Alex nie miał co protestować - mimo, że cały ten entuzjazm Dylana momentami go przytłaczał, para, którą dzięki bogom (Biance) poznał, była bardzo przyjazna i dobrze czuł się w jej towarzystwie. Tym bardziej gdy Bianca z jakiegoś nieznanego mu powodu wyczyściła mu większość grafiku na ich wspomnienie, jakby chciała, żeby spędził z nimi czas.
Nie przeszkadzało mu to zupełnie, w ciągu zaledwie paru godzin dostał ogromnego zastrzyku inspiracji, dziękując bogom (Biance) za ich rzeczywiście piękne, estetyczne twarze. Czuł nadal swego rodzaju poczucie winy, że jakoś odbiera wyraźnie zakochanej w sobie parze czas dla siebie, co tylko spotęgował fakt, że Dylan zaprosił go też na ich wieczorny spacer poza terenem konwentu, żeby poznać okolice wokół hotelu. Nie miał zupełnie nic przeciwko, Marley i tak potrzebował jeszcze jednego spaceru, ale dawno nie spędził tak dużo czasu z kimś poza Biancą. Nie pomagało też to, że nie ważne ile czasu spędzili razem Timothy wydawał się być kupką nerwów, nie pozwalając sobie rozluźnić się choć na chwilę. Było to dosyć rzadkie ale jakiś głos z tyłu jego głowy mówił mu, że byłoby lepiej, jakby zostawił ich już samych. Ale nie umiał odmówić - nie mógł się przed sobą przyznać do istnienia jakiegoś problemu.
Tylko raz zaczął przeklinać bogów (Biancę), mianowicie, kiedy Dylan przeprosił ich i odszedł na chwilę, tłumacząc się potrzebą nakręcenia scenerii nad rzeczką, którą przekraczali właśnie mostem. Zostawił więc ich trójkę, siedzących sobie grzecznie na ławeczce po drugiej stronie. Alex życzył sobie by panowała między nimi przyjemna cisza, jednak mógł wyczuć jak zdenerwowanie emanuje od Timothy'ego niczym jakaś ciemna energia. Sam też dawno nie był w takiej sytuacji, dawno nie czuł potrzeby zapełnienia czymś ciszy.
Jednak gdy młodszy chłopiec siedział skulony na drugim końcu krótkiej ławeczki, to właśnie Alexander poczuł i próbując nie myśleć zbyt dużo spróbował rozpocząć rozmowę. Odkaszlnął, próbując oczyścić gardło, sprawiając, że Timmy podskoczył a Marley spojrzał na niego bez żadnego wyrazu na pyszczku. Widząc reakcję chłopca, rudowłosy mężczyzna poczuł się niesamowicie zawstydzony. Wiedział, że czasem ludzie traktowali go jak celebrytę, panikując bez powodu podchodząc do niego, ale nie widział wcześniej, żeby ktoś się go po prostu bał. Zwrócił uwagę, że dawno też nie czuł się tak bezradny. Minęła chwila odkąd ostatnio miał taki mętlik odczuć w głowie, gubiąc się i potykając o wyraźny ich nadmiar. Spojrzał raz jeszcze na azjatę o oczach przestraszonej sarenki.
- Uhm... - Elokwentność, która była znaczną częścią jego pracy przed kamerą, nagle postanowiła go opuścić. - To był długi dzień, prawda? - mruknął, nie spodziewając się żadnej odpowiedzi poza pokiwaniem głową.
- Bardzo długi. Z chęcią bym się teraz zdrzemnął - powiedział natomiast Timmy, pocierając oczy dłoniami, rozcierając przy okazji brokat po całej swojej twarzy (dzięki bogom [nie Biance] za odporny na roztarcie tusz do rzęs).
- Marley chyba też - odpowiedział Alexander, patrząc z rozczuleniem na małego Westie, którego ślepka zamykały się samowolnie. Pies był bardzo dzielny - zniósł w ciągu jednego dnia wiele odczuć, poznał wielu ludzi, przez jeszcze większą liczbę był głaskany i miziany, nawet bez pytania. Alexander czuł wielką, największą dumę patrząc na swojego towarzysza na smyczy. Timmy wydał z siebie krótki, ale przynajmniej chyba szczery śmiech.
- Jakim cudem ty nie jesteś zmęczony? - zapytał i dopiero teraz Alexander poczuł, jak bardzo wyczerpany jest. Jego nogi wydawały się ważyć po dwie tony, głowa bolała od całodniowego nadmiaru bodźców i zdziwiło go to niesamowicie. Nie zdawał sobie nawet sprawy z tego jak się czuł.
- Jestem - uśmiechnął się jednak delikatnie. - Dzięki, że mnie przygarnęliście. Dawno nie spędziłem z nikim tyle czasu - mówiąc to spuścił wzrok na swoje stopy, jakby zawstydzony.
- To ja dziękuję - powiedział cicho Timothy. - Uszczęśliwiłeś dzisiaj Dylana na trzy tygodnie na zapas - stwierdził, patrząc z rozczuleniem w stronę swojego chłopaka.
- Mam wrażenie, że to nie było trudne - zaśmiał się lekko Alex. - Cieszy mnie to, że mam takich widzów, imponujecie mi - powiedział Alex, sam nie wiedząc skąd się to wzięło. Po prostu mówił i nagle to wyleciało z jego buzi. Dawno nie powiedział czegoś tak nieprzemyślanego. Spojrzał na wracającego z szerokim uśmiechem Dylana i stwierdził, że nie ma czym się przejmować. W końcu, powiedział samą prawdę.
To kiedy małe buby wpadają do Alexa?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz