Matt pokręcił głową z delikatnym uśmiechem.
- Niestety nie, sprawdź wszystko i spróbuj jeszcze raz - zachęcił delikatnie chłopaka siedzącego naprzeciw niego przy małym stoliku w jego gabinecie. Znaczy, "gabinecie". W tym celu został stworzony ten pokój, znajdujący się na parterze, obok jadalni i salonu. To nie znaczy, że tak był używany. Matt gabinetu nie potrzebuje, a tym bardziej Kat. Dlatego wspólnie spróbowali go przekształcić w małą salkę do korepetycji, którą często okupuje wieczorami z chętnymi do nauki matematyki. Była środa, oznaczało to korepetycje z Andym. Chłopak był pierwszą osobą, którą Matt zaczął uczyć. Był to syn sąsiadów, dwa domy dalej, więc rodzice nie bali się puścić ledwo co dojrzałą betę do domu alfy. Po Andym przyszli jego koledzy, bety i alfy, potem nawet odwiedzały go omegi, i choć bywały momenty, że najpierw musiał je ze sobą oswoić, w większości ludzi brali go po prostu za betę. Matt nie chciał wnikać czemu. Według siebie samego był dobrym Alfą, ale każdy ma swoje kryteria, jak zgaduje.
Andy zaczynał właśnie swój drugi rok w liceum, i choć od początku ich lekcji minęło już trochę czasu a chłopak zrobił rewelacyjne postępy, nikomu nie zaszkodzi trochę wsparcia. Ktoś mógłby powiedzieć, że głównie wsparcia finansowego dla Matta, ale chłopak ze swoją siostrą żyją całkiem wygodnie - bardziej służy mu to do zbierania doświadczenia do swojej wymarzonej pracy. Był jeszcze trzy lata przed uzyskaniem dyplomu, więc nie mógł jeszcze nawet myśleć o nauczaniu - jednak wizja jego, stojącego przy tablicy, wyjaśniającego funkcje logarytmiczne czy wielomianowe zawsze była obecna gdzieś z tyłu jego umysłu.
Andy ponownie podsunął mu zeszyt, tym razem z poprawnym rozwiązaniem, przerywając Mattowi tok myśli. Przybili sobie piątkę i mieli zająć się ostatnim zadaniem (bo do końca sesji zostało piętnaście minut) ale do pomieszczenia zapukała Kat z niesamowicie bladą jak kreda twarzą i zapachem, który z daleka śmierdział dystresem. Andy od razu zatkał nos, podczas gdy Matt poderwał się gwałtownie z siedzenia.
- Andy, skończmy wcześniej. Będziesz miał darmowy dodatkowy kwadrans w przyszłym tygodniu. Nastolatek szybko zrozumiał sytuację i po chwili już go nie było, rodzeństwo zostało same. Kat wyglądała jakby była blisko ataku paniki - bo chyba była bliska ataku paniki.
- Matt, przepraszam, musisz mi pomóc - zaczęła prosić, w jej głosie była błagalna nota. Usiedli na otomanie, zanim Kat już w stu procentach wybuchła płaczem, między szlochami przepraszając swojego brata. Matthew od razu ją przytulił, próbując usilnie ją uspokoić, ale sam fakt, że nie wie co się stało powodował u niego zdenerwowanie, co Kat najpewniej odczuwała, stresując się jeszcze mocniej.
- Kiedy byłam u Rachel na noc - zaczęła nagle, zaskakując swojego brata i wzięła głęboki oddech, na tyle ile pozwalał jej płacz. - Dziewczyny stwierdziły, że zaproszą innych. Zrobiła się z tego mała impreza? Byli tam różni chłopcy, w tym ten który mi się podobał.
Daniel chyba sam zbladł - domyślał się, że coś się tamtej nocy zmieniło. Kat zaczęła chodzić po domu z nieobecnym wzrokiem i wahać się tuż przed opuszczeniem samochodu przed wejściem do szkoły. Zajmował się nią większość swojego życia i nigdy wcześniej się tak nie zachowywała. Ufał jej jednak, że do niego przyjdzie, jeśli ma jakieś kłopoty. I przyszła, choć nie sądził, że to było coś na taką skalę, którą zgadywał słysząc sam wstęp do tej historii. Starał się głaskać ją po plecach.
- Graliśmy w prawdę czy wyzwanie - zapauzowała na chwilę. - Jeny, jaka ja byłam głupia! - powiedziała, ukrywając twarz w dłoniach. Po tym Matt zaczął głaskać ją po głowie, mówiąc, że jest w porządku.
- Dostaliśmy wyzwanie, żeby zrobić siedem minut w niebie w szafie Rachel. Oczywiście poszłam, bo to mój crush i początek wielkiego romansu, ale po tym jak wyszliśmy zamiast do reszty poprowadził mnie do pokoju gościnnego. Myślałam, że chciał się dalej całować, albo chociaż porozmawiać, ale w pewnym momencie zamknął drzwi i... - urwała.
- Mówiłam mu, że nie jestem gotowa i że nie przyjmuję antykoncepcji - zaszlochała a Matt poczuł jakby nóż mu się wbijał w serce. Jego kochana siostrzyczka wyglądała na tak zranioną i zrezygnowaną, że mimo swojego pokojowego nastawienia Matthew miał ochotę zamordować tego drania.
- Nie powinnam być wtedy płodna, więc siedziałam na razie cicho, nie chcąc zbędnie robić zamieszanie o nic, - przerwała gdy zobaczyła spojrzenie Matta. Jego dzielna siostra bała się użyć słowa gwałt, przyznać się, że ją wykorzystano i nic, nigdy chyba nie zraniło go bardziej. Kat przełknęła łzy.
- Ale Rachel mnie dziś zapytała czy trzymałam przed szkołą jakieś młode, bo całkowicie nimi pachnę - głos jej się załamał przy ostatnim słowie i pozwoliła, by jej brat, którego serce szalało, przytulił ją mocniej. Sam nie wiedział co robić, ale musiał pomóc Kat. Pomyślał chwilę.
- Czy chcesz powiedzieć rodzicom? - zapytał i poczuł od razu jak dziewczyna kręci głową na nie. Od strachu zakręciło mu się w głowie.
- To nie możemy pójść do kliniki, bo tam będą wymagać obecności rodzica. Skończysz płakać, siądziemy przed laptopem i poszukamy kogoś albo jakiegoś miejsca, gdzie ktoś może nam doradzić co zrobić i cię przebadać - mówiąc to złapał rękę Kat i ścisnął ją, jakby chcąc jej przekazać resztkę swojego spokoju. - Poradzimy sobie, coś wymyślimy. Będzie dobrze, okej? - powiedział i zmusił się do uśmiechu kiedy Kat pokiwała głową, odważając się by na niego spojrzeć.
Hmmmmm, ciekawe do jakiego miejsca trafią?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz