Erwin Smith

tacenda - things better left unsaid; matters to be passed over in silence



30 lat | Upadły anioł



"Maybe there's more we all could have done, but we just have to let the guilt remind us to do better next time.” 
Erwin był zaledwie dzieckiem gdy jedna mała rzecz wpłynęła na całe jego życie. Jego ojciec, wracający do domu pijany nie zamknął po sobie drzwi. Mały chłopiec obudził się do trzasków dochodzących z salonu. Bojąc się, że nietrzeźwy ojciec zrobił sobie krzywdę zbiegł na dół by ujrzeć przerażającą scenę. Jego tata siłował się z jakimś zamaskowanym rabusiem, który trzymał w dłoniach broń. Niewiele myśląc rzucił się na obcego mężczyznę strącając go z ojca. Myślał, że uszy mu wybuchły, kiedy pistolet trzymany przez włamywacza wystrzelił. Mężczyzna uderzył głową o regał co na szczęście pozbawiło go przytomności. Gdy chłopiec spojrzał na swojego ojca, poczuł jakby serce zaczęło mu szybciej bić. Mężczyzna upadł na podłogę, kurczowo trzymając swój brzuch. Jego dłoń była cała w krwi a twarz bladła co raz bardziej. Pogotowie przyjechało szybko - nie wystarczająco. Pana Smith nie udało się uratować. Włamywacz został aresztowany i usadzony w więzieniu. Erwin został sierotą i trafiał do wielu domów dziecka i rodzin zastępczych. Mimo, że jego ojciec nie był dobrym rodzicem, chłopiec z pewnością tęsknił za tym co było.

“I was afraid of being rejected, yes. I was also afraid of being accepted for the wrong reasons.”
Podczas swoich podróży, Erwin trafił do człowieka o imieniu Ezechiel Johnes. Mężczyzna wyczuwając nadnaturalną aurę chłopca, przyjął go pod swoją opiekę. Erwinowi ukazało się miejsce nie do wyobrażenia - był to dom pełen dzieci z nadnaturalnymi genami. Wychowywane tak by nie krzywdzić ludzi, trenowane by radzić sobie z przeciwnościami losu i szczerze kochane. Mimo, że ani oni, ani Erwin nie wiedzieli jakim rodzajem nadnaturalnego jest, rozpoczęli trening, z nadzieją, że jego gen się ujawni. Nie pomylili się. Pewnego wieczora, w czasie lekcji od chłopca zaczęło bić nienaturalne światło. Był on drugim aniołem mieszkającym w tym domu. Pierwszym był sam Ezechiel. Mężczyzna zaczął darzyć chłopca dużym sentymentem, traktując go jak własnego syna. Wszystko szło dobrze do momentu gdy nadszedł pewien długo oczekiwany moment. Gdy w końcu skrzydła chłopca rozwinęły się, Ezechiel krzyknął, nie z radości a przerażenia. Ich kruczo-czarny kolor, charakterystyczny dla aniołów, które przelały krew człowieka, sprawił, że Erwin niedługo potem wrócił znów do domu dziecka.

“It is better to risk saving a guilty person than to condemn an innocent one.”
Te problemy ciągnęły się za młodym chłopcem przez długi czas. Często był zagubiony w swoich własnych refleksjach, miał problemy z normalnym funkcjonowaniem w społeczeństwie. Uważał się za złą osobę, bał się z kimkolwiek bliżej wiązać, zgadując, że wyrządzi jej krzywdę. Jako nastolatek zaczął pracować w miejscowym 7/11, zwłaszcza, że zbliżał się moment, kiedy będzie musiał się usamodzielnić, zwłaszcza, że nie będzie już po opieką domu dziecka. Chodził tam codziennie, na kilkunastogodzinne zmiany, gdy nie musiał się uczyć. Z natury bystry, mógł odpuszczać sobie naukę po szkole. Był wiecznie zmęczony, ale jak niczym na jakiejś męczeńskiej misji zaczął ignorować swoje potrzeby. Wiele razy myślał jak o wiele lepiej byłoby gdyby to on zmarł zamiast ojca.

“Heroes are ordinary people who make themselves extraordinary.” 
Któregoś wieczoru z układania napojów na półce za ladą wyrwał go nieco skrzeczący głos jakiegoś klienta.  Gdy odwrócił się, zobaczył lufę pistoletu wycelowanego prosto w jego głowę. Mężczyzna z komiczną rajstopą na głowie i w bluzie z kapturem rozkazał Erwinowi podać wszystkie pieniądze. Na telefon chłopaka nawet nie spojrzał, była to stara, rozpadająca się nokia. Młody Erwin rozejrzał się sklepie. Poza nimi nikogo nie było. Nastolatek, któremu wydawało się, że nie ma niczego do stracenia, korzystając z obecności adrenaliny w jego krwi, rzucił się na agresora, który się tego widocznie nie spodziewał. Młody chłopak szybko wytrącił mu pistolet z dłoni i uderzył go starą, niedocenioną nokią w twarz, choć nie wiedział co robi. Zwyczajnie nie przerywał. Po chwili facet leżał ledwie dyszący ze złamanym nosem. Erwin skorzystał z nadzwyczajnej komórki i zadzwonił po policję, która przyjechała po czasie dłużyszym niż wypadało. Adrenalina opadła, pozostawiając chłopaka rozstrzęsionego. Policjant, który zbierał od niego zeznania, widząc jak chłopiec przeżył to wszystko, powiedział, że odwiozą go do domu. Erwin zamilkł - nie był gotowy by wracać w to znienawidzone przez niego miejsce. Policjanci spojrzeli pomiędzy sobą i zabrali chłopaka na posterunek, dając mu do herbatę do wypicia i solone orzeszki z automatu do zjedzenia w pokoju socjalnym. Który mógł, spędzał z nim czas, zabawiając go historyjkami o niepoważnych wezwaniach. Po godzinie trzeciej zjawił się dowódca, który na początku nie wiedział jak zareagować widząc Erwina zawiniętego w koc na kanapie. Wziął komisariusza, który go przesłuchiwał na bok i kiedy wrócił, klęknął przed chłopcem uśmiechając się sympatycznie w jego stronę. Padły słowa, które przełamały bariery chłopaka - "Słyszałem co zrobiłeś. Jesteś bohaterem, młody". Erwin zaczął szlochać niekontrolowanie, wyrzucając z siebie wszystkie te emocje - strach, obrzydzenie względem samego siebie i głównie głęboki smutek. Starsza policjantka, która wylądowała na nocnej służbie zaczęła go uspokajać jak własne dziecko. Gdy wystarczająco się uspokoił opowiedział policjantom historię jego dzieciństwa. Nie patrzyli na niego rozczarowani, nie byli nim zniesmaczeni, nie wyśmiali go. Kiwali tylko głowami i dowódca jako jedyny przerwał ciszę, tłumacząc Erwinowi, że samo to, że czuje poczucie winy, sprawia, że nie jest złym człowiekiem.

"If you want to live a happy life, tie it to a goal, not to people or things.” 
Dziś już nawet nie pamięta twarzy tamtego policjanta, lecz pamięta jakie uczucia wywołały w nim te słowa. Czuł się jakby nagle trafił do miejsca, którego szukał od śmierci ojca. Nie miał on już dzięki temu tego poczucia ciągłej bezsensowności, gdyż znalazł swój cel. Pracował ile mógł, wrodzona inteligencja zdecydowanie mu to ułatwiła. Zaczął przeć przez szkołę jak szalony żeby móc dostać się do akademii policyjnej. Niczego tak nie pragnął, by pomóc uniknąć innym dzieciakom, tego losu, który spotkał jego. Nadal zdarzały się dni, kiedy dawne myśli go przytłaczały ale zazwyczaj miał powód by iść do przodu. Do szkoły się całe szczęście dostał. Nie był najlepszym uczniem w akademii, lecz bez problemu dostał pracę w Widowburgu. Mimo, że na początku przez większość czasu zajmował się papierkami i coffee runs, jego upór został zauważony przez współpracowników. Dostrzegli też to jak uciążliwy jest i zaczęli brać go na misje tylko po to by nie słuchać jego powtarzanych w kółko i kółko próśb.

Garren
“‎Though nobody can go back and make a new beginning... Anyone can start over and make a new ending.”
Dziś Erwin pełni funkcję komendanta na posterunku w Widowburgu. Specjalizuje się w długich, ciężkich akcjach, jego podwładni nie pojadą do włamania czy wypadku samochodowego. Odkryto, że Erwin jest doskonałym logistykiem - dlatego często jemu zdarzają się te najtrudniejsze do rozwikłania i rozplanowania sprawy. Jest to sporo presji, ale przy każdym rozwiązanym przypadku satysfakcja rośnie. Mieszka w małym i prostym lokum - na komisariacie spędza więcej czasu niż we własnym domu. Dlatego też często zabiera do pracy Garrena - jego pupila, buldożka angielskiego. Szkoda mu się robi chłopaka gdy musi siedzieć sam cały dzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy