niedziela, 10 lutego 2019

“The purposeful destruction of information is the essence of intelligent work.”

Przed zaśnięciem Alexander zastanawiał się co obudzi go pierwsze - jego budzik czy nerwowy telefon od Bianki. Najwyraźniej był głupcem, że nie pomyślał o tym, że kobieta po prostu przyjdzie do jego mieszkania, wpuszczając się za pomocą swojego klucza, budząc go prawie o dwie godziny wcześniej niż jego budzik. O ile na początku chciał zlekceważyć jej wtargnięcie i dokończyć sen, to później gdy dokończył swój makijaż i miał jeszcze czas na kawę oraz śniadanie, chciał jej podziękować. Usłyszał piski Marleya, jakby pospieszając mężczyznę. Ostatni raz upewnił się, że jego złoty eyeliner nie jest rozmazany a śliwkowy i atramentowy cień nie opadł nigdzie na policzki i zadowolony wyszedł z sypialni, kiwnięciem głowy dziękując Biance za zaparzenie kawy. Po wsypaniu karmy do miski psiaka wyciągnął płatki owsiane i szybko przygotował dwie porcje owsianki z malinami i jagodami, w ramach odwdzięczenia się kobiecie i zadowolenia swojego brzucha. Podziękowała mu dokładnie takim samym gestem i jedli głównie w ciszy, poza pojedynczymi uwagami dotyczącymi jego grafiku. Po zjedzeniu i upewnieniu się pięć razy, że wszystko jest na miejscu, zapiął smycz przy obroży Marleya, założył sweter w kolorze wina na czarną koszulę i przepuszczając najpierw Biankę w drzwiach, wyszedł z mieszkania, wszystko dokładnie zamykając. Jego torba nie była ciężka, natomiast z niepokojem patrzył na drobną kobietę, która wydawała się mieć problemy ze swoją walizką. Wziął ją więc od niej, położył i zaczepił swój bagaż i uciszył protesty dziewczyny wręczając jej smycz z Marleyem i wyciągając z małego plecaka aparat na mini statywie, którego zazwyczaj używał w publice i wręczył jej. Zdecydowali się już wcześniej na zostawienie auta Bianki pod jego blokiem, w związku z tym, że nie mieli daleko do dworca kolejowego, więc postanowił, że warto wykorzystać ten krótki spacer na rozpoczęcie vloga, którego przecież obiecał widzom. Przyjrzał się temu jak kobieta sprawnie uruchamia nagranie, celując kamerę tylko na niego. Pokręcił głową.
- To będzie niezręczne. Pokaż się w kadrze. Ludzie, którzy lubią cię bardziej ode mnie się ostatnio ciebie domagali - wyjaśnił jej i sam prawie podniósł kąciki ust, widząc jej zadowolony uśmiech. Obróciła ekran z podglądem w swoją stronę i po chwili witali się, machając do kamery.
- Jedziemy na VidCon! - zawołała praktycznie tuż po tym jak chłopak powiedział swoje cześć. Pozwolił głównie jej mówić, wiedząc, że później to on będzie odpowiedzialny za większość materiału. Słuchał bezmyślnie jak opowiadała o ich planach na ten dzień i podekscytowaniu spowodowanym jego drugim występie na tym konwencie, rzucając okazjonalne uśmiechy w obiektyw. Skupił na sobie uwagę tylko na chwilę, prosząc Biankę o zbliżenie na jego makijaż, usatysfakcjonowany tym jak złoto błyszczało się w słońcu. Na dworzec kolejowy dotarli dość wcześnie, mając jeszcze czterdzieści minut do pociągu. Alexander wykorzystał ten czas kupując im herbaty mrożone w Starbucksie i bajgle z awokado. Pociąg był przeciętny, bezprzedziałowy, ale przynajmniej z numerowanymi miejscami. Znaleźli swoje miejsca, witając się cichutko z czarnoskórym, starszym małżeństwem siedzącym naprzeciwko nich, którzy natychmiast wydali się oczarowani pieskiem, którego uwaga bardzo cieszyła. Dziecko, najwyżej trzyletnie, siedzące na kolanach kobiety (jak się później okazało, ich wnuk) natychmiast pokochało psiaka, wyraźnie z wzajemnością. To właśnie Aleksowi przypadło rozmawianie o pogodzie i poinformowanie małżeństwa, że Bianka i on tylko pracują razem po komentarzu o tym jak uroczą parą są. Mimo tego, że zawsze byli przed czasem, okazało się, że pociąg miał jakieś problemy techniczne, skutkując dwudziestominutową przerwą na jednym z przystanków. Co za tym szło, byli na miejscu później niż w planach, nieco w pośpiechu, ruszyli do hotelu. Zostawiając Biance zameldowanie, zabrał psiaka na obowiązkowy spacer. Z ulgą spojrzał na telefon, dostając od kobiety sms z piętrem i numerem ich pokoju. Z jego torby, położonej na jednym z łóżek wyciągnął już przygotowany zestaw, potrzebny mu na pierwszą prelekcję, Biance pozwalając zająć się sprzętem i Marleyem. Powiedzieć, że na miejscu konwentu był chaos, to za mało. Dookoła nich wszyscy biegali, krzycząc do siebie o organizacji, w panice szukając ludzi, propów i techników, prawie płacząc z powodu nagłych kłopotów technicznych. Zostali oddelegowani przez dziewczynę o imieniu Sarah do ich sali konferencyjnej, dając mu tylko piętnaście minut na rozłożenie wszystkiego i podłączenie mu mikrofonu przez dźwiękowców. Całe szczęście, był odporny na nerwy. Wszystko poszło gładko i wkrótce witał się z ludźmi, którzy jakimś cudem wypełnili całą salę (mógłby przysiąc, że ludzie jeszcze chcieli wejść). Miał mówić o dość spektakularnych makijażach oka, najpierw opowiadając o tym, co zrobił dziś u siebie. Potem zasygnalizował Biance, że jest gotowy i obwieścił, że wykona makijaż pokazowy jednej osobie z publiczności. Podekscytowany szmer, który się podniósł usatysfakcjonował go. Zastanawiał się jaką ciekawą twarz kobieta znajdzie w tłumie. Nie zajęło jej to długo, Bianka była jak drapieżny ptak, który od razu wypatruje swoją ofiarę. Spodziewał się najpierw oporu więc prawie zaskoczyło go to jak już po sekundzie ciągnęła "wybrańca" na podwyższenie. Poprosił o oklaski dla ochotnika, które widownia z wielką radością dostarczyła. Dopiero wtedy odwrócił się w stronę wprowadzonej na scenę osoby. Po budowie stwierdził, że był to chłopak, Azjata o dziecięcej twarzy. Byłby nawet zadowolony z wyboru Bianki, gdyby nie to, że chłopak wyglądał jak sarenka w światłach samochodu, trzęsąc się jak osika. Nie miał doświadczenia z takimi zachowaniami - zazwyczaj spotykał zbyt podekscytowane i przyjazne dziewczyny i gejów lub osoby, które tylko witały się z nim i uśmiechały. Nie widział jeszcze osoby, która by się go bała. Podszedł do tego kogoś, próbując wyglądać jak najprzyjaźniej, co było ciężkie, patrząc na to o ile niższy był od niego chłopiec.
- Potrzebujesz wody? Wszystko w porządku? - Zapytał, korzystając jeszcze z hałasu na sali. Odpowiedziały mu tylko małe potrzęsienia i kiwania głowy. Był to całkiem ciekawy widok. Chwycił zwykły mikrofon, inny niż ten bezprzewodowy znajdujący się przy jego buzi (musiał mieć wolne ręce i mówić do publiczności wykonując makijaż, tego nie dałoby się połączyć bez mikrofonu nagłownego) i wręczył chłopcu.
- Dzięki, że przyszedłeś. Jak masz na imię? - Na sali znów zrobiło się ciszej. Wskazał chłopcu przygotowany stołek.
- Tak. Yym, Timmy. Timothy - nadeszła odpowiedź, wywołująca wśród widowni różne reakcje, od śmiechu po rozczulenie.
- Okej Timmy - przywołał na twarz swój wyćwiczony uśmiech, gdy chłopak siadał na zbyt wysokim dla niego stołeczku. - Pierwsze pytanie. Czy lubisz psy? - zadał, wywołując znów podekscytowanie na sali. Timothy pokiwał głową i po chwili Bianka wchodziła na scenę, prowadząc dumnego Marleya.
- Powitajmy naszego gościa specjalnego. Jeśli jeszcze nie wiecie, na imię ma Marley i uwielbia wszystko i wszystkich - przedstawił małego westie, wywołując jeszcze więcej pisków na sali. Bianka posadziła psiaka na kolanach Timmy'ego i wyszła z rozczulonym wyrazem twarzy.
- Timothy - zaczął znów Alex, gdy Marley wyglądał na usatysfakcjonowanego pieszczotami. - Masz bardzo ładne oczy! I kości policzkowe - powiedział i przekrzywił głowę widząc zdziwienie na twarzy gościa. Wystarczyła chwila, by zdecydował się na kolory pasujące młodemu chłopcu. Podszedł bliżej, upewniając się, że nie zasłania widoku kamery, z której nagranie było przesyłane na duży ekran za ich plecami.
- Czy mogę? - upewnił się, czekając aż usłyszał słowa potwierdzenia od Timothy'ego by dotknąć jego twarzy. Zdjął okulary chłopca i dał mu chwilę na przyzwyczajenie się do rozmazanego obrazu. Wziął uwielbianą przez fanów opaskę do włosów z kocimi uszami i odgarnął włosy chłopca, komentując z uznaniem czystą i gładką skórę twarzy gościa. Był pewien, że przez rumieńce Timothy'ego nie będzie musiał używać różu. Twarz to była rutyna - tonik, primer, podkład, korektor, kontur, itd. Najważniejsze było oko - bazą był podobny jak u niego, śliwkowy kolor, który dopełnił granatem na środku powieki i fioletem w załamaniu. Chcąc zobaczyć jak wyglądałaby miedź przy czekoladowych tęczówkach, pociągnął nią po dolnej powiece i w kąciku oka. Makijaż wyglądał nieco zabawnie przy dziecięcej twarzy chłopca, ale całe szczęście nie wyglądał dziwnie. Natomiast jeszcze czegoś Aleksandrowi brakowało, więc zadowolony z efektu postawił na więcej miedzi, nakładając brokat w tym kolorze na środku i górnej, i dolnej powieki. Zrezygnował z jakiejkolwiek kredki czy eyelinera, nie chcąc jeszcze bardziej obciążać delikatnych rysów chłopca. Użył już tylko tuszu do rzęs, podkreślił brwi i nałożył różany błyszczyk na jego usta. Nie mógł użyć żadnego mocnego koloru - byłaby to przesada. W końcu zadowolony z efektu, upewnił się, że chłopak będzie wiedział jak potem ten makijaż zmyć i oznajmiając, że skończył uwolnił Timothy'ego z jego stołka, jeszcze raz mu dziękując, kiedy ten już tuptał nerwowo w stronę swojego miejsca. Odpowiedział też na parę ostatnich pytań i zaczął żegnać się z publicznością. Miał teraz trochę czasu wolnego i nie wiedział jak go wykorzystać.

CÓŻ TERAZ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy