wtorek, 28 maja 2019

"Im not protecting anyone's fragile masculinity"

Kawa - napój bogów, ambrozja świata medycznego. W krytycznych momentach jedyne, co wciąż pozwala ratować życia, w obliczu wad posiadania ludzkiego organizmu, który ma czelność domagać się więcej niż dwóch godzin snu dziennie. W przypadku Moriego, jego ostatni bastion przed zostaniem seryjnym mordercą, w drugiej dobie w pracy. Co prawda, w tym momencie wydawało mu się, że po kolejnym kubku zacznie wąchać kolory, a podłogi już przemawiały cichym głosem, zachęcając do położenia się choć na chwilę. Niestety, czasu na drzemkę nie było. Prywatny oddział ginekologiczny, działający po części jako klinika aborcyjna, zbierał niewiele pielęgniarek, większość omeg skupiała się wokół położnictwa i mniej traumatycznych partii medycyny, a alphy nie były mile widziane w miejscu wypełnionym często ofiarami gwałtu ze strony ich pokrewnych. Skutkiem tego, pielęgniarzy zawsze było za mało, a ci już dostępni pracowali w grafiku tak napiętym, że każda jego zmiana skutkowała katastrofą w postaci nadgodzin. Takowe wyrabiał Mori, siedząc półmatrtwy na recepcji, ściskając kubek z kawą w trzęsących się dłoniach i patrząc w ekran komputera nieruchomym wzrokiem - praktycznie śpiąc na siedząco.
Z "drzemki" wybudził go dźwięk otwieranych drzwi - było późno i wejście oddziału opustoszało, poza okazjonalnymi spóźnionymi gośćmi, wychodzącymi z odwiedzin.
- Dobry wieczór - Mori patrzył nieprzytomnie przez dłuższą chwilę na właściciela głosu, z zapachu sądząc, alphę.
- Dobry wieczór - odparł, potrząsając głową, by strząsnąć z siebie resztki snu.
- Pan w jakiej sprawie?
Dopiero wtedy zauważył stojącą obok mężczyzny dziewczynę, bladą jak ściana i widocznie poruszoną.
- Sprawa jest delikatna i...
Oczy omegi zwęziły się w szparki - słyszał te słowa już tysiące razy, z obu stron kontuaru.
- Może inaczej, w jakiej pani sprawie -zwrócił się w stronę kobiety, ignorując jej towarzysza.
- Potrzebuję rady i sprawdziliśmy w internecie i to miejsce było opisane jako przyjazne omegom i miałam nadzieję, że ktoś tutaj nam pomoże.
- I dobrze trafiliście. Nasz oddział jest bezpiecznym miejscem dla omeg - podkreślił słowa, patrząc wrogo na alphę - i postaram się ci pomóc. Przejdziemy na górę, tam mamy swoich psychologów i szczerze mówiąc, gabinety są o tej porze puste i dużo milsze, niż zabiegowy. Tylko kogoś zawołam, żeby przejął tutaj, okej?
Po nieśmiałym kiwnięciu głową posłał dziewczynie ciepły uśmiech i wycofał się w stronę pokoju socjalnego, gdzie na kanapie spał martwo jego współpracownik i dopiero po potężnym pociągnięciu za włosy udało się wydobyć Betę z objęć Morfeusza. Nieszczęśnik poczłapał więć bardzo niechętnie na recepcję, opadając na krzesło i natychmiast zapadając w drzemkę na biurku, omal nie trafiając twarzą w kubek Moriego.
- Możemy iść.
Omega poprowadził oboje w stronę windy, gdzie patrzył przez sekundę we własne odbicie, zastanawiając się, czy ta robota była na pewno warta takich worków pod oczami. Kiedy drzwi otworzyły się pewnie wyszedł na korytarz, włączając światła przed sobą. Prtzywitał go znajomy widok, i po kilku krokach skręcił w lewo, otwierając drzwi do jednego z mniejszych gabinetów, służących do właśnie takich celów - nieznajoma dziewczyna nie była pierwszą, ani na pewno ostatnią i Mori nie musiał pytać, by wiedzieć, o co chodziło. Pokój służył też jako odpoczynek dla Wilhelminy, suki Yorka, patrzącej właśnie na wchodzących z sofy.
- To jest Wilhelmina, jest tutaj psem towarzyszącym i moim prywatnym po godzinach. Możesz dotykać, jest przyzwyczajona. A pan poczeka na korytarzu na momencik - Mori odwrócił się i ze słodkim uśmiechem wypchnął Matta za drzwi, zamykając je.
- Zaczniemy od tego, czy chcesz żeby był przy rozmowie.
Dopiero kiedy dziewczyna potwierdziła, a Mori upewnił się kilka razy, otworzył drzwi z powrotem, bez słowa wpuszczając alphę do środka. Cała jego uwaga skupiła się na nieszczęsnej dziewczynie, unikającej jego wzroku. Dał jej czas, siadając na pobliskim krześle, naprzeciw niej, w odległości metra. Kiedy zaczęła mówić, zachęcił ją do opowiedzenia całej historii, kiedy zamilkła, nareszcie patrząc na niego załzawionymi oczami z nadzieją i bólem, który przecież tak dobrze znał, odezwał się, starając się nadać swojemu głosowi miękkie brzmienie, pomimo gniewu, jaki czuł.
- Po pierwsze, to był gwałt - dziewczyna drgnęła na to słowo, opuszczając wzrok na podłogę - nieważne, czy znałaś napastnika, czy świadomie doprowadziłaś do pewnego etapu, miałaś i masz pełne prawo zmienić zdanie. Kiedy zrobił cokolwiek po twojej odmowie, był to już gwałt. To czy podejmiesz kroki prawne nie leży w mojej gestii i nie jest teraz ważne, ale zachęcam. Po drugie, Kat, tak?
Kiwnęła głową, a Mori zsunął się z krzesła na podłogę, przyklękając przed nią i ujmując jej dłonie w swoje.
- Coś poradzimy, tak? Będzie dobrze, nie martw się.
Podał jej chusteczki i wyprostował się.
- Jesteś nieletnia, więc albo potrzebujemy zgody twoich rodziców, ale na to jak rozumiem, nie mamy co liczyć?
- Nie chcę ich martwić - wykrztusiła z siebie Kat.
Mori gładził bezmyślnie Minnie, tak jak Matt gładził Kat, uspokajająco.
- Możemy to zrobić po mojemu. Muszę spojrzeć w grafik, poczekajcie chwilę. Nie jesteś pierwsza, słońce, nie przejmuj się.
Beta wciąż spał, kiedy Mori znalazł się na dole. Delikatnie odsunął pielęgniarza od komputera, by sprawdzić system. Kilka kliknięć później już szedł do windy, by ponownie znaleźć się w gabinecie.
- Więc, mając siedemnaście lat potrzebujesz zgody prawnego opiekuna albo musi on być przy wizycie. To głupie, wiem, ale takie jest prawo. Mój znajomy lekarz jest podobnego zdania. Przyjmuje tutaj. Umówiłem się na wizytę w następną środę o 11, więc staw się tutaj o tej godzinie. Wejdziesz zamiast mnie, on cię zbada i przepisze tabletki, bo z tego co mówisz, to nie będzie jeszcze za późno. Do tego czasu musisz zrobić te badania - Mori wypisał listę i podał dziewczynie kartkę.
- Po wszystkim musisz się tylko znowu zgłosić do mnie, żebym mógł cię umówić na kolejną wizytę, żeby sprawdzić, czy wszystko poszło dobrze. Tam masz też mój prywatny numer, jakby coś się działo i żebyś mogła się ze mną skontaktować w sprawie drugiej wizyty. Na stronie internetowej znajdziesz informacje o naszych terapeutach i zachęcam, żebyś postarała się umówić, tym razem może z pomocą rodziców. Naściemniaj coś. Terapia to ważny punkt wychodzenia z takich sytuacji i na pewno zrobi ci lepiej. I to chyba tyle.
Mori sprowadził oboje na parter, żegnając ich krótko, w obliczu kolejnego kryzysu w postaci histeryzującej kobiety, z wyraźnymi śladami krwi na spodniach i w oczywistej ciąży. Dalsza część zmiany upłynęła w chaosie bieganiny, dzwonienia i podniesionych głosów. W mieszkaniu przywitał omegę uspokajający zapach własnego gniazda. Po nasypaniu Wilhelminie jedzenia, Mori padł na łóżko jak długi, zasypiając tuż po dotknięciu poduszki.

Babies?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy