wtorek, 9 lipca 2019

"Be a light in this world."

Caspian spojrzał najpierw na tatę Daniela, a potem na jemiołę, a następnie rozejrzał się dookoła.
- Czemu nie? Może być ładną dekoracją - stwierdził, kompletnie nieświadomy podtekstu.
Problemem Caspiana, prócz ADHD i braku pieniędzy, było występowanie tylko dwóch trybów - totalny paraliż analityczny - przemyśliwanie każdego, najmniejszego ruchu, uśmiechu i spojrzenia lub nieświadomość. Nic pomiędzy i nie wiadomo, co gorsze.
Grafik okazał się świetnym narzędziem przełamywania lodów, jak zwykle.
- Dostałem Grafika od siostry i mamy, trzy albo cztery lata temu. Fundacja ogłosiła jego adopcję, bo nie przeszedł do końca testów, które powinien przejść, żeby zakończyć szkolenie. Zaliczyl wszystkie te śmieszne rzeczy z pilnowaniem emocji, pocieszaniem i tym podobne, ale okazał się zupełnie bezużyteczny - Caspian teatralnie zasłonił Grafikowi uszy - bo ma za dużo wolnej woli.
- To chyba raczej dobra cecha - wtrąciła mama Daniela.
Blondyn potrząsnął energicznie głową, gestykulując, jakby od tego zależało jego życie.
- Być może, ale jeśli nauczyło się psa, jak otwiera się szafki, lodówkę i drzwi, zapala światło i dzwoni dzwonkiem, to okazuje się nieciekawie. Teraz jak jest starszy, to trochę mu przeszło, ale kiedy był młody, to często kradł jedzenie z lodówki albo wyciągał ubrania z szaf. Tydzień temu wróciłem do domu w nocy, nikogo z moich współlokatorów nie było, ale światła wszędzie pozapalane. Byłem pewien, że ktoś się włamał, ale nie, to tylko ten kolega postanowił rozświetlić sobie czas.
Pudel zamerdał ogonem, widząc, że uwaga skupiła się na nim. Nie bardzo wiedział dlaczego, ale cóż, kiedy jest się tak cudownym, trudno nie zwracać uwagi, nie?
- Ale wracając, jakoś rok po tym jak go dostałem, to prawie przestał chodzić. Tak znienacka. Mieszkałem wtedy jeszcze z mamą i chodziłem do szkoły, więc poszedłem na wagary i do kliniki. Zrobili badania i wyszła jakaś choroba stawów i trzeba było operować. Summer napisała do fundacji, a oni zgłosili sprawę do hodowli. Pokryli połowę kosztów leczenia, ale nadal to było sporo kasy, więc poszedłem do pracy i-
- Czekaj, czekaj, ile miałeś lat?
Caspian zamrugał zaskoczony, skupiony całkowicie na swojej opowieści. Przez chwilę przeliczał w głowie.
- Szesnaście? Nie jestem pewien, na pewno chodziłem wtedy do liceum, ale nie wiem, do której klasy. Musiałbym spytać mamy.
- I pracowałeś w dni szkolne?
Blondyn zawahał się, nieco niepewny, skąd to zdziwienie.
- No, tak. Nie zarobiłbym na leczenie, gdybym pracował tylko w weekendy. Ale to nie tylko ja, spora część moich znajomych też pracowała. Tylko ja miałem strasznie kiepskie godziny. Bo pracowałem w takiej kawiarni, która była otwarta od 6. W pracy musiałem być godzinę wcześniej, więc wstawałem o 4. Wyjaśniłem sprawę szefowi, bardzo w porządku facet i podzielił mi godziny. Więc pracowałem od 5 do 9 i potem na resztę zmiany przychodziłem już po szkole. Gdyby nie godziny, to zostałbym tam dłużej, miła praca. Poznałem fajnych ludzi. No i naprawiłem Grafika. Teraz tylko pilnujemy wagi i wszystko będzie w porządku.
Caspian spojrzał w stronę Daniela i łapiąc jego wzrok, uśmiechnął się promiennie. Za nim lśniły świąteczne dekoracje, które zwróciły jego uwagę.
- Właśnie, póki pamiętam, mama upiekła ciastka i dała mi je ze sobą. Są naprawdę świetne.
Pudełko wygrzebane z plecaka było nieco zgniecione, ale słodycze w środku wciąż wyglądały fenomenalnie. Matka nie dopuściła Caspiana do procesu dekoracji całej partii, więc tylko kilka z nich wyglądało jak ozdobione przez bardzo zaangażowanego pięciolatka.
- Cóż, jeśli smakują tak jak wyglądają, to muszą być rzeczywiście cudowne.
Chłopak uśmiechnął się dumnie do taty Daniela.
- Mama jest cukiernikiem z zawodu. Do tej pory nie wybaczyłem sklepowym biszkoptom tej strasznej zdrady.
- Niech zgadnę, te są twoje? - Daniel trzymał w ręku bardzo, bardzo żółte niewiadomoco, z czerwono - białym kleksem u góry.
- Tak! Mógłbyś zgadywać, ale nawet Summer się nie domyśliła, co to jest.
- Ja chyba wiem.
Caspian spojrzał na mamę Daniela, z nadzieją w ogromnych oczach.
- Będę panią kochać na zawsze, jak się pani domyśli - wypalił, szczerząc się.
- To... Grafik? W czapce Mikołaja.
- Ding, ding, ding! Mamy zwycięzcę! Chyba zmieniam twój status ulubionego członka tej rodziny, Daniel.

Danny boy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy