Levi Ackerman


“In times of war, the law falls silent."

Personalia:
Levi Ackerman
30 lat
Mężczyzna
Zmiennokształtny|Sokół śniady


“The enemy is anybody who's going to get you killed, no matter which side he is on.”

Wygląd:
Bardzo niski, mierzy bowiem około 160 centymetrów wzrostu, co bawi niektórych, przynajmniej dopóki nie ujawni się niezwykły temperament Leviego. Waży, jak na byłego żołnierza, również niewiele, zaledwie 65 kilogramów. Zbudowany zaskakująco lekko, żaden z niego kulturysta. Wraz z odejściem ze służby przybrał nieco na wadze, lecz wciąż składa się wyłącznie z żelaznych mięśni, grających pod skórą przy każdym ruchu.
Jego skóra wróciła do dawnej bladości, którą niegdyś przykrywała opalenizna i kurz z wielu bitewnych pól. Znaczą ją blizny - mniejsze i większe, od licznych znaków zacięć nożem i wąskich zadrapań po rozciętej skórze na kłykciach, po wielkie ślady wypadku, który sprawił, że mężczyzna musiał z wojska odejść - białawe krechy na lewym kolanie, ślady po odłamku, który zrujnował jego kolano, na udzie, po kolejnym, przez który omal się nie wykrwawił i ogromna, poszarpana blizna na brzuchu, gdzie przeorał kamienistą ziemię wylatując z auta. W wojsku zawsze nosił na sobie ślady bycia żołnierzem. Obecnie pozostały mu tylko efekty bójek, w których często uczestniczy - poobcierane łokcie, wierzch dłoni, kolana; liczne siniaki i podbite oczy.
Włosy Leviego zostały ustylizowane w schludne podcięcie, które trzyma w ryzach, we współpracy z maszynką i nożyczkami. Ich czerń psują siwe włoski, rosnące gdzeniegdzie - wyraźny skutek stresu.
Regularność rysów twarzy Leviego psuje złamany nos. Ma ciemnoszare oczy, stalowe oczy żołnierza, jak lubią mawiać niektórzy. Często są podkrążone, bo PTSD nie pozwala mężczyźnie spać. Wąskie usta przez większość czasu zaciskają się z wyrazem dezaprobaty, który zdaje się pozostawać na jego twarzy zawsze.


“He is a weapon, a killer. Do not forget it. You can use a spear as a walking stick, but that will not change its nature.”

Charakter:
Levi to przede wszystkim żołnierz, to definiuje jego osobowość. Nawet kiedy wrócił z pól walki, kiedy jest już bezpieczny w swoim kraju, wciąż pozostał żołnierzem. Ale, co to oznacza? Przede wszystkim, Levi wciąż pamięta. Potrafi przywołać każdy obraz, jaki widział przez te wszystkie lata spędzone na służbie. Siedzą w jego głowie bardzo głęboko, możliwe, że zamieszkały tam na stałe. Terapeuta, z którym mężczyzna musiał się spotkać, nazwał ten stan PTSD. Levi nie lubi nazywania takich rzeczy. Dla niego to stan naturalny, chociaż uciążliwy, więc z terapeuty zrezygnował, na ostatniej z wizyt zwymyślając go od najgorszych. Rodzina próbowała go traktować jak inwalidę, więc przeprowadził się i zamieszkał sam. Lubi on bowiem niezależność, co może nie wydawać się typową cechą żołnierze. Cóż, Levi był snajperem i często musiał działać sam. Umiejętność samodzielnego myślenia, a nie ślepego wykonywania rozkazów nie raz uratowała mu życie. Nie oznacza to, że nie potrafi być posłuszny. Chętnie dostosowuje się do kogoś, kogo szanuje i komu ufa. Z tym zaufaniem także bywa różnie. Potrzebuje czasu, by komuś uwierzyć, zna naturę ludzką i wolałby nie dać się skrzywdzić po raz kolejny. Po tym, jak zdradziła go żona, otoczył się grubym murem grubiaństwa i niechęci, nie dając pokochać się komukolwiek. Jedyna osoba, której jest zdolny okazać uczucia, to jego syn. Dla niego potrafi być ciepłym, wyrozumiałym ojcem, o nieskończonych pokładach cierpliwości. Niestety, dziecko nie przebywa u niego zbyt często, na co dzień mieszka u matki. Jego obecność w jakich sposób naprawia Leviego kawałek po kawałku, ale gdy chłopiec wyjeżdża, w maleńkim mieszkanku znów króluje samotność. Możliwe, że z tego powodu Levi zaakceptował Jinxa. Kocur upodobał sobie z jakiegoś powodu sypiać na balkonie Leviego. Przez jakiś czas w milczeniu tolerowali siebie nawzajem, mężczyzna z nadzieją, że przybłęda sobie pójdzie, a kot z zadowoleniem ze względu na spokój. Zwierzak został ochrzczony imieniem Jinx i któregoś dnia, na balkonie pojawiła się najpierw jedna miseczka (bo rozsypane jedzenie to bałagan), potem druga (na wodę), budka (samodzielnie sklecona z desek i z wewnątrz obita starym dywanem).  Potem przyszła zima, czas dla bezdomnych kotów szczególnie trudny. Levi postawił kocurowi ultimatum - jeżeli da się wykąpać, odpchlić i zaprowadzić do weterynarza, może zostać. Co zaskakujące, Jinx nie protestował szczególnie, nawet kiedy zwabiony podstępem do wanny został dokładnie wyszorowany. Na wizycie podrapał weterynarza przy szczepieniu i ugryzł, gdy nieszczęsny lekarz zaproponował przycięcie pazurków. Synkowi Leviego kocur spodobał się szczególnie i mimo początkowych obaw jego matki, ta dwójka działa w idealnej komitywie. Takim sposobem, były żołnierz zyskał towarzysza, który jednak nie zapełnił pustki, którą ten czuje, wracając do najczęściej pustego mieszkania. Jinx pozostał lubiącym się włóczyć ulicznikiem, tak jak Levi pozostał żołnierzem.
Łączy ich jeszcze jedna rzecz, a mianowicie, skłonność do przemocy. To sposób na rozładowanie emocji, traumy, która została nigdy nie rozwiązana - traumy dziecka, którym nikt się nie interesuje, nastolatka, który nie pasował do otoczenia, zdradzonego mężczyzny i żołnierza, który musiał patrzeć bezsilnie, jak cały jego skład ginie. Levi nie ma z kim o tym rozmawiać, ani z kim to przepracować, więc wyjście z nieznośnego stanu znajduje w wysiłku fizycznym, a gdy to nie wystarcza, regularnych bójkach. Korzysta z siłowni, która wygląda trochę szemranie, ale nikt nie patrzy na niego i nie próbuje do niego zagadywać. Wykorzystuje każdą okazję, by wziąć udział w bójce. Włóczy się po klubach niskich lotów i ciemnych uliczkach, szukając zwady, co kończy się najczęściej niezbyt dobrze dla jego przeciwnika. Często wraca z poranionymi dłońmi, posiniaczony i zakrwawiony, ale spełniony i przynajmniej na moment spokojny.
Ten spokój jest tym, czego Levi gorąco pragnie. Poza krótkimi momentami nie potrafi poczuć się bezpieczny, żyje w nieustannym stresie, poddenerwowany, jakby czekał na rozkaz, do ataku, nigdy ucieczki. Prześladuje go to na tyle skutecznie, by uniemożliwić normalne funkcjonowanie. Ataki pedantyzmu sprawiają, że szoruje podłogę, zdzierając z niej lakier, kolor z dywanu, a ręce raniąc do krwi. Niepokój zabiera mu sen, apetyt, chęć do życia. Prawdopodobnie strzeliłby sobie w łeb już dawno, gdyby nie syn, była żona, przyjaciele i kot. Jego własne życie przestało mieć dla niego wartość. Próbował szukać utulenia w ramionach drugiego człowieka, może ze względu na charakter jego rasy, ale nie potrafi mieć dość zaufania do pierwszej lepszej osoby, by pozwolić jej na przyjście do jego mieszkanka, a nie lubi odwiedzać innych. Stosunek z kimś obcym napawa go także wewnętrznym obrzydzeniem.
To obrzydzenie to stały element jego życia. Pedantyzm wziął się prawdopodobnie z zaniedbania, jakiego doświadczył w dzieciństwie i pierwszych słów wuja, skierowanych do kogoś przez telefon, jakie usłyszał o sobie samym ("bachor wygląda jak kupa gówna i śmierdzi podobnie"). Być może jest to także rozpaczliwa próba przejęcia kontroli choćby nad tak małym aspektem swojego życia, jakim jest stan jego otoczenia i higiena samego siebie.

"I will not let anyone walk through my mind with their dirty feet."

Historia: 
Urodził się w Niemczech, syn kilkunastoletniej wtedy dziewczyny, która prawdopodobnie wpadła ze swoim chłopakiem. Jego ojciec zniknął jak sen złoty, a rodzice biednej Kuchel wyrzucili ją z domu. Znalazła pomoc w domu samotnej matki, gdzie zamieszkała na bardzo krótki czas, zapomniana przez rodzinę. Dziecko donosiła do końca, mimo okropnego samopoczucia, związanego z ciążą, potrafiła się także dobrze nim zająć. Udało jej się znaleźć pracę, z pomocą innych kobiet z instytucji, pod opieką której przebywała w tamtym momencie. Po uzbieraniu pieniędzy udało jej się wynająć obskurną kawalerkę, która dla niej stanowiła własny kąt. Levi miał w tamtym czasie około dwóch lat. W czasie pracy matki pałętał się po podwórku, w towarzystwie innych, jemu podobnych dzieci, pod opieką sąsiadek. Kuchel nie miała wielu przyjaciół, a rodzina nadal odmawiała kontaktu, więc Levi często był oddawany pod opiekę sąsiadom - jego matki nie było stać na nic innego. Wiódł względnie szczęśliwe dzieciństwo, przywiązany do matki, nieco oddalony od innych dzieci. Rozwijał się prawidłowo, nieco zaniedbany, ale nie ma się co dziwić, że kobieta po kilkunastu godzinach pracy nie miała sił ani czasu na naukę czytania czy pisania, czy wpajanie mu wiedzy o świecie. Problemy zaczęły się, kiedy Kuchel zachorowała. Levi miał wtedy około pięciu lat i potrafił sam się sobą zająć. Chodził także wtedy z matka do pracy, pomagając jej w sprzątaniu. Nie wiadomo, co dopadło Kuchel. Prawdopodobnie nieleczone przeziębienie przerodziło się w zapalenie płuc, które kompletnie ją zniszczyło. Robiła się coraz słabsza, zaniedbując pracę i dziecko, ostatecznie zaległa w mieszkaniu, nie mając sił na podniesienie się z fotela. Levi, żywiony tylko dzięki dobrej woli sąsiadów, zadziwiająco odporny, jak na pięciolatka, próbował matce pomóc, ale sam niewiele mógł zrobić. Kuchel słabła z każdym dniem, aż któregoś poranka po prostu się nie obudziła. Chłopiec nie wiedział, o co chodzi, stróżował przy ciele matki, nie opuszczając go. Prawdopodobnie sam by tego nie przeżył, gdyby nie właściciel mieszkania, domagający się czynszu. To on odkrył ciało i zawiadomił odpowiednie służby. Policjanci i pracownicy izby dziecka odrywali Leviego od ciała matki siłą, wrzeszczącego, kopiącego i gryzącego dzieciaka, przypominającego bardziej dzikie zwierzę, niż człowieka. Przywieziony wreszcie do placówki opiekuńczej nie dał się dotknąć, ani umyć, zaakceptował jedynie jedzenie, które wepchnął w siebie z zaskakującą szybkością. Wtedy w jego życiu pojawiła się zupełnie nowa osoba. Policja dotarła do brata Kuchel - Kenny'ego, starszego od niej o dobre kilka lat, zamieszanego w gangsterkę i handel bronią, jedynego krewnego skłonnego do zajęcia się dzieckiem. Jakim cudem udało się Kenny'emu opanować Leviego, tego nie wie nikt. Dość, że maluch pozwolił się doprowadzić do porządku, a potem zabrać nieznajomemu mężczyźnie. Proces adopcyjny trwał jakiś czas, ale nie dotknął Leviego zbyt mocno. Traumatyczna śmierć matki zdawała się nie odcisnąć na nim piętna - po zamieszkaniu u wuja nie wspomniał już o niej ani słowem. Normalnym dzieckiem także nie był, cichy i zdystansowany, dopóki nie został sprowokowany. Prowokacja kończyła się jednak wybuchem agresji, najczęściej bardzo brutalnym. Posłany przez wuja do przedszkola, uczył się dobrze, nadrabiając podstawowe umiejętności, ale już w ciągu pierwszych kilku dni udało mu się wybić kilka mlecznych zębów, kiedy ktoś próbował zaleźć mu za skórę. Już od małego szczególnie źle reagował na komentarze o swoim wzroście i chuderlawej posturze.
Wychowanie przez Kenny'ego standardowe na pewno nie było. Trwali w nieustannych sporach i kłótniach, przez lata. Kenny nauczył Leviego jak skutecznie się bronić i jak równie skutecznie zaatakować, zaznajomił go z bronią i chłopiec mając kilkanaście lat zagłębił się w przestępczy półświatek. W szkole trzymał się od innych z daleka, nie próbując nawiązywać znajomości. Jakimś cudem przyciągnął jednak do siebie ludzi - parę przyjaciół, Isabel i Farlana, którym udało się przebić przez mur sarkastycznych i uszczypliwych komentarzy, warkliwych odpowiedzi i wiecznie gniewnych spojrzeń. Dzięki nim zobaczył świat poza życiem, jakie prowadził Kenny i to dzięki nim zapisał się do wojska, po raz pierwszy sprzeciwiając się wujowi w tak spektakularny sposób.
Żołnierzem okazał się bardzo dobrym, jedynym problemem okazały się braki chęci współpracy, bo wszelkie próby buntu zostały mu wybite z głowy silną ręką. W czasie swojej nauki poznał dzięki Isabel Petrę, jedyną dziewczynę, która w jakikolwiek sposób zwróciła jego uwagę. Ona wydawała się nim zafascynowana. Spotykali się kiedy był jeszcze kadetem, a po przejściu do czynnej służby oświadczył się jej, kiedy okazało się, że wpadli. Marcel nie zespoił jednak ich związku, wręcz przeciwnie. Petra nie wytrzymała wychowywania dziecko w gruncie rzeczy samotnie, z mężem wracającym raz na kilka miesięcy, który po powrocie zdawał się nie darzyć jej żadnym uczuciem, a bywał nawet nieprzyjemny i agresywny tak intensywnie, że zaczynała się go bać. Zdradziła go z innym mężczyzną, który potrafił obdarzyć ją ciepłem. Levi wieść o tym przyjął ze zdumiewającym spokojem i zaproponował rozwód za porozumieniem stron. Jedynym jego warunkiem była możliwość kontaktu z dzieckiem. Co ciekawe, po rozwodzie relacja Leviego i Petry znacznie się poprawiła. To do niej wrócił, po zakończeniu wojskowej kariery.
 Jak do tego doszło? Stacjonował między innymi w Afganistanie, w czasie, kiedy względny pokój przerwały kolejne ataki terrorystyczne. Jeden z nich zniszczył mu życie - w samochód, którym jechał wraz ze swoimi przyjaciółmi, swoją drużyną, która była dla niego jak rodzina, wjechał samobójczy islamista. Wybuch ładunku, który znajdował się we wrogim pojeździe na zawsze zmienił los Leviego. Zabił wszystkich (Oluo, Eld, Gunther, Sasha - wciąż ma przed oczami ich ciała), poza Levim, którego w ciężkim stanie. Jego towarzyszy nie udało się uratować, on sam cudem uciekł śmierci, która zostawiła ślady na jego ciele i w umyśle. Rozpaczał długo, nie mógł się pozbierać. Petra, do której trafił, gdy jego stan się ustabilizował, uratowała go, doprowadzając do piony, zmuszając do fizjoterapii i do zajmowania się synem, na którego Levi początkowo nie potrafił spojrzeć bez poczucia winy. Ale nawet Petra, Isabel czy Farlan próbowali się nad nim litować, co doprowadzało go do szaleństwa, tak jak zrujnowane kolano, w które wstawiono implant. Ostatecznie, po kilku miesiącach rekonwalescencji wyjechał do Widowburga, gdzie znalazł nową pracę, dla odmiany w policji.

"Soldiers and children do as they're told. Children grow out of it, but soldiers just die."

Pozostałe informacje: 
- Wciąż trzyma w szafie swój stary mundur.
- Ma zaskakująco mało ubrań, przy czym część jest spakowana w torbę, jakby planował w każdej chwili gdzieś wyjechać.
- Jego mieszkanie jest tak miniaturowe, jak on sam. Wszystko jest w nim maleńkie - kuchnia połączona z salonikiem, łazienka, sypialnia Leviego i dodatkowy pokój, który zamienia się w dziecięcy, gdy Marcel przyjeżdża w odwiedziny.
- Wszędzie panuje żelazny porządek, łącznie z kuchnią, gdzie nawet przyprawy zostały poukładane alfabetycznie.


"Of course I’ll hurt you. Of course you’ll hurt me. Of course we will hurt each other."


 Jinx: 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy