piątek, 1 lutego 2019

"Dear Karma, I really hate you right now, you made your point."

Na samą myśl o tonie Erwina usłyszanym przed chwilą, Levi wzdrygnął się. Nie tylko ton sprawiał, że dreszcz przebiegał mu po skórze. Mężczyzna Erwina nie znosił, nie mogąc rozgryźć jego gry ani znaleźć słabego punktu. Nie podobało mu się ile informacji o nim blondyn ma już w kieszeni, a liczba ta była prawdopodobnie większa niż to co Levi sam mu powiedział. Krzywiąc się, świeżo upieczony śledczy kopnął drzwi prowadzące do laboratorium Hanji. Nie miał szczególnej ochoty na spotkanie z nią, zwłaszcza, że wciąż zależało mu na szybkim powrocie do domu. Miał cichą nadzieję, że kobieta już wyszła, ale niestety zawiódł się.
- Levi!
Omal nie spotkał się z dłonią laborantki w swoich włosach, uciekając w ostatniej chwili. Dobrze znał podejście Hanji do higieny i wolał unikać dotykania jej, zwłaszcza w pracy, kiedy niczym dziwnym byłoby to, że kobieta miała przed chwilą w rękach coś obrzydliwego.
- Łapy przy sobie. Nie jestem tu dla przyjemności.
Na te słowa Hanji zrobiła pokazową minę zbitego psa, zaraz jednak rozchmurzyła się. Jej nastrój zmieniał się jak górska pogoda, najczęściej pozostawał pozytywny, kiedy kobieta skupiała się na swoich badaniach.
- Muszę ci koniecznie pokazać! Spójrz na to, komórki, które tu potraktowałam...
Reszta paplaniny utonęła w tle, gdy Levi pozwolił sobie na chwilę odpoczynku, opierając się biodrem o blat, kiwając jedynie głową w kluczowych momentach. Kusiło go, by pozwolić jej gadać, ale poczucie obowiązku przywołało go do porządku.
- Hanji... Hanji... Hanji, do kurwy nędzy, posłuchaj mnie!
Po kilku próbach zwrócenia na siebie uwagi, Levi potrząsnął kobietą agresywnie. Dopiero wtedy ta spojrzała na niego uważniej i przestała mówić.
- Nie jestem tu, żeby słuchać o twoich odkryciach. Ten dupek, Smith - mówiąc to Levi skrzywił się - przysłał mnie, żeby zapytać cię o nadnaturalnych.
Twarz Hanji rozjaśniła się podekscytowaniem.
- Nadnaturalni? Czy to ma związek z ostatnią sprawą? Doszliście do czegoś?
Zasypany gradem pytań, mężczyzna przetarł twarz dłonią, powstrzymując się siłą woli od uduszenia Hanji na miejscu.
- Tak, Blondie dopatrzył się linii energetycznych i połączył je z usmażonymk narządami. Więc przyszedłem cię spyt...
Kobieta nie dała mu dokończyć, zrywając się z miejsca z taką prędkością, że zrzuciła z blatu zlewką, którą cudem złapał Levi. Hanji dopadła laptopa, waląc w klawiaturę z nieomal świetlną prędkością. Z okrzykiem triumfu odwróciła się nagle do Leviego, wskazując na ekran.
- Elektryczni! Wszystko pasuje! Wiedziałam, że to mi się kiedyś przyda, bo widzisz...
Opowieść Hanji o tym skąd zdobyła informacje zeszła na dalszy plan, kiedy Levi sięgnął po myszkę, najpierw przecierając ją chusteczką dezynfekującą. Klnąc pod nosem wyprostował się i sięgnął po swój telefon, szybko wybierając kontakt Erwina. Nim ten zdążył nawet powiedzieć "halo", Levi już się odzywał.
- Rusz tu dupę, blondie, Hanji coś znalazła I mamy przesrane.
Erwin zjawił się po kilku minutach, stając wraz z Levim przy laptopie. Zalały ich wyjaśnienia Hanji, wyrażone entuzjastycznym tonem, w towarzystwie zamaszystych gestów, które omal nie zniszczyły kolejnego szklanego naczynia. Słuchali ich, Levi z wyraźnym zniecierpliwieniem, poruszając nogą nerwową manierą, a Erwin ze skupieniem wypisanym na niego twarzy.
- Kiedyś ich moce musiały być bezużyteczne, ale teraz, przy obecnym rozwoju technologii, mają tyle możliwości. Z tego co wiem potrafią kontrolować elektryczność, nawet w promieniu kilkunastu kilometrów.
- Świetnie, po prostu kurwa świetnie. Mamy martwą dziewczynę i wszechpotężnego mordercę - żachnął się Levi.
- Mają jakieś słabe punkty? - głos Erwina nawet się nie zachwiał i w takich momentach Levi nienawidził go jeszcze bardziej.
Hanji tymczasem potrząsnęła silnie głową, kontynuując swoje tłumaczenie.
- Nic o czym wiem. Trzeba by odizolować go od źródeł energii, ale teraz byłoby to raczej trudne.
- O ile nie niemożliwe - wtrącił się Levi.
Na chwilę zapadła cisza, przerywana tylko kliknięciami myszy, gdy Erwin przewijał kolejne strony notatek Hanji. Trwała ona na tyle długo, że Levi prawie podskoczył, zaskoczony, gdy drzwi otworzyły się, ukazując najpierw zaspanego Armina i idącego za nim wysokiego blondyna ubranego w fantazyjne rozpiętą koszulę.
- Przepraszam, szefie, ale ten pan mówi, że szuka Leviego.
Arlert na moment spojrzał w oczy mężczyzny, by uciec wzrokiem równie szybko. Erwin wykazał się zwyczajnym opanowaniem, zamykając laptop nim czyjekolwiek niepożądane spojrzenie zdążyło na nim spocząć. Levi tymczasem patrzył na "nieznajomego" z zirytowaniem.
- Farlan, można wiedzieć, czemu...
Nim zdążył dokończyć Farlan wysunął się do przodu, odgarniając włosy z czoła i wyciągając dłoń w stronę Erwina, z pokazowym uśmiechem numer 5.
- Farlan Church, przyjaciel Leviego. Muszę go ukraść, obiecał mi swoje towarzystwo i jak na razie koszmarnie się spóźnia.

Eruwinu senpaaaaiiii~
Będzie ciekawie, bo Farlan lubi manipulować i dominować sytuację równie mocno co Erwin :>
Levi ma pewien gust jeśli chodzi o mężczyzn.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy