wtorek, 4 września 2018

“Why is it that when one man builds a wall, the next man immediately needs to know what's on the other side?”

Dzień Erwina zaczął się typowo. Jego podwładni biegali dziko po komisariacie robiąc jednocześnie wszystko i nic, szukając chyba swojego miejsca na tym świecie. On przyglądał się temu ze spokojem, nalewając sobie wody z dystrybutora, uśmiechając się lekko do swojego kubka, kiedy obserwował tłumy ustawiające się przed automatem z kawą. Mógł tylko dziękować losowi, że nigdy nie przyzwyczaił się do kofeiny. Wrócił do swojego gabinetu, gdzie na jego biurku leżały przygotowane już wcześniej papiery. Spojrzał na zegarek, mówiący mu, że zbliżała się ósma. Nie tylko on to zauważył - harmider panujący po drugiej stronie szyby zwiększył się, gdy wszyscy próbowali dostać się do małego pokoiku przed nim. Wziął wspomniane wcześniej kartki w dłoń i sprawdzając je po raz kolejny spokojnym krokiem przeszedł do irytująco ciemnego pomieszczenia. Oparł się o biurko i wymieniając powoli nazwiska członków jego drużyny, przydzielał im obowiązki.
- Mike - do jednego z pracowników zwrócił się po imieniu, co nie zdziwiło już nikogo obecnego. - Ty zajmiesz się sprawą tego zaginionego dziecka. Jest o tym teraz głośno w mediach, więc liczę na ciebie - poinformował go i przeniósł wzrok na nowego stażystę, niewysokiego blondyna z długimi blond włosami. - Arlert, ty mu dzisiaj pomożesz - powiedział a młody mężczyzna kiwnął głową. Na twarzy młodego człowieka było widać zmartwienie, lecz Erwin wiedział, że to jest dobry pomysł - miał okazję zobaczyć Armina już parę razy przy pracy i mimo młodego wieku chłopak zdążył się już udowodnić jako inteligentny policjant i spostrzegawczy detektyw. Erwin nie wiedział, skąd w kimś z pozoru tak drobnym i przestraszonym wziął się pomysł pracy w policji, ale widząc jego wyniki, nie mógł cieszyć się bardziej z możliwości wzięcia go pod swoje skrzydła. Po odbębnieniu porannej rutyny każdy rozbiegł się w swoją stronę. Komendant wrócił do siebie, gdzie musiał się zająć papierkową robotą, którą szeryf męczył go od dłuższego czasu. Zaproponował mu przyjęcie kogoś nowego do drużyny - coś nad czym Erwin długo się zastanawiał. Niestety z procesem poszukiwania kolejnego członka w zestawie przychodziło analizowanie stosów dokumentów, co pochłaniało całe dnie komendanta. W okolicach lunchu zrobił sobie przerwę. Uwalniając myśli od kartonów akt i słupków liczb spacerował spokojnie po swoim gabinecie, by w końcu się zatrzymać przed oknem. Zaczął przez nie obserwować drzewa przed komisariatem, których liście z zielonych zmieniały się już na żółte. Jego moment ciszy przerwał mu huragan w fartuchu laboratoryjnym, który wparował do jego gabinetu bez najmniejszego ostrzeżenia. Erwin westchnął i odwrócił się, spoglądając pytająco na podskakującą z nogi na nogę Hange. Podekscytowana patolożka nawet nie męczyła się wyjaśnianiem tylko pociągnęła go za rękę zabierając go w stronę rzadko odwiedzanej przez Erwina części budynku - archiwum. Gdy weszli do środka, na początku nie wiedział o co chodzi. Dopiero po chwili zza stosu książek wychylił się mężczyzna, rzucający im nieprzyjazne spojrzenie. Przyzwyczajony do takich zachowań komendant stał niewzruszony. Jednym uchem słuchał pisków Hange, która traktowała pracownika przed nimi jak nowe zwierzątko. Przyjrzał się zaskakująco niskiemu mężczyźnie, który zdążył wyjść zza swojego muru obronnego zbudowanego z akt. Jego postura agresywnie wręcz krzyczała, że służył w wojsku - prawie. Stał lekko wycofany. Nie była to typowo obronna poza - mężczyzna stał jednak, jakby próbował coś ukryć, jakąś słabość. Nie trudno było zgadnąć jaką, gdy mężczyzna zdecydował się podejść bliżej, na początku prawie niezauważalnie utykając. Komendant zastanawiał się co było powodem temperamentnego podejścia tego człowieka do życia. Znając zbyt mało szczegółów, by powiedzieć cokolwiek konkretnego przypisał to po prostu trudnemu charakterowi. 
Powoli odwrócił się znów w stronę Hange, kompletnie ignorując tego byłego żołnierza.
- Nie nadaje się. I nie tylko dla tego, że jest niski - powiedział, nie zwracając uwagi na kapryśną minę laboratorantki i jeszcze wiekszy grymas na twarzy nieznajomego. Wiedząc, że jego przerwa powinna już dobiegnąć końca, blondyn odwrócił się na pięcie i wyszedł. 
***
Erwin dziękował bogom gdy chociaż jedna osoba nie wparowała do jego gabinetu jak oszalała. Armin zapukał grzecznie przed uchyleniem drzwi. Erwin zaprosiłby go do środka ale ewidentny pośpiech i nerwy na twarzy nowicjusza, powiedziały mu, że brak na to czasu. Podniósł jedną brew pytająco, spoglądając na chłopaka.
- `Znaleziono ciało zaginionej. I paru innych. Potrzebujemy pana, panie komendancie - rzucił, wyraźnie niespokojny ale i podekscytowany. Ostatnio było cicho w Widowburgu jeśli chodzi o takie sprawy. Wiedząc, że zapowiada się coś grubszego, mężczyzna nie czekał aż młody wyjaśni sprawę dokładniej, założył tylko skórzaną kurtkę na swoją błękitną koszulę i zaczął iść z Arminem w stronę wyjścia. 
Ciała znaleziono umiarkowanie blisko miasta, dlatego dojazd tam nie zajął glinom zbyt dużo czasu. Znajdowały się one w sporej szopie na opuszczonej farmie. Ciała zostały znalezione przez grupę nastolatków, najpewniej szukających miejsca do spokojnego upicia się. Oprócz zwłok ostatnio zaginionej i poszukiwanej przez nich intensywnie kobiety, znajdowało się tam sześć innych ciał - zajmowali się tym już jego pracownicy, którzy próbowali dopasować znalezionych do innych zgłoszeń zaginięć z poprzednich lat. Erwinowi było szkoda Armina - choć chłopak starał się być dzielny, widać było jak źle się czuł patrząc na zmasakrowane zwłoki, dlatego wysłał chłopaka do przesłuchiwania wspomnianej wcześniej grupy dzieciaków. Erwin sam już podszedł do Mike'a dołączając do niego w przyglądaniu się nagim zwłokom, na których ciele były powycinane różne dziwne symbole. Podczas konferencji prasowej zrzucą podejrzenia na sektę lecz dreszcz, który przeszedł po plecach Erwina i nienaturalna aura tego miejsca wskazywały na działalność nadnaturalnych. Mężczyzna przeklął cicho - te sprawy zazwyczaj są najtrudniejsze do rozwiązania - niewielu ludzi wiedziało o istnieniu tych wszystkich różnych stworów, więc pracująca nad tym grupa musiała być jak najmniejsza i jak najbardziej wtajemniczona - nie mogli ryzykować histerii ogłaszając na komendzie, że albo to byli sataniści albo grupa wilkołaków, co jest jak najbardziej prawdopodobne, ponieważ ich szef jest cholernym aniołem. Stąpając uważnie wśród oznaczonych ciał, ułożonych w kółku, starając się ominąć wszelkie dowody, planował skład detektywów. Jego wybory były dość oczywiste - nikt nie zająłby się tymi zwłokami jak Hange, przy jego boku stale też jest Mike, który równie dobrze mógłby być jego zastępcą. Mimo minimalnego rozczulenia nad nowym, Erwin stwierdził, że Armin przyda się i będzie dobrym dodatkiem do tej grupy. Potrzebował jeszcze kogoś od komunikacji - tutaj chyba dobrym wyborem będzie policjantka Blouse. Jako wendigo miała praktycznie nigdy niezaspokojony apetyt, ale była dobrym pracownikiem. 
***
Dwie godziny później siedzieli wszyscy w biurze rozpaczliwie chwytając się nawet najmniejszych tropów - niestety żaden nie miał głębszego znaczenia w sprawie. Widząc, że skończyły mu się akta porwań i zaginięć z roku dwa tysiące ósmego podniósł wzrok na Arlerta.
- Armin - powiedział, wywołując małe zaskoczenie u młodego policjanta gdy usłyszał swoje imię zamiast nazwiska. - Idź do archiwum i powiedz, żeby przygotowali akta z lat od dwa tysięcznego do dwa tysiące ósmego - polecił chłopakowi, który po chwili był za drzwiami. Potrzebował chyba chwili przerwy od tego wszystkiego. Obaj dzielili tę cechę - frustrowało ich, gdy było zbyt mało dowodów w sprawie, żeby ją rozwiązać. Chłopak wrócił zaskakująco szybko - co nie było tak zaskakujące, patrząc na to, że wrócił bez żadnych akt.
- Szeregowy Ackermann kazał panu przekazać, że nie jest pan jego szefem i powinien się pan ustawić w kolejce tak jak połowa komisariatu - chłopak wytłumaczył się szybko, wyraźnie zawstydzony. Erwin zignorował mały uśmiech Mike'a. Erwin westchnął,
- Który to Ackermann? - zapytał, nie kojarząc tego nazwiska. 
- Nowy w archiwum. Niski ale wygląda jakby mógł cię zamordować jednym palcem - odpowiedziała mu Sasha pomiędzy gryzami bułki, którą wyjęła ze swojej torby. Trzeciej w ciągu ostatnich dwudziestu minut. Erwinowi zaczęła świecić mała żaróweczka w głowie - oczywiste dla niego stało się, że była to ta sama grymasząca osoba, którą chciała adoptować Hange. W tym momencie drzwi do ich pokoju zebrań otworzyły się i stanął w nich szeryf, za którym dreptały dwie młode dziewczyny. Szef zapytał się o postępy w sprawie i westchnął głęboko, gdy usłyszał szczerą odpowiedź komendanta. Przedstawił dwie dziewczyny jako dwie nowe pracownice w archiwum. Erwina tknęło. Uśmiechnął się lekko do siebie.
- Akurat, mówiąc o archiwum...
***
Erwin zastanawiał się, jakim cudem w wojsku nie pokazano mężczyźnie, że drużyna jest najważniejsza. Z tego powodu, stwierdził początkowo, że Ackermann się nie nadaje to tej roboty. Mając wielką nadzieję na wyplenienie tej negatywnej cechy z niskiego bruneta, położył notatkę od szeryfa na biurku archiwisty.
- Teraz jestem już twoim szefem. Przygotuj mi proszę te akta, po które wysyłałem Armina - powiedział, już praktycznie wychodząc z archiwum. Huh. I tak potrzebował snajpera w drużynie.

I co, niziołku?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy