poniedziałek, 23 marca 2020

"Local dumbasses knew what they were getting themselves into and they still did it".

Złość. Czysta złość. Zayden maszerował znaną mu ścieżką za domem, tupiąc z furią swoimi krótkimi nogami. Gdy potknął się o samotną gałązkę zdecydował się ją podnieść i wsadzić w swoje włosy. Ot, tak. Bo świat nie ma prawa mu dyktować co może a co nie może robić.
- Cholerna Brenda - mruczał do siebie, pełen żałości i buntu. Myślami powędrował do wydarzeń ze szkoły, do tego, jak siedząca obok niego zupełnie przeciętna i nie wyróżniająca się nijak Brenda postanowiła zacząć się nabijać z jego wyniku z testu. To nie była jego wina, że zupełnie nie łapie literatury. Pani Jung powiedziała, że leki powinny mu pomóc się skoncentrować, ale nie widzi efektów i jest tym już tak bardzo, bardzo zmęczony. Serio, pierdolić Brendę. Nie wiedział, że szuka konkretnego miejsca ale gdy zawędrował w krąg Fae, zorientował się, że cały czas tam podążał. Klapnął na kamień posadzony idealnie w środku kręgu i westchnął dramatycznie. Nie było dnia, kiedy nie żałował, że to matka go nie przygarnęła, żeby mógł być częścią tej magicznej społeczności. Nie czuł się człowiekiem, regularne herbatki z myszami temu zaprzeczały, ale także nie miał wstępu do tamtej strony rzeczywistości. To było zupełnie okej. Stu procentowo fair. Wcale nie czuł się wykluczony przez obie strony. I jeszcze mają czelność kazać mu przechodzić przez nastoletni bunt. Z pogardą pomyślał o wszystkich bohaterkach filmów young adult, które mają problemy z chłopcami, które wywołują same, albo narzekają na problem, który wcale nie jest problemem, a on siedział w środku lasu, z gałęzią we włosach, przeklinając losy. Tak właściwie to nie przeklinał losów, był za mądry by się tak pogrążyć, bo tylko głupcy mieszają z losem ale było temu blisko.
- Co cię ugryzło? - usłyszał nieznajomy głosik i z westchnieniem zaczął przeszukiwać kieszenie w poszukiwaniu kawałków krakersów, które zawsze magicznie się tam znajdowały i spróbował zlokalizować swojego nowego przyjaciela. W końcu dostrzegł małą polną mysz kręcącą się wokół jego lewego buta i wyciągnął rękę z okruszkami w jej kierunku.
- Życie jest żmudne a ludzie męczący - znów westchnął dramatycznie. - Czasami marzę by świat się zaczął kończyć, bym mógł go uratować i żeby wszystko magicznie ułożyło się perfekcyjnie jak w tych wszystkich książkach - wymamrotał, patrząc na mysz, która akurat przerwała jedzenie krakersa.
- Chcesz przygód? - zapytała, a on kiwnął głową. - Nie wolisz być w swojej bezpiecznej norce? - Zayden pokręcił głową.
- Mogę ci pokazać przygodę - zaproponował mu mały kompan. Uszy rudzielca drgnęły z ciekawością.
- Tak, proszę! Zrób to dla mnie - wyszeptał żałosnym tonem, pokładając wszystkie swoje nadzieje w tyciej myszy.
- To chodź za mną - usłyszał pisk i zaczął ze skupieniem podążać za myszą, której sierść uparcie mieszała się z podłożem. Zorientował się, że nie patrzył przed siebie, tylko pod nogi, gdy prawie wszedł w płot. Nie był to wysoki płot, per se, ale byłoby to uciążliwe gdyby wszedł w płot.
Rozejrzał się wokół siebie. Mysz go zaprowadziła w okolice jakiegoś małego domku, otoczonego bogatym ogródkiem. Było to miejsce tak pełne magii i dziwów, że zmysły chłopca dostawały szału. Zayden stwierdził, że w takim razie nie będzie przekraczał granicy ogrodzenia, tak powinno być bezpieczniej. Była to kiepska przygoda, ale może się zabawić. Jego spojrzenie padło na narcyzy rosnące pod płotem. Nachylił się przez płot by dotknąć ich pięknych, żółtych kwiatów.
- Co my tu mamy - szepnął do siebie i uśmiechnął się. Wystarczyło parę szeptów, by przekonać narcyzy na porzucenie swojej żółtej barwy, by oblały się jaskrawą purpurą. Wróci tu za parę dni i zrobi trochę więcej chaosu. Narazie wraca do domu. Czemu nie.

Sal?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy