Mori nie był pewien jak w ogóle do tego doszło. W jednej chwili kończył rozmowę z Kat, a w następnej siedział wraz z Jią, Milo, Kat i jej bratem w taniej restauracji, jedząc długo wyczekiwany obiad. Cóż, prawdopodobieństwo wskazywało na Jię - jak tylko zjawili się z Milo w ośrodku oboje starali się mu przypodobać, wykorzystując Kat i jej brata jak zasłonę dymną, co sprowadziło skonfudowane rodzeństwo do spędzenia obiadu z Morim. Przez nich nie mógł otwarcie opieprzyć dwójki manipulantów za ich bullshit i spytać, o co takiego tu chodzi. Pozostało mu tylko wepchnąć w siebie jak największą porcję ciepłego makaronu i wiercić wzrokiem dziury w siedzącym naprzeciwko Milo. Jia już dawno się uodporniła.
- Jak dyżur? - spytał Milo.
- Nieźle. Nikt nie zginął i to normalna zmiana, więc mogę iść spać w swoim łóżku. Dziesięć na dziesięć. Jia, nie waż się karmić mojego psa makaronem.
Dziewczyna zastygła, z nitką spaghetti w połowie drogi pomiędzy jej talerzem a psim pyskiem. Wilhelmina spojrzała na swojego pana z oburzeniem w oczach.
- Ale ona jest taka malutka, musi przytyć.
- Niedługo będzie wyglądać jak klops, sama sobie przytyj.
Jia podniosła psa na kolana, mamrocząc do niego cicho coś o znęcających się dupkach, że to wszytko jego wina i wieczorem trzeba nasikać do butów. Milo zaprotestował, zdecydowanie za głośno, że to na pewno byłyby jego buty i niech sika na dywan jeśli już gdzieś musi. Kat odchyliła się za daleko na krześle i omal nie spadła na podłogę i po tym spojrzeniu na towarzystwo Mori stwierdził, że Matt ma tu chyba największy potencjał na zdrowego członka społeczeństwa. Przynajmniej dopóki nie zakrztusił się swoim obiadem.
- Ej, wiesz, jak dziwnie widzieć cię poza szpitalem? Trochę jak jako dziecko, gdy się widzi nauczycieli poza szkołą - powiedziała Kat, gdy opanowała już swoją grawitację.
- Też jestem zdziwiony
- Nie, nie, nie, szpital to jedno, ale jak się go widzi w normalnych ciuchach to jest większy szok - odparł Milo.
- Czasami mam wrażenie, że żyjesz w kokonie tego okropnego materiału. Co to ma być za krój? Worek? Już nie mówiąc o kolorze - dorzuciła Jia,
Mori wykrzywił się w jej stronę, zawijając się w bezpieczny materiał swojej bluzy.
- Są wygodne, okej? I łatwo się piorą. I można udawać, że się nie ma kształtu.
- Chciałbym czasem nie mieć kształtu - westchnął Matt, opierając się na łokciu.
- Ja to bym chciała być trójkątem. Najlepiej równobocznym. Są fajne.
Kiedy Milo, Matt i Jia kłócili się na temat najlepszej figury geometrycznej, Kat powoli karmiła Wilhelminę kawałkami swojej bagietki, robiąc to w najmniej skryty sposób, jaki Mori kiedykolwiek widział. Mori wpakował w siebie resztę tej Milo, który machał rękami, próbując się wysłowić, gdy Jia przerywała mu w pół zdania, za każdym razem, gdy padało słowo sześcian.
Mori był całkiem pewien, że nie pamięta czym do cholery są bryły. Tym bardziej trapezoidy.
IM TO FUCKING GAY TO DO MATHS
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz