sobota, 2 lutego 2019

"It is hard to be brave, when you're only a Very Small Animal. "

- Timmy, wstawaj wreszcie, chcę być na miejscu wcześniej.
Dylan rzucił się na materac obok Timothy'ego, który w odpowiedzi zawinął się jedynie bardziej w kołdrę, znikając pod nią całkowicie.
- Zrobię ci gofry, jeśli wstaniesz teraz - Dylan uciekł się do przekupstwa.
Znał Timmy'ego za dobrze i rzeczywiście, po sekundzie z kokonu wynurzył się najpierw czubek głowy, z niemożliwe potarganymi włosami, a potem para zaspanych, ciemnych oczu.
- Z czekoladą? - w głosie chłopaka brzmiała nadzieja.
- Może być i z czekoladą. Wstajesz?
Po potwierdzającym pomruku Dylan podniósł się z łóżka, całując Tima w czoło. Chłopak podniósł się do pozycji siedzącej, wzdychając ciężko i przeciągając jak kot. Przez moment siedział jeszcze, patrząc w przestrzeń, kuszony możliwością powrotu do snu. Gofry wydały mu się jednak bardziej atrakcyjne, poza tym obiecał. Zwlókł się z miejsca, po czym podreptał w stronę kuchni. Objął Dylana, mieszającego ciasto w misce i ziewnął szeroko, wtulając twarz w jego ramię.
- Idź się ogarnij, śpiąca królewno, wyglądasz jakbyś się nigdy nie czesał.
Rozbawiony Dylan trzepnął dłoń Timmy'ego, który spróbował zanużyć palec w surowym cieście. Z obrażoną miną poszedł do łazienki, spoglądając w lustro. Jego włosy rzeczywiście były jednym wielkim bałaganem, stojąc przeciw grawitacji i zdrowemu rozsądkowi. Normalnie raczej by się tym nie przejął, ale dzisiaj musiał wyglądać jak człowiek. Wyprawa na VidCon była pomysłem Dylana i na samą myśl o niej żołądek Timmy'ego przewracał się do góry nogami. Wszystkie materiały z wydarzenia, które widział do tej pory przedstawiały tłumy ludzi, czyli coś absolutnie przerażającego. Sięgając za lustro, Timmy chwycił opakowania swoich stałych leków. Gorycz tabletek w ustach dawała mu dziwny spokój. Ostatnie pudełko z lekiem, którego używał doraźnie Tim wyniósł z łazienki po wzięciu prysznica, by wpakować je do swojego plecaka. Przystanął przed otwartą szafą, medytując nad swoim ubiorem. Ostatecznie wybrał ciemny sweter, prezent od Dylana na ostatnie święta, na tyle duży, by skrywać ciało Timmy'ego w sposób jaki dawał mu największy komfort.
- Śniadanie!
Okrzyk z kuchni popędził go do działania i już po chwili stał przy oknie, wystawiając twarz do słońca, żując gofra.
- Jeśli chcemy zdążyć na czas pierwszego spotkania powinniśmy się pospieszyć.
Timmy skinął głową, wrzucając talerz do zlewu, po czym skierował się po swój plecak, z niedojedzonym gofrem w zębach. Wciągnął na stopy trampki ze Spidermanem.
- Wyglądasz w nich jak pięciolatek - zaśmiał się Dylan, otwierając drzwi.
- I kto to mówi...
Dylan miał na sobie koszulkę z Deadpoolem.
- Pff, Deadpool to nie bohater dla dzieci.
- To wcale nie jest bohater.
Przekomarzając się wsiedli do starego auta Dylana. Dojazd zajął dłużej niż zazwyczaj, że względu na ogromne korki i Timmy omal nie przysnął, z głową opartą o szybę. Na miejscu prawie przywarł do Dylana, czepiając się rozpaczliwie jego ręki, wlepiając spojrzenie w swoje stopy. Chłopak nie kwestionował tego, znali się za długo. Zamiast tego przeprowadzał go przez tłum, zmierzając w stronę pierwszej atrakcji tego dnia. Z czasem Timmy zaczął się rozluźniać, skupiając na rzeczach dookoła niego zamiast na masie ludzi. Wciąż jednak nie puszczał dłoni Dylana, mimo paru rzuconych im nieprzyjemnych spojrzeń. Pomogły też prawdopodobnie wzięte leki, które pomogły mu przeżyć spotkanie z kilkorgiem własnych fanów. Z nieśmiałym uśmiechem pozował do zdjęć i odpowiadał na pytania.
- Czasami zapominam, że jesteśmy sławni - westchnął dramatycznie Dylan, kiedy usiedli w kącie na podłodze, by w spokoju odpocząć.
Timmy tylko dźgnął go łokciem w żebra, przewracając oczami.
- Apropos sławy, to chyba musimy się zebrać, jeśli nie chcesz przegapić swojego idola.
Na te słowa Dylan zerwał się z miejsca, pociągając Timothy'ego w tłum. Zdążyli przed czasem, stając wśród zgromadzonych ludzi, palce Timmy'ego splecione z Dylana.
Kiedy Alexander wszedł na scenę, Timmy zwrócił na niego uwagę, zmuszając się do skupienia, pomimo dyskomfortu. Mężczyzna był jednym z ulubionych youtuberów Dylana i Tim wielokrotnie widział go na ekranie laptopa. To głównie z jego powodu też tu byli. Jedno zerknięcie na chłopaka potwierdziło, że cierpienie Timmy'ego się opłaciło - Dylan wyglądał na przeszczęśliwego i to wystarczyło, by przywołać uśmiech na twarz Tima.
Wszystko szło dobrze dopóki Alexander nie obwieścił, że w ramach swojego występu podejmie się makijażu na osobie z publiczności. Timothy odruchowo skurczył się w sobie, kiedy jakaś kobieta weszła w tłum, oglądając twarze i coraz bardziej zbliżając się w jego stronę. Kiedy stanęła przed nimi, spojrzenie Timmy'ego świdrowało dziury w czubkach jego trampek. Usłyszał komentarz o wspaniałych kościach policzkowych, na który podniósł wzrok, orientując się nagle, że nieznajoma patrzy wprost na niego. Wszystko zwolniło, kiedy Dylan puścił nagle jego dłoń, ściągnął plecak z ramion i pchnął naprzód, z szerokim uśmiechem na twarzy. Kompletnie sparaliżowany Timmy dał się pociągnąć w stronę podwyższenia, słysząc jedynie krew dudniącą mu w uszach, kiedy jego puls przyspieszył gwałtownie i nagle pożałował, że wstał dziś rano z łóżka.

Biedne, przestraszone zwierzątko, proszę go nie zjeść.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy