Kawa - napój bogów, ambrozja świata medycznego. W krytycznych momentach jedyne, co wciąż pozwala ratować życia, w obliczu wad posiadania ludzkiego organizmu, który ma czelność domagać się więcej niż dwóch godzin snu dziennie. W przypadku Moriego, jego ostatni bastion przed zostaniem seryjnym mordercą, w drugiej dobie w pracy. Co prawda, w tym momencie wydawało mu się, że po kolejnym kubku zacznie wąchać kolory, a podłogi już przemawiały cichym głosem, zachęcając do położenia się choć na chwilę. Niestety, czasu na drzemkę nie było. Prywatny oddział ginekologiczny, działający po części jako klinika aborcyjna, zbierał niewiele pielęgniarek, większość omeg skupiała się wokół położnictwa i mniej traumatycznych partii medycyny, a alphy nie były mile widziane w miejscu wypełnionym często ofiarami gwałtu ze strony ich pokrewnych. Skutkiem tego, pielęgniarzy zawsze było za mało, a ci już dostępni pracowali w grafiku tak napiętym, że każda jego zmiana skutkowała katastrofą w postaci nadgodzin. Takowe wyrabiał Mori, siedząc półmatrtwy na recepcji, ściskając kubek z kawą w trzęsących się dłoniach i patrząc w ekran komputera nieruchomym wzrokiem - praktycznie śpiąc na siedząco.
Z "drzemki" wybudził go dźwięk otwieranych drzwi - było późno i wejście oddziału opustoszało, poza okazjonalnymi spóźnionymi gośćmi, wychodzącymi z odwiedzin.
- Dobry wieczór - Mori patrzył nieprzytomnie przez dłuższą chwilę na właściciela głosu, z zapachu sądząc, alphę.
- Dobry wieczór - odparł, potrząsając głową, by strząsnąć z siebie resztki snu.
- Pan w jakiej sprawie?
Dopiero wtedy zauważył stojącą obok mężczyzny dziewczynę, bladą jak ściana i widocznie poruszoną.
- Sprawa jest delikatna i...
Oczy omegi zwęziły się w szparki - słyszał te słowa już tysiące razy, z obu stron kontuaru.
- Może inaczej, w jakiej pani sprawie -zwrócił się w stronę kobiety, ignorując jej towarzysza.
- Potrzebuję rady i sprawdziliśmy w internecie i to miejsce było opisane jako przyjazne omegom i miałam nadzieję, że ktoś tutaj nam pomoże.
- I dobrze trafiliście. Nasz oddział jest bezpiecznym miejscem dla omeg - podkreślił słowa, patrząc wrogo na alphę - i postaram się ci pomóc. Przejdziemy na górę, tam mamy swoich psychologów i szczerze mówiąc, gabinety są o tej porze puste i dużo milsze, niż zabiegowy. Tylko kogoś zawołam, żeby przejął tutaj, okej?
Po nieśmiałym kiwnięciu głową posłał dziewczynie ciepły uśmiech i wycofał się w stronę pokoju socjalnego, gdzie na kanapie spał martwo jego współpracownik i dopiero po potężnym pociągnięciu za włosy udało się wydobyć Betę z objęć Morfeusza. Nieszczęśnik poczłapał więć bardzo niechętnie na recepcję, opadając na krzesło i natychmiast zapadając w drzemkę na biurku, omal nie trafiając twarzą w kubek Moriego.
- Możemy iść.
Omega poprowadził oboje w stronę windy, gdzie patrzył przez sekundę we własne odbicie, zastanawiając się, czy ta robota była na pewno warta takich worków pod oczami. Kiedy drzwi otworzyły się pewnie wyszedł na korytarz, włączając światła przed sobą. Prtzywitał go znajomy widok, i po kilku krokach skręcił w lewo, otwierając drzwi do jednego z mniejszych gabinetów, służących do właśnie takich celów - nieznajoma dziewczyna nie była pierwszą, ani na pewno ostatnią i Mori nie musiał pytać, by wiedzieć, o co chodziło. Pokój służył też jako odpoczynek dla Wilhelminy, suki Yorka, patrzącej właśnie na wchodzących z sofy.
- To jest Wilhelmina, jest tutaj psem towarzyszącym i moim prywatnym po godzinach. Możesz dotykać, jest przyzwyczajona. A pan poczeka na korytarzu na momencik - Mori odwrócił się i ze słodkim uśmiechem wypchnął Matta za drzwi, zamykając je.
- Zaczniemy od tego, czy chcesz żeby był przy rozmowie.
Dopiero kiedy dziewczyna potwierdziła, a Mori upewnił się kilka razy, otworzył drzwi z powrotem, bez słowa wpuszczając alphę do środka. Cała jego uwaga skupiła się na nieszczęsnej dziewczynie, unikającej jego wzroku. Dał jej czas, siadając na pobliskim krześle, naprzeciw niej, w odległości metra. Kiedy zaczęła mówić, zachęcił ją do opowiedzenia całej historii, kiedy zamilkła, nareszcie patrząc na niego załzawionymi oczami z nadzieją i bólem, który przecież tak dobrze znał, odezwał się, starając się nadać swojemu głosowi miękkie brzmienie, pomimo gniewu, jaki czuł.
- Po pierwsze, to był gwałt - dziewczyna drgnęła na to słowo, opuszczając wzrok na podłogę - nieważne, czy znałaś napastnika, czy świadomie doprowadziłaś do pewnego etapu, miałaś i masz pełne prawo zmienić zdanie. Kiedy zrobił cokolwiek po twojej odmowie, był to już gwałt. To czy podejmiesz kroki prawne nie leży w mojej gestii i nie jest teraz ważne, ale zachęcam. Po drugie, Kat, tak?
Kiwnęła głową, a Mori zsunął się z krzesła na podłogę, przyklękając przed nią i ujmując jej dłonie w swoje.
- Coś poradzimy, tak? Będzie dobrze, nie martw się.
Podał jej chusteczki i wyprostował się.
- Jesteś nieletnia, więc albo potrzebujemy zgody twoich rodziców, ale na to jak rozumiem, nie mamy co liczyć?
- Nie chcę ich martwić - wykrztusiła z siebie Kat.
Mori gładził bezmyślnie Minnie, tak jak Matt gładził Kat, uspokajająco.
- Możemy to zrobić po mojemu. Muszę spojrzeć w grafik, poczekajcie chwilę. Nie jesteś pierwsza, słońce, nie przejmuj się.
Beta wciąż spał, kiedy Mori znalazł się na dole. Delikatnie odsunął pielęgniarza od komputera, by sprawdzić system. Kilka kliknięć później już szedł do windy, by ponownie znaleźć się w gabinecie.
- Więc, mając siedemnaście lat potrzebujesz zgody prawnego opiekuna albo musi on być przy wizycie. To głupie, wiem, ale takie jest prawo. Mój znajomy lekarz jest podobnego zdania. Przyjmuje tutaj. Umówiłem się na wizytę w następną środę o 11, więc staw się tutaj o tej godzinie. Wejdziesz zamiast mnie, on cię zbada i przepisze tabletki, bo z tego co mówisz, to nie będzie jeszcze za późno. Do tego czasu musisz zrobić te badania - Mori wypisał listę i podał dziewczynie kartkę.
- Po wszystkim musisz się tylko znowu zgłosić do mnie, żebym mógł cię umówić na kolejną wizytę, żeby sprawdzić, czy wszystko poszło dobrze. Tam masz też mój prywatny numer, jakby coś się działo i żebyś mogła się ze mną skontaktować w sprawie drugiej wizyty. Na stronie internetowej znajdziesz informacje o naszych terapeutach i zachęcam, żebyś postarała się umówić, tym razem może z pomocą rodziców. Naściemniaj coś. Terapia to ważny punkt wychodzenia z takich sytuacji i na pewno zrobi ci lepiej. I to chyba tyle.
Mori sprowadził oboje na parter, żegnając ich krótko, w obliczu kolejnego kryzysu w postaci histeryzującej kobiety, z wyraźnymi śladami krwi na spodniach i w oczywistej ciąży. Dalsza część zmiany upłynęła w chaosie bieganiny, dzwonienia i podniesionych głosów. W mieszkaniu przywitał omegę uspokajający zapach własnego gniazda. Po nasypaniu Wilhelminie jedzenia, Mori padł na łóżko jak długi, zasypiając tuż po dotknięciu poduszki.
Babies?
wtorek, 28 maja 2019
poniedziałek, 27 maja 2019
"Hello I'm: Glad you exist"
Matt pokręcił głową z delikatnym uśmiechem.
- Niestety nie, sprawdź wszystko i spróbuj jeszcze raz - zachęcił delikatnie chłopaka siedzącego naprzeciw niego przy małym stoliku w jego gabinecie. Znaczy, "gabinecie". W tym celu został stworzony ten pokój, znajdujący się na parterze, obok jadalni i salonu. To nie znaczy, że tak był używany. Matt gabinetu nie potrzebuje, a tym bardziej Kat. Dlatego wspólnie spróbowali go przekształcić w małą salkę do korepetycji, którą często okupuje wieczorami z chętnymi do nauki matematyki. Była środa, oznaczało to korepetycje z Andym. Chłopak był pierwszą osobą, którą Matt zaczął uczyć. Był to syn sąsiadów, dwa domy dalej, więc rodzice nie bali się puścić ledwo co dojrzałą betę do domu alfy. Po Andym przyszli jego koledzy, bety i alfy, potem nawet odwiedzały go omegi, i choć bywały momenty, że najpierw musiał je ze sobą oswoić, w większości ludzi brali go po prostu za betę. Matt nie chciał wnikać czemu. Według siebie samego był dobrym Alfą, ale każdy ma swoje kryteria, jak zgaduje.
Andy zaczynał właśnie swój drugi rok w liceum, i choć od początku ich lekcji minęło już trochę czasu a chłopak zrobił rewelacyjne postępy, nikomu nie zaszkodzi trochę wsparcia. Ktoś mógłby powiedzieć, że głównie wsparcia finansowego dla Matta, ale chłopak ze swoją siostrą żyją całkiem wygodnie - bardziej służy mu to do zbierania doświadczenia do swojej wymarzonej pracy. Był jeszcze trzy lata przed uzyskaniem dyplomu, więc nie mógł jeszcze nawet myśleć o nauczaniu - jednak wizja jego, stojącego przy tablicy, wyjaśniającego funkcje logarytmiczne czy wielomianowe zawsze była obecna gdzieś z tyłu jego umysłu.
Andy ponownie podsunął mu zeszyt, tym razem z poprawnym rozwiązaniem, przerywając Mattowi tok myśli. Przybili sobie piątkę i mieli zająć się ostatnim zadaniem (bo do końca sesji zostało piętnaście minut) ale do pomieszczenia zapukała Kat z niesamowicie bladą jak kreda twarzą i zapachem, który z daleka śmierdział dystresem. Andy od razu zatkał nos, podczas gdy Matt poderwał się gwałtownie z siedzenia.
- Andy, skończmy wcześniej. Będziesz miał darmowy dodatkowy kwadrans w przyszłym tygodniu. Nastolatek szybko zrozumiał sytuację i po chwili już go nie było, rodzeństwo zostało same. Kat wyglądała jakby była blisko ataku paniki - bo chyba była bliska ataku paniki.
- Matt, przepraszam, musisz mi pomóc - zaczęła prosić, w jej głosie była błagalna nota. Usiedli na otomanie, zanim Kat już w stu procentach wybuchła płaczem, między szlochami przepraszając swojego brata. Matthew od razu ją przytulił, próbując usilnie ją uspokoić, ale sam fakt, że nie wie co się stało powodował u niego zdenerwowanie, co Kat najpewniej odczuwała, stresując się jeszcze mocniej.
- Kiedy byłam u Rachel na noc - zaczęła nagle, zaskakując swojego brata i wzięła głęboki oddech, na tyle ile pozwalał jej płacz. - Dziewczyny stwierdziły, że zaproszą innych. Zrobiła się z tego mała impreza? Byli tam różni chłopcy, w tym ten który mi się podobał.
Daniel chyba sam zbladł - domyślał się, że coś się tamtej nocy zmieniło. Kat zaczęła chodzić po domu z nieobecnym wzrokiem i wahać się tuż przed opuszczeniem samochodu przed wejściem do szkoły. Zajmował się nią większość swojego życia i nigdy wcześniej się tak nie zachowywała. Ufał jej jednak, że do niego przyjdzie, jeśli ma jakieś kłopoty. I przyszła, choć nie sądził, że to było coś na taką skalę, którą zgadywał słysząc sam wstęp do tej historii. Starał się głaskać ją po plecach.
- Graliśmy w prawdę czy wyzwanie - zapauzowała na chwilę. - Jeny, jaka ja byłam głupia! - powiedziała, ukrywając twarz w dłoniach. Po tym Matt zaczął głaskać ją po głowie, mówiąc, że jest w porządku.
- Dostaliśmy wyzwanie, żeby zrobić siedem minut w niebie w szafie Rachel. Oczywiście poszłam, bo to mój crush i początek wielkiego romansu, ale po tym jak wyszliśmy zamiast do reszty poprowadził mnie do pokoju gościnnego. Myślałam, że chciał się dalej całować, albo chociaż porozmawiać, ale w pewnym momencie zamknął drzwi i... - urwała.
- Mówiłam mu, że nie jestem gotowa i że nie przyjmuję antykoncepcji - zaszlochała a Matt poczuł jakby nóż mu się wbijał w serce. Jego kochana siostrzyczka wyglądała na tak zranioną i zrezygnowaną, że mimo swojego pokojowego nastawienia Matthew miał ochotę zamordować tego drania.
- Nie powinnam być wtedy płodna, więc siedziałam na razie cicho, nie chcąc zbędnie robić zamieszanie o nic, - przerwała gdy zobaczyła spojrzenie Matta. Jego dzielna siostra bała się użyć słowa gwałt, przyznać się, że ją wykorzystano i nic, nigdy chyba nie zraniło go bardziej. Kat przełknęła łzy.
- Ale Rachel mnie dziś zapytała czy trzymałam przed szkołą jakieś młode, bo całkowicie nimi pachnę - głos jej się załamał przy ostatnim słowie i pozwoliła, by jej brat, którego serce szalało, przytulił ją mocniej. Sam nie wiedział co robić, ale musiał pomóc Kat. Pomyślał chwilę.
- Czy chcesz powiedzieć rodzicom? - zapytał i poczuł od razu jak dziewczyna kręci głową na nie. Od strachu zakręciło mu się w głowie.
- To nie możemy pójść do kliniki, bo tam będą wymagać obecności rodzica. Skończysz płakać, siądziemy przed laptopem i poszukamy kogoś albo jakiegoś miejsca, gdzie ktoś może nam doradzić co zrobić i cię przebadać - mówiąc to złapał rękę Kat i ścisnął ją, jakby chcąc jej przekazać resztkę swojego spokoju. - Poradzimy sobie, coś wymyślimy. Będzie dobrze, okej? - powiedział i zmusił się do uśmiechu kiedy Kat pokiwała głową, odważając się by na niego spojrzeć.
Hmmmmm, ciekawe do jakiego miejsca trafią?
- Niestety nie, sprawdź wszystko i spróbuj jeszcze raz - zachęcił delikatnie chłopaka siedzącego naprzeciw niego przy małym stoliku w jego gabinecie. Znaczy, "gabinecie". W tym celu został stworzony ten pokój, znajdujący się na parterze, obok jadalni i salonu. To nie znaczy, że tak był używany. Matt gabinetu nie potrzebuje, a tym bardziej Kat. Dlatego wspólnie spróbowali go przekształcić w małą salkę do korepetycji, którą często okupuje wieczorami z chętnymi do nauki matematyki. Była środa, oznaczało to korepetycje z Andym. Chłopak był pierwszą osobą, którą Matt zaczął uczyć. Był to syn sąsiadów, dwa domy dalej, więc rodzice nie bali się puścić ledwo co dojrzałą betę do domu alfy. Po Andym przyszli jego koledzy, bety i alfy, potem nawet odwiedzały go omegi, i choć bywały momenty, że najpierw musiał je ze sobą oswoić, w większości ludzi brali go po prostu za betę. Matt nie chciał wnikać czemu. Według siebie samego był dobrym Alfą, ale każdy ma swoje kryteria, jak zgaduje.
Andy zaczynał właśnie swój drugi rok w liceum, i choć od początku ich lekcji minęło już trochę czasu a chłopak zrobił rewelacyjne postępy, nikomu nie zaszkodzi trochę wsparcia. Ktoś mógłby powiedzieć, że głównie wsparcia finansowego dla Matta, ale chłopak ze swoją siostrą żyją całkiem wygodnie - bardziej służy mu to do zbierania doświadczenia do swojej wymarzonej pracy. Był jeszcze trzy lata przed uzyskaniem dyplomu, więc nie mógł jeszcze nawet myśleć o nauczaniu - jednak wizja jego, stojącego przy tablicy, wyjaśniającego funkcje logarytmiczne czy wielomianowe zawsze była obecna gdzieś z tyłu jego umysłu.
Andy ponownie podsunął mu zeszyt, tym razem z poprawnym rozwiązaniem, przerywając Mattowi tok myśli. Przybili sobie piątkę i mieli zająć się ostatnim zadaniem (bo do końca sesji zostało piętnaście minut) ale do pomieszczenia zapukała Kat z niesamowicie bladą jak kreda twarzą i zapachem, który z daleka śmierdział dystresem. Andy od razu zatkał nos, podczas gdy Matt poderwał się gwałtownie z siedzenia.
- Andy, skończmy wcześniej. Będziesz miał darmowy dodatkowy kwadrans w przyszłym tygodniu. Nastolatek szybko zrozumiał sytuację i po chwili już go nie było, rodzeństwo zostało same. Kat wyglądała jakby była blisko ataku paniki - bo chyba była bliska ataku paniki.
- Matt, przepraszam, musisz mi pomóc - zaczęła prosić, w jej głosie była błagalna nota. Usiedli na otomanie, zanim Kat już w stu procentach wybuchła płaczem, między szlochami przepraszając swojego brata. Matthew od razu ją przytulił, próbując usilnie ją uspokoić, ale sam fakt, że nie wie co się stało powodował u niego zdenerwowanie, co Kat najpewniej odczuwała, stresując się jeszcze mocniej.
- Kiedy byłam u Rachel na noc - zaczęła nagle, zaskakując swojego brata i wzięła głęboki oddech, na tyle ile pozwalał jej płacz. - Dziewczyny stwierdziły, że zaproszą innych. Zrobiła się z tego mała impreza? Byli tam różni chłopcy, w tym ten który mi się podobał.
Daniel chyba sam zbladł - domyślał się, że coś się tamtej nocy zmieniło. Kat zaczęła chodzić po domu z nieobecnym wzrokiem i wahać się tuż przed opuszczeniem samochodu przed wejściem do szkoły. Zajmował się nią większość swojego życia i nigdy wcześniej się tak nie zachowywała. Ufał jej jednak, że do niego przyjdzie, jeśli ma jakieś kłopoty. I przyszła, choć nie sądził, że to było coś na taką skalę, którą zgadywał słysząc sam wstęp do tej historii. Starał się głaskać ją po plecach.
- Graliśmy w prawdę czy wyzwanie - zapauzowała na chwilę. - Jeny, jaka ja byłam głupia! - powiedziała, ukrywając twarz w dłoniach. Po tym Matt zaczął głaskać ją po głowie, mówiąc, że jest w porządku.
- Dostaliśmy wyzwanie, żeby zrobić siedem minut w niebie w szafie Rachel. Oczywiście poszłam, bo to mój crush i początek wielkiego romansu, ale po tym jak wyszliśmy zamiast do reszty poprowadził mnie do pokoju gościnnego. Myślałam, że chciał się dalej całować, albo chociaż porozmawiać, ale w pewnym momencie zamknął drzwi i... - urwała.
- Mówiłam mu, że nie jestem gotowa i że nie przyjmuję antykoncepcji - zaszlochała a Matt poczuł jakby nóż mu się wbijał w serce. Jego kochana siostrzyczka wyglądała na tak zranioną i zrezygnowaną, że mimo swojego pokojowego nastawienia Matthew miał ochotę zamordować tego drania.
- Nie powinnam być wtedy płodna, więc siedziałam na razie cicho, nie chcąc zbędnie robić zamieszanie o nic, - przerwała gdy zobaczyła spojrzenie Matta. Jego dzielna siostra bała się użyć słowa gwałt, przyznać się, że ją wykorzystano i nic, nigdy chyba nie zraniło go bardziej. Kat przełknęła łzy.
- Ale Rachel mnie dziś zapytała czy trzymałam przed szkołą jakieś młode, bo całkowicie nimi pachnę - głos jej się załamał przy ostatnim słowie i pozwoliła, by jej brat, którego serce szalało, przytulił ją mocniej. Sam nie wiedział co robić, ale musiał pomóc Kat. Pomyślał chwilę.
- Czy chcesz powiedzieć rodzicom? - zapytał i poczuł od razu jak dziewczyna kręci głową na nie. Od strachu zakręciło mu się w głowie.
- To nie możemy pójść do kliniki, bo tam będą wymagać obecności rodzica. Skończysz płakać, siądziemy przed laptopem i poszukamy kogoś albo jakiegoś miejsca, gdzie ktoś może nam doradzić co zrobić i cię przebadać - mówiąc to złapał rękę Kat i ścisnął ją, jakby chcąc jej przekazać resztkę swojego spokoju. - Poradzimy sobie, coś wymyślimy. Będzie dobrze, okej? - powiedział i zmusił się do uśmiechu kiedy Kat pokiwała głową, odważając się by na niego spojrzeć.
Hmmmmm, ciekawe do jakiego miejsca trafią?
"Happy ho ho ho and all that!"
Daniel potrzebował chwili i mrugnął parę razy, zanim zdołał normalnie zareagować. Pierwszym odruchem było zatrzaśnięcie drzwi, ale dzięki bogom, mimo szoku tego nie zrobił. Popatrzył z niedowierzaniem, to na Caspiana, to na Grafika i z powrotem na Caspiana, głaszcząc pudla automatycznie.
- Hej - odpowiedział jedynie, podchodząc do Caspiana, żeby przytulić go na powitanie. - Wesołych świąt. Co tu robisz? - zapytał, nadal pod wyraźnym wrażeniem pojawienia się blondyna.
- Napisałeś, że tęsknisz za Grafikiem to ci go przywiozłem? - Caspian uśmiechał się nerwowo, jakby bał się, że Daniel będzie zły. Brunet natomiast, słysząc to, wybuchł głośnym śmiechem. Z wnętrza domu dobiegł ich jakiś kobiecy głos.
- Mamo, chodź tu na chwilę - zawołał Daniel, chichocząc dalej, i zszedł trochę na bok, wpuszczając pudla i drepczącego za nim blondyna, zbyt świadomy tego, że wpuszcza także już od dłuższej chwili zimowe, chłodne powietrze. Zamknął więc drzwi i pokazał Caspianowi gdzie może zostawić buty i kurtkę. Słysząc doskonale już znane mu kroki swojej matki, podniósł głowę i uśmiechnął się akurat w momencie gdy Frankie stanęła wyszła zza rogu.
- Przyleciał Mikołaj ze swoim reniferem - zażartował i poczuł jak miłe ciepło rozchodzi się po jego ciele, kiedy mama z zachwytem zaczęła witać się z przepięknie wyglądającym w swojej opasce pudlem.
- To jest Caspian, to z nim pisałem - powiedział, wskazując na chłopaka, mając nadzieję, że Frankie, mimo bycia zajętą Grafikiem, zarejestruje to co się do niej mówi. Najwyraźniej doszło, bo podniosła się z szerokim uśmiechem, od razu wtulając w siebie Caspiana.
- Miło cię poznać! - powiedziała, nie zwracając uwagi, na płatki śniegu na włosach oszołomionego lekko blondyna. - Jestem Frankie - przedstawiła się sama, już odsuwając się od chłopaka, lecz ściskając mu dłoń. Także tata musiał zauważyć zamieszanie, bo pojawił się tuż obok kobiety, uśmiechając się ciepło i wyciągając rękę, żeby także przywitać Caspiana.
- Przepraszam jeśli przeszkadzam ale chciałem zrobić niespodziankę Danielowi, i i ja, i Grafik zanim tęskniliśmy i ojej, jakie ładne zdjęcie - wyrzucił z siebie chłopak, niezauważając, jak zawstydzony Daniel kuli się lekko, skupiony na wiszącej na ścianie za plecami Simmonsów fotografii. Jego rodzice spojrzeli tylko po sobie z uśmiechami na twarzy, wycofując się lekko i pozwalając blondynowi przyjrzeć się zdjęciu z bliska.
- Nie wiem czemu je oprawili, bo to jedno z moich starych zdjęć - powiedział nieśmiało Daniel, onieśmielony lekko uwagą, z jaką Caspian przyglądał się fotografii.
- Oprawiliśmy je - odezwał się od razu John, - bo to dzięki niemu dostałeś się do swojej szkoły. Jest ważne i pasuje nam do wystroju - dokończył lekkim tonem. Po tym, Caspian w końcu odwrócił się do Daniela i wysłał mu szeroki, tak klasyczny dla blondyna uśmiech i brunet czuł się, jakby miał rozpłynąć się na miejscu. Śnieg, który był rozsypany na roztrzepanych włosach i szaliku Caspiana w większości już stopniał, ale z tymi zaróżowionymi policzkami i czerwonym noskiem, w tym uroczym swetrze, chłopak nadal wyglądał jak mały aniołek, rozczulając Daniela do granic.
- Pójdziemy z Johnem zrobić coś do jedzenia, musisz być głodny - rzuciła Frankie do Caspiana i zniknęła, pociągając tatę Daniela ze sobą, nawet nie dając Caspianowi zaprzeczyć, czy podziękować. Oczywiście, brunet dobrze wiedział, że nie byłoby w tej sytuacji co się sprzeciwiać. Mamę niesamowicie cieszyło, gdy mogła się kimś zająć, zwłaszcza gdy w końcu jest to ktoś bliski Danielowi. Chłopak stwierdził, że da Caspianowi chwilę na ochłonięcie, podczas gdy ten rozglądał się z ciekawością.
- Zostaw torbę tutaj i chodź za mną - powiedział w końcu i zaczął prowadzić Caspiana i podekscytowanego nadal pudla w stronę pokoju dziennego, obecnie bogato udekorowanego na święta. Wszystko było jak najbardziej perfekcyjne, to Daniela martwiło najbardziej. Spojrzał w stronę kuchni, gdzie poszli jego rodzice. Odkąd zniknął mały Ben, zaczęła nadmiernie dbać o każdy szczegół, jakby i Daniel, i John mieli zniknąć przez jedną tycią plamkę sosu na poduszce, czy przez to, że stolik stał dwa centymetry bardziej do lewej niż wcześniej. Nie dziwił się jej, on sam po tym zaczął czytać w myślach i najwyraźniej zmieniać się w cień, więc nie ma chyba żadnego prawa oceniać swojej mamy. Po prostu się martwi.
Z zamyślenia wyrwały go odgłosy taty rozmawiającego z Caspianem, z głupim uśmieszkiem na twarzy i jemiołą w dłoni.
- Co Caspian, mam gdzieś powiesić? - Padło nieszczęsne pytanie.
oooh? Daniel nawet nie wie jakiej seksualności jest Caspian. Ooops. Ciekawe co się stanie.
- Hej - odpowiedział jedynie, podchodząc do Caspiana, żeby przytulić go na powitanie. - Wesołych świąt. Co tu robisz? - zapytał, nadal pod wyraźnym wrażeniem pojawienia się blondyna.
- Napisałeś, że tęsknisz za Grafikiem to ci go przywiozłem? - Caspian uśmiechał się nerwowo, jakby bał się, że Daniel będzie zły. Brunet natomiast, słysząc to, wybuchł głośnym śmiechem. Z wnętrza domu dobiegł ich jakiś kobiecy głos.
- Mamo, chodź tu na chwilę - zawołał Daniel, chichocząc dalej, i zszedł trochę na bok, wpuszczając pudla i drepczącego za nim blondyna, zbyt świadomy tego, że wpuszcza także już od dłuższej chwili zimowe, chłodne powietrze. Zamknął więc drzwi i pokazał Caspianowi gdzie może zostawić buty i kurtkę. Słysząc doskonale już znane mu kroki swojej matki, podniósł głowę i uśmiechnął się akurat w momencie gdy Frankie stanęła wyszła zza rogu.
- Przyleciał Mikołaj ze swoim reniferem - zażartował i poczuł jak miłe ciepło rozchodzi się po jego ciele, kiedy mama z zachwytem zaczęła witać się z przepięknie wyglądającym w swojej opasce pudlem.
- To jest Caspian, to z nim pisałem - powiedział, wskazując na chłopaka, mając nadzieję, że Frankie, mimo bycia zajętą Grafikiem, zarejestruje to co się do niej mówi. Najwyraźniej doszło, bo podniosła się z szerokim uśmiechem, od razu wtulając w siebie Caspiana.
- Miło cię poznać! - powiedziała, nie zwracając uwagi, na płatki śniegu na włosach oszołomionego lekko blondyna. - Jestem Frankie - przedstawiła się sama, już odsuwając się od chłopaka, lecz ściskając mu dłoń. Także tata musiał zauważyć zamieszanie, bo pojawił się tuż obok kobiety, uśmiechając się ciepło i wyciągając rękę, żeby także przywitać Caspiana.
- Przepraszam jeśli przeszkadzam ale chciałem zrobić niespodziankę Danielowi, i i ja, i Grafik zanim tęskniliśmy i ojej, jakie ładne zdjęcie - wyrzucił z siebie chłopak, niezauważając, jak zawstydzony Daniel kuli się lekko, skupiony na wiszącej na ścianie za plecami Simmonsów fotografii. Jego rodzice spojrzeli tylko po sobie z uśmiechami na twarzy, wycofując się lekko i pozwalając blondynowi przyjrzeć się zdjęciu z bliska.
- Nie wiem czemu je oprawili, bo to jedno z moich starych zdjęć - powiedział nieśmiało Daniel, onieśmielony lekko uwagą, z jaką Caspian przyglądał się fotografii.
- Oprawiliśmy je - odezwał się od razu John, - bo to dzięki niemu dostałeś się do swojej szkoły. Jest ważne i pasuje nam do wystroju - dokończył lekkim tonem. Po tym, Caspian w końcu odwrócił się do Daniela i wysłał mu szeroki, tak klasyczny dla blondyna uśmiech i brunet czuł się, jakby miał rozpłynąć się na miejscu. Śnieg, który był rozsypany na roztrzepanych włosach i szaliku Caspiana w większości już stopniał, ale z tymi zaróżowionymi policzkami i czerwonym noskiem, w tym uroczym swetrze, chłopak nadal wyglądał jak mały aniołek, rozczulając Daniela do granic.
- Pójdziemy z Johnem zrobić coś do jedzenia, musisz być głodny - rzuciła Frankie do Caspiana i zniknęła, pociągając tatę Daniela ze sobą, nawet nie dając Caspianowi zaprzeczyć, czy podziękować. Oczywiście, brunet dobrze wiedział, że nie byłoby w tej sytuacji co się sprzeciwiać. Mamę niesamowicie cieszyło, gdy mogła się kimś zająć, zwłaszcza gdy w końcu jest to ktoś bliski Danielowi. Chłopak stwierdził, że da Caspianowi chwilę na ochłonięcie, podczas gdy ten rozglądał się z ciekawością.
- Zostaw torbę tutaj i chodź za mną - powiedział w końcu i zaczął prowadzić Caspiana i podekscytowanego nadal pudla w stronę pokoju dziennego, obecnie bogato udekorowanego na święta. Wszystko było jak najbardziej perfekcyjne, to Daniela martwiło najbardziej. Spojrzał w stronę kuchni, gdzie poszli jego rodzice. Odkąd zniknął mały Ben, zaczęła nadmiernie dbać o każdy szczegół, jakby i Daniel, i John mieli zniknąć przez jedną tycią plamkę sosu na poduszce, czy przez to, że stolik stał dwa centymetry bardziej do lewej niż wcześniej. Nie dziwił się jej, on sam po tym zaczął czytać w myślach i najwyraźniej zmieniać się w cień, więc nie ma chyba żadnego prawa oceniać swojej mamy. Po prostu się martwi.
Z zamyślenia wyrwały go odgłosy taty rozmawiającego z Caspianem, z głupim uśmieszkiem na twarzy i jemiołą w dłoni.
- Co Caspian, mam gdzieś powiesić? - Padło nieszczęsne pytanie.
oooh? Daniel nawet nie wie jakiej seksualności jest Caspian. Ooops. Ciekawe co się stanie.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)