem na swoje dzieło gdy nakładała rozświetlacz na kości policzkowe mężczyzny, jego nieco kremowy odcień pasujący do brązowego cienia, który oczywiście dobrała pod kolor koszuli Jaspera, którą jakieś półgodziny temu wyciągnęła z szafy biedaka, wraz ze świeżymi jeansami. Na szczęście przebierania go, nie musiała już brać na siebie, patrząc na to, że chyba dość jasno pokazała, że nie wyjdzie z domu tak ubrany. Przy makijażu nadal się trochę opierał, co nie przeszkodziło jej w delikatnym podkreśleniu jego oczu, które szczerze, przy tym tonie wyglądały na tak cudownie czekoladowe i delikatne, że miała ochotę przybić sobie samej piątkę za wybranie go. Wyprostowała się, z radością stwierdzając, że mężczyzna jest gotowy, wykorzystując jeszcze tę sekundę by przeczesać jego włosy. Otrzepała dłonie jakby po niebywałym wysiłku oglądając mężczyznę z zadowoleniem.
- Prawie dobrze wyglądasz - stwierdziła i zaczęła radośnie żegnać się z każdym z piesków, ledwo dając na to czas Jasperowi.

***
To, że Carrie była z siebie dumna to mało powiedziane. Gdyby ktoś ją o to zapytał (czego nikt nie zrobi, bo kto pyta o takie rzeczy) to stwierdziłaby, że czuła się jak w filmie. Dawno nie była tak pewna siebie i mogła przyrzec, że widziała jak ochroniarz rzuca Jasperowi zazdrosne spojrzenie gdy ich wpuszczał. Jeszcze było dosyć pusto, więc samo ich wejście zwróciło uwagę obecnych. Nie dziwiła im się, wyglądali świetnie. Poprowadziła Jaspera do niezbyt taniego baru, modląc się w duszy, żeby zaproponował, że zapłaci za ich drinki. Zaczęła ich obsługiwać młoda barmanka, proponując im najbardziej popularny drink, który był łatwym sposobem na rozpoznanie osób, odwiedzających komara pierwszy raz. Sama Carrie uważała, że taka ilość parasolek w jednej szklance to abominacja i prosty sposób na stracenie oka. Dlatego bardzo szybko podziękowała jej i poprosiła o whiskey z lodem. Kiedy Jasper zamawiał, ona odwróciła się w stronę podestu dj'a, gdzie stała jej dobra znajoma, Kelsey. Zamiast przywitać się, albo chociaż pomachać jak normalne osoby, stwierdziły, że finger guns jest lepszą alternatywą. Puściła jeszcze oczko, tak dla pewności i spojrzała na swojego współpracownika. Uśmiechnęła się najsłodziej jak tylko mogła i wniosła toast.
- Żebyśmy oboje skończyli dziś z kimś atrakcyjnym w łóżku - stuknęła swoją szklanką o szkło, które trzymał Jasper w dłoni, chichocząc z jego jęku rozpaczy.

Jak wiesz. Carrie jest atrakcyjna ;)))))))))))))))))))))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy