Drugi tydzień w nowym mieszkaniu, a wszystko nadal było dla Caspiana chaosem. Gubił się w swoich ubraniach, nie miał pojęcia gdzie położył klucze, portfel, plecak, aż wreszcie uderzył w zamknięte drzwi, bo zwyczajnie zapomniał o ich otworzeniu. Grafik obserwował poranne zamieszanie ze spokojem, machając leniwie ogonem, kiedy jego pan po raz kolejny potknął się o zawinięty kawałek dywanu. Pies był już na swoim spacerze i mógł rozkoszować się porankiem tak długo jak chciał. Tymczasem Caspian omal nie był spóźniony. Ponownie.
Ledwie zdążył na autobus, pędząc jak szalony, z włosami, które nie widziały grzebienia, pastą maźniętą na policzku i dwiema różnymi skarpetkami na nogach - jedną niebieską w czarne kropki i drugą w różowo - szare paski. Jego szkolni koledzy tylko pokręcili głowami z rozbawieniem, robiąc mu miejsce na tylnim siedzeniu i podając wilgotną chusteczkę od dziewczyn z przodu. Chłopak tylko roześmiał się beztrosko i wytarł twarz, rozsiadając się wygodnie. Nauczycielka - pani Lorenz, nawet nie próbowała zwrócić mu uwagi na to, że przychodzi się wcześniej, wiedząc doskonale, że spotka się tylko ze szczenięcym spojrzeniem i szelmowskim uśmiechem.
W sumie to nie miał pojęcia, dlaczego zapisał się na ten wyjazd. Nie miał nawet co marzyć o studiowaniu - jego matka dawała radę utrzymać dwójkę dorastających dzieci, ale wyższe wykształcenie to wydatek, na który nie mogła sobie pozwolić. Namówili go koledzy i współlokatorzy - Connie stwierdziła, że skoro ma okazję, to niech jedzie, może rozdają gratisy. Skutkiem tego namawiania siedział właśnie w lekko przegrzewającym się autobusie, czekając aż kierowca wreszcie zaparkuje, by wysiąść, z ulgą wdychając chłodne powietrze. Na zewnątrz przejął ich jakiś chłopak, a pani Lorenz zniknęła, rzucając swojej dzikiej młodzieży ostatnie zmęczone spojrzenie. Caspian tymczasem toczył zażartą dyskusję z kolegami, na kompletnie abstrakcyjny temat. Z ogólnego rozprężenia wyrwał go głoś przewodnika, który najwyraźniej wskazywał na niego palcem. Uśmiechnął się lekko, przybierając na twarz zwykłą, niewinną minkę.
- Mam cię uciszyć?
Nie zrozumiał chichotów klasy, gdy odpowiedział z jeszcze szerszym uśmiechem.
- Nie, sir.
Któryś z kolegów uderzył go łokciem w żebra kręcąc głową z dezaprobatą.
- Nie gejuj się z ludźmi w publice, Cas - rzucił, kiedy wrócili do wycieczki.
- Jestem kompletnie hetero, nie mogę się gejować - odpowiedział Caspian, przeczesując włosy palcami, otwierając szeroko oczy.
- Jesteś tak hetero jak Fryderyk Chopin - parsknął tylko Marc.
Caspian wzruszył tylko ramionami, kompletnie nie łapiąc metafory. Rozproszył go za to wyjątkowo dziwny dźwięk gdzieś za nim, a potem fakt, że omal się nie przewrócił, próbując iść do przodu i do tyłu w tym samym czasie.
***
- Lemoniada.
Ruszył za Danielem, ale odwrócił głowę, słysząc stłumiony pisk, gdy tylko postąpił krok za chłopakiem. Zdumiony uniósł brwi, widząc Hannah i jej bandę zaciskającą kciuki i popiskującą do siebie nawzajem. Kompletnie nic z tego nie rozumiał.
- Więc... - rzucił, doganiając Daniela - Co studiujesz?
- Mówiłem na samym początku - słowa zbiły go z tropu.
- O. Często zapominam rzeczy - wyjaśnił więc tylko, uśmiechając się przepraszająco.
- Ale nie tylko rzeczy. Imiona też często wypadają mi z głowy i gubię się jak mówią. I dużo mówię, bardzo dużo, tylko bez sensu, bo się gubię. Ale to chyba już mówiłem - uśmiechnął się po raz kolejny, potykając się po drodze.
Daniel tylko odpowiedział mu uśmiechem, łapiąc go za łokieć, by chłopak nie wylądował twarzą w ziemi.
- Studiuję fotografię. W dużym skrócie fotografię - powiedział, patrząc na Caspiana, który po raz kolejny dziobnął się słomką, kiedy wreszcie zdobyli swoją lemoniadę.
- Ojacie. Jak super! Próbowałem kiedyś robić zdjęcia, ale kompletnie nie mam do tego cierpliwości.
Caspian machnął energicznie ręką, omal nie uderzając przy tym kogoś, kto właśnie przechodził.
- Jakoś się nie dziwię. Wybierasz się tutaj na uczelnię?
Chłopak potrząsnął głową, przełykając swój napój.
- Wolę pracować - wyjaśnił szybko.
Wrócili do rozmowy o niczym i wszystkim za razem, która raz za razem przerywał Caspian, rozproszony tym i owym. Był okropnie niezręczny, szczególnie kiedy gubił się w połowie swojej niezwykle genialnej (w zamierzeniu) odpowiedzi. Zdążył opowiedzieć Danielowi cały życiorys swojego psa i pół fabuły jednego z seriali, który właśnie oglądał, kiedy znikąd nadeszła pani Lorenz, dziobiąc Caspiana w ramię, kiedy ten nie zareagował na swoje imię.
- Znajdź swoją klasę i powiedz im proszę, że musimy się już zbierać - powiedziała.
- Już się robi, ma'am! Cześć, Daniel! - rzucił tylko i popędził zgromadzić swoją klasę, kompletnie zaaferowany nowym zadaniem.
Tego, że nauczycielka z wszechwiedzącym uśmiechem przekazała Danielowi pełne imię i nazwisko energicznego rudzielca już nie zauważył.
***
Daniel
Miałeś mi wysłać zdjęcie Grafika,
Panie "Zapomniałem telefonu"
Caspian
Fakt, miałem!
I zapomniałem
Tak serio
Czekaj
Prawie mam
Caspiana nie zastanowiło nawet, skąd Daniel miał do niego kontakt, odesłał tylko zdjęcie zrobione chwiejnymi rękami. Grafik leżał na jego nogach, przykrywając skarpetkę w różowe paski, ostawiając na widoku tylko tą w czarne kropki. Zdjęcie było nieco rozmazane i prócz złotego psa miało mnóstwo kiepskiego światła, bałaganu w tle i chudej łydki.
Caspian
Jest piękny, no nie?
Danny bjutiful boi?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz