Nic więc dziwnego, że w momencie, kiedy Caspian z zachwytem zaczął opowiadać o kolejnej osobie, jego rodzicielka przewróciła jedynie oczami, kiedy syn nie mógł zobaczyć jej twarzy, przewidując tragiczne zakończenie kolejnej znajomości. Nie dziwiła jej wcale fascynacja chłopca Danielem, uwielbiał ludzi połączonych ze sztuką, o konkretnym sposobie życia, kompletne jego przeciwieństwa. Z pobłażliwością traktowała te wywody, toczone najczęściej w ciasnej kuchni rodzinnego mieszkania. Summer z początku nie zwracała na brata zbytniej uwagi, korzystając z okazji, by ukraść do siebie Grafika. Dopiero po kilku dniach zatrzymała się przy pokrytym mąką stole, by posłuchać, co takiego Caspian miał do powiedzenia.
- On ma taki świetny aparat! I robił mi zdjęcia! Dużo zdjęć. Poszliśmy wszędzie, gdzie chciałem i pozwolił mi wejść do fontanny! - chłopak machnął szeroko ręką, omal nie zrzucając ze stołu miski z wydrylowanymi wiśniami.
Sam je zresztą oczyszczał, czego ślady widniały na piegowatej twarzy i dłoniach.
- Co on tak w ogóle robi, hm? - Summer wychyliła się, by ukraść trochę owoców, trzepnięta z miejsca przez matkę.
- Studiuje fotografię - odparła kobieta, skutecznie unikając całego wykładu syna, na temat studiów.
- Student... Na bogato!
- Nie bądź wredna, słońce.
Caspian przytaknął matce, wykrzywiając się do Summer.
- Muszę już iść - westchnął po chwili, spoglądając na zegar, wiszący na żółtej ścianie.
- Pamiętaj, żeby zrobić zakupy, kiedy będziesz wracał. Znowu schudłeś.
Rzeczywiście, stare, poprzecierane dżinsy znów na nim wisiały. Były też odrobinę zbyt krótkie, odsłaniając chude kostki.
- Zrobię, zrobię. I to dlatego, że tyle się teraz dzieje.
- U ciebie zawsze się tyle dzieje - Summer uśmiechnęła się, pociągając brata za rozwichrzone włosy.
Przedrzeźniali się chwilę, po czym Caspian wciągnął na bose nogi brudne tenisówki i wyszedł z mieszkania, omal nie zapominając Grafika. Wieczór nadciągał coraz wcześniej, a chłopak wciąż zapominał o nadchodzącej jesieni, ubierając się stanowczo zbyt lekko. Cienki sweter nie dawał wiele ciepła, Caspian jednak zdawał się o tym nie myśleć, skupiony na otaczającym go świecie. Chłodny wiatr rozwiewał mu włosy, mierzwiąc je jeszcze bardziej i wplątując w kosmyki fragment liścia, kiedy głowa chłopaka zahaczyła o drzewo. Patrząc pod nogi i kopiąc kamień Caspian dotarł na przystanek, opadając na ławkę. Jedynym jego towarzyszem był skulony na drugim krańcu bezdomny, który zupełnie nie zwrócił na chłopca uwagi, gdy ten zaczął bawić się komórką. Gdy tylko podjechał pierwszy autobus, Cas natychmiast wsiadł, ciągnąc psa za sobą. Pojazd był prawie pusty, późna pora i chłód jesieni odstraszyły prawie wszystkich. Podciągając nogi pod brodę, Caspian usadowił się na siedzeniu, przyklejając nos do szyby. Kompletnie nie zauważył jednak faktu, że nie był to "jego autobus" i zmierzał na drugi koniec miasta. Bardziej niż cel fascynowała go podróż, mijani przechodnie, drzewa i ruch uliczny. Pomachał z uśmiechem do kierowcy samochodu, stojącego obok na światłach. Mężczyzna zamrugał zdezorientowany i odmachał bez przekonania.
Dopiero po ponad pół godzinie Caspian zorientował się, że nie jedzie tam gdzie powinien. Wysiadł na najbliższym przystanku, po czym ruszył przed siebie, nie bardzo wiedząc co zrobić. Przypomniały mu się słowa matki, więc skręcił do sklepu. Tam, podejmując niesamowicie istotną kwestię płatków śniadaniowych, zaskoczył go znajomy głos.
- Caspian? Co ty tu robisz?
Chłopak odwrócił się, by z szerokim uśmiechem wylewnie przywitać Daniela, opowiadając mu, jaką ofiarą losu się okazał, że się zgubił, że wsiadł w zły autobus, że nie wie, gdzie dokładnie jest. W takich chwilach Caspian upodabniał się do swojego psa, wibrując nieomal entuzjazmem własnej opowieści i niespodziewanego spotkania. Gdyby miał ogon, to niczym Grafik, machał by nim szaleńczo.
- Dobrze, już dobrze. Bierz, co trzeba i zaprowadzę cię do domu - Daniel uśmiechnął się.
Nie sposób się zresztą było nie uśmiechnąć, wobec prawie łaszącego się do niego chłopaka i jego psa, który również witał się wylewnie.
Razem dokończyli zakupy i wyszli ze sklepu. Caspian omal nie potknął się o wystającą część chodnika. Dzięki Danielowi udało im się wsiąść do odpowiedniego autobusu, który był równie pusty, co feralny autobus Caspiana. W czasie podróży chłopak przysypiał nieco, z głową na ramieniu Daniela, znużony dniem. Baterie wyczerpywały mu się w najbardziej losowych momentach. Grafik również zasnął, zwinięty pod nogami swojego pana.
Obudził ich dopiero ostatni przystanek, który Caspian z zadowoleniem poznał. Stamtąd był już w stanie doprowadzić Daniela do swojego osiedla, odzyskując swoją zwykłą energię.
- Chcesz się jutro spotkać? - blondyn zatrzymał się przed klatką, by pożegnać się ze swoim towarzyszem.
- Czemu nie. Chciałem ci w sumie zrobić jeszcze kilka zdjęć z Grafikiem, możemy to zrobić przy okazji.
- Widzisz, Grafik, słońce ty moje, też będziesz miał ładne zdjęcia! - rozentuzjazmował się Caspian, zaczepiając psa.
Daniel uśmiechnął się tylko ciepło.
***
W swojej wielkiej, czerwonej bluzie Caspian rzucał się w oczy równie wyraźnie, co znak stop. Tonął w materiale cały, widocznie z tego zadowolony - chłodny wiatr nie dosięgał go już z taką mocą. Czerwień pomogła również Danielowi w znalezieniu go, bo na miejsce spotkania Caspian nie dotarł, zajęty grzebaniem między liśćmi około dziesięciu metrów dalej. Fotografa znalazł Grafik, który przywitał się dystyngowanym liźnięciem po twarzy, by powrócić do swojego pana i z wielką uciechą rzucić się mu na pomoc, wpadając przy tym w kupy liści.- Co robisz?
Caspian drgnął, zaskoczony, i odwrócił się, wyciągając przed siebie ręce.
- Szukam kasztanów! - pokazał już znalezione skarby, po czym znów schował je do kieszeni.
Zajęcie to zaaferowało ich na dobre kilka minut, jednak uwagę zarówno Caspiana jak i Grafika oderwała ruda wiewiórka, która nagle zeskoczyła z drzewa, gnając przed siebie w kierunku tylko jej znanym. Oczywiście, po drobnej chwili zdumienia obaj podążyli za zwierzątkiem, zdeterminowani, by je wytropić. Wczuli się w to na tyle, że w obu złotych czuprynach pełno było liści i gałązek.
- Uciekła nam - stwierdził Caspian żałośnie, powracając do Daniela.
- Jakoś mnie to nie dziwi - czarnowłosy z rozbawieniem opuścił aparat, by wyjąć z włosów kolegi liście.
Pies otrzepał się sam.
- Idziemy nad strumień - zarządził nagle Caspian, ruszając się z miejsca.
- Coś ciekawego?
- Kaczki!
Słowo kaczki wystarczyło, by pchnąć do działania również Grafika, z którym Caspian postanowił się do stawu ścigać.
Nic więc dziwnego, że na brzegu stanęli zdyszani. Chłopak wpadł na mostek, dudniąc na deskach i przewiesił się przez barierkę, by popatrzeć w dół, na wyraźne w wodzie ruchy ryb. Grafik wychylił się przez niższą belkę, chcąc sprawdzić, co było takie ciekawe. Znudził się jednak i z mostku zbiegł na brzeg, by moczyć łapy w zimnej wodzie. Caspian tymczasem pozostał w miejscu, oglądając się na Daniela. Przez moment patrzyli razem na szybkie, srebrzyste rybki, uwijające się pośród kolorowych kamieni.
- Myślisz, że dałbym radę złapać jedną? - odezwał się ni z tego ni z owego Caspian.
Danielowi udało się na szczęście wyperswadować mu pomysł włażenia jesienią do wody i płoszenia zupełnie niewinnych zwierzątek. Kaczki się nie pojawiły.
***
- Chodźmy na lody - westchnął Caspian, przystając nagle pośrodku parkowej ścieżki.- Jest zimno.
- Ale looodyyyy - blondyn uwiesił się rękawa nieszczęsnego Daniela, robiąc przy tym swoje najpiękniejsze, szczenięce oczy.
- Dobrze. Niech będzie. Ale potem mnie nie wiń, jak się rozchorujesz.
Caspian przytulił go znienacka, obiecując entuzjastycznie, że się nie rozchoruje, nie ma wcale zamiaru.
Lody usatysfakcjonowały go na dość długi czas. Grafik dostał małą porcję dla siebie i z podobnym do swojego pana uwielbieniem wymalowanym na pysku wylizywał kubeczek. Brudzili się przy jedzeniu też podobnie, obaj pięknie wysmarowani. Ofiarowana chusteczka okazała się przydatna i po wytarciu własnej twarzy, Caspian wytarł też psa, mówiąc mu przy tym o bezzasadności jedzenia brudnych chusteczek.
- Zadowoleni? - entuzjastyczne skinięcie głową było wystarczającą odpowiedzią na pytanie Daniela.
- Gdzie idziemy teraz?
My boiiii?
KACZKI